Party Stories
Krystian Ferretti z "Hotel Paradise 3"
Luiza "Hotel Paradise 3"
Małgorzata Rozenek w białym garniturze
Doda, Viva, na plaży
Iza Grzybowska/Makata
Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Doda: "A teraz będę szczęśliwa"

„Niczego ludziom nie zazdroszczę. Ani pracy, ani pieniędzy, ani sukcesów, domów, samochodów. To dla mnie nic nie znaczy. Już byłam sławna i bogata. Ale wiesz, wszystko, co mam, oddałabym za prawdziwą miłość”.

- Doda, czy Ty czasami płaczesz?
Doda:
Urodziłam się z niedrożnością kanalików łzowych i jak dorosłam, doszłam do wniosku, że to jakiś symbol, bo już jako dziecko nie mogłam płakać. Po prostu nie jestem stworzona do łez. Jak byłam niemowlakiem, przepchnęli mi te kanaliki, przywiązując prześcieradłami do szpitalnego łóżka, bo się wyrywałam, ale i tak korzystam z nich dosyć rzadko.

– W jakich sytuacjach?
Doda:
Gdy się na coś wściekam albo czuję się bezsilna. Bo mnie ciężko w jakikolwiek sposób zasmucić, ale zezłościć łatwo…

– Ale powiedz szczerze – co jest dla Ciebie takie trudne do zniesienia?
Doda:
Płaczę, jak mnie boli kręgosłup. Nie z bólu, tylko z bezradności. Szczególnie gdy muszę wyjść na scenę, a trudno mi się wyprostować.

– A co by się stało, gdybyś nie wyszła?
Doda:
Gdybym odpowiadała tylko za siebie, to mogłabym odwołać koncert i powiedzieć: „Dzisiaj nie występuję”. Ale ja utrzymuję kilkadziesiąt osób, które są zdrowe i nie rozumieją mojego bólu, a muszą nakarmić rodziny.

– Można ból oswoić?
Doda:
Trzeba się do niego przyzwyczajać, tym bardziej że nie biorę żadnych proszków. Ból fizyczny non stop, codziennie, codziennie. Jakby mnie nie bolało, byłabym zdziwiona, czułabym się nieswojo. Pojechałam kiedyś do lekarza i on mnie pyta: „Kiedy panią boli?”. Odpowiedziałam: „To jest złe pytanie, proszę spytać, kiedy mnie nie boli”. „Kiedy panią nie boli?”. „Nigdy” (śmiech).

– Umiesz z tego żartować, a przecież ból odbiera radość życia.
Doda:
Odbiera przez pierwszy rok, ale po pięciu latach… Jeżeli chcesz żyć, musisz tę chorobę zaakceptować. Jeśli nie masz wpływu na rzeczywistość, to zmień do niej nastawienie.

– Myślisz o tym, co będzie za rok, dwa z Twoim kręgosłupem? Że może czeka Cię wózek inwalidzki?
Doda:
Takie myślenie nie leży w mojej naturze. Staram się cieszyć teraźniejszością, bo myśląc obsesyjnie o przyszłości, na przykład poznając chłopaka, zastanawiałabym się, co on mi odwinie za dwa czy trzy lata. To może lepiej już teraz dać mu w twarz? Tak na wszelki wypadek.

– Właśnie tak zrobiłaś z ostatnim narzeczonym? Nawymyślałaś mu na zapas?
Doda:
Krynia, miałaś o niego nie pytać! Poczekaj, właśnie do mnie dzwoni.

– Wracasz wzburzona. Co jest w stanie Cię dotknąć?
Doda:
Dotknąć? Dotknąć mnie może jedynie krzywda zwierząt. Tyle że to banalne, znane dziewczynom posiadającym chihuahua. Ale to może zrozumieć tylko osoba, która kocha zwierzęta, tak jak ty i ja, bo wtedy przechodzi się na inny poziom wrażliwości. Jak czytam, że trzech bydlaków ciągnęło psa na lince za samochodem i urwało mu głowę, mam ochotę ich powystrzelać.

– A gdy piszą, że Twoja nowa płyta źle się sprzedaje? To Cię nie dotyka?
Doda:
Praca w ogóle mnie nie stresuje. Sprawy zawodowe w żaden sposób nie mogą mnie zasmucić. Może dlatego, że mam świadomość, iż w każdej chwili mogę zmienić całe swoje życie, pracę czy miejsce zamieszkania. Nie jestem niewolnikiem swojej profesji. Dla mnie najważniejsze są prywatne sprawy i rodzina. Wystarczy, że się pokłócę z moim chłopakiem o głupotę, przeżywam to tydzień. Nie mogę sobie znaleźć miejsca, chudnę. Nie wysyłam oświadczeń do portali o tym, że wypisują jakieś bzdury o mojej płycie, tylko jak głupia nastolatka czekam na telefon od niego.

– Nie przejmujesz się, jak krytyk „GW” Robert Sankowski zarzuca, że Twoja płyta nie jest oryginalna?
Doda:
Ale ja nawet nie wiem, kto to jest Sankowski. Bez kitu, nie mam pojęcia. Najważniejsze, że się pofatygował do sklepu i kupił płytę z „pindolem”. I, chcąc nie chcąc, ją otworzył. I przesłuchał. A przy okazji otworzył ołtarzyk, a to już podchodzi pod modlitwę. Więc gadać sobie może dużo, ale sorry, punkt dla mnie. W „Przekroju” za to napisali, że jest lepsza od najnowszej płyty Lady Gagi. No i co, tak będziemy się licytować w nieskończoność? Płyta artysty jest jak autorska potrawa mistrza kuchni – jednemu smakuje, drugiemu nie. Jak chcesz, żeby smakowało wszystkim, to idź do mlecznego baru, ja nim nie jestem… Oderwij się choć na chwilę od polskiej mentalności i zwróć uwagę na dobre recenzje, których jest mnóstwo, i takie czytaj.

– Rozkaz! Ale wrócę do pytania: więc jak się sprzedaje Twoja płyta?
Doda:
Mam już złoto, a niedługo będzie platyna. Powoli, ludzie posłuchają, docenią. Czuję, że rozwijam się artystycznie i to jest najważniejsze. W ogóle nie mam ciśnienia, żeby drugiego dnia od wydania płyty odbierać diament. Już nie jestem spiętą dziewiętnastką, która chce udowodnić wszystkim wszystko.

– A chciałaś?
Doda:
Na początku, jak wydawałam pierwszą, drugą płytę, to dla mnie najważniejsze było to złoto, żeby wszystkim świecić po oczach. A teraz? Firma mi dała złotą płytę, powiesiłam ją na ścianie, a później stwierdziłam: Teraz oddam ją na cele charytatywne. I już. Tylko chciałabym się jak najszybciej zakochać, to jest moje ciśnienie.

– Ten rok zaczął się dla Ciebie wyjątkowo trudno. Kiedy zaczynałaś walkę o życie Nergala, nie wyczułaś, że może się ona zakończyć rozstaniem?
Doda:
Zupełnie nie. Leżałam na kuszetce pod „przeszczepowym” (sala, gdzie leżą ludzie po przeszczepach). Nikt wtedy nie myśli o tym, co zyska, a co straci. Jedyną myślą powtarzaną w mojej głowie jak mantra było: żeby Adam żył. Wiesz co, to dziwne, sama siebie nie rozumiem, nie rozumiem tej miłości.

– Na miłość więc nie ma reguły?
Doda:
Nie ma żadnej. Bo na przykład mam obsesję na punkcie pięknych białych zębów. A mój były mąż pod tym względem pozostawiał wiele do życzenia. Po drugie – mówiłam sobie zawsze, że z niskim facetem nie będę, bo włożę buty na obcasie i co? A mój następny narzeczony, jak stanęłam w szpilkach, to sięgał mi do ramienia. I jeszcze lubił chodzić w moich kurtkach, a zaznaczam, że mam rozmiar XS. Po trzecie, podobają mi się faceci z długimi włosami, a mój obecny chłopak jest tego zaprzeczeniem. Masakra. Poza tym przyrzekałam sobie, że nie będę już się umawiać z facetami, którzy mają mentalność baby i są obrażalscy, a ciągle na takich trafiam. Wiesz, jak trudno znaleźć naprawdę męskiego chłopaka? Mój były mąż jedynie był najmniej foszasty, o czym wiedzą różne inne panie, niemal od chwili naszych zaręczyn…

– A Ty skąd wiesz, że takie panie były?
Doda:
Wynajęłam trzech detektywów… Biedny dostał rozdwojenia jaźni, gdy pewnej pani w niedwuznacznej sytuacji spadł w jego samochodzie kolczyk i od razu dostał ode mnie SMS-a: „Lepiej zdejmować biżuterię przed seksem w aucie”. Nie miał pojęcia, co się dzieje.

– Przeżyłaś bardzo dużo jak na swoje 27 lat. Zdrady, rozstania, ataki mediów. A nie tracisz humoru. Jak to robisz?
Doda:
Nie dopuszczam złych myśli, w mojej głowie to ja zwyciężam. Widzę, że nie tylko w mojej. Dostaję mnóstwo listów od ludzi, często dużo starszych ode mnie, którzy piszą, że jestem ich absolutnym wzorem – przebojowa, przedsiębiorcza i mimo przeciwności losu pozytywnie nastawiona do świata. Twierdzą, że nawet jeśli nie słuchają mojej muzyki, chcą być tacy jak ja, i dziękują mi, że dałam im odwagę i siłę, żeby żyć. Pojęcie fana nabiera nowego znaczenia…

– Masz poczucie krzywdy po tej historii z Nergalem?
Doda:
Jedynym uczuciem, jakie mam, to że zrobiłam coś naprawdę dobrego. Wiem, że nawet gdyby przyszedł wróż z magiczną różdżką i powiedział: „Dodo, Adam jest chory, a jak wyzdrowieje, odejdzie do innej kobiety. Masz dwa wyjścia: rozstać się z nim teraz i oszczędzić sobie cierpienia albo robić dalej swoje”, postąpiłabym tak samo. Bo życie ludzkie jest ponad wszystkie animozje.

– I wtedy można wybaczyć?
Doda:
Wybaczyć tak, ale nie zapomnieć.

– Czego nauczyłaś się po tej historii?
Doda:
Dowiedziałam się, że ludzie potrafią udawać uczucia i wykorzystywać innych jak trampolinę w swoich interesach. Nauczyłam się, że choć nadzieja umiera ostatnia, a wdzięczność pierwsza, to dobrych uczynków nigdy dość. Dlatego będę kontynuować działalność charytatywną i namawiać do tego innych. 

– Praca nad płytą była dla Ciebie terapią?
Doda:
Odskocznią. Ja nie jestem zdolna do terapii. Żaden psycholog nie chce ze mną pracować.

– A próbowałaś?
Doda:
Tak, wielokrotnie. Kończyło się na tym, że po 15 minutach to ja zaczęłam go odpytywać: „A co u żony? A jaki pan ma do niej stosunek?”. I on mi się zwierzał. Położyłam go na kozetce. Drugi raz już mnie nie zaprosił na wizytę.

– Skąd u Ciebie taki brak pokory, taka wiara w siebie? Czy z tym się trzeba urodzić? A może to tylko poza, bo tak naprawdę jesteś pełna kompleksów?
Doda:
Ja i kompleksy?! Nie mam żadnych. Rodzice mnie dowartościowywali wyłącznie dlatego, żebym nie czuła się gorsza od innych dzieci. U nas w domu wywyższanie się, zadzieranie nosa było tępione. Więc z brakiem pokory trzeba się urodzić. Poza tym musiałam to w sobie wykształcić, bo jak wyprowadziłam się z rodzinnego domu, mając 13 lat, do internatu w Warszawie, gdzie mieszkałam z kulomiotkami ważącymi po 100 kilo, nie przeżyłabym, gdybym chowała się po kątach. A potem jeszcze mlekiem i miodem płynąca kraina Buffo, gdzie Mojżesz wkracza na scenę i mówi: „Moje kochane baranki, trzeba zasuwać”. Miałam więc dwie opcje – albo skulić się w sobie, albo głowa do góry: teraz będzie tak, jak ja chcę. Ale w normalnym życiu nie daję nikomu do zrozumienia, że jest ode mnie słabszy. Przeciwnie – jestem ciepła, bezinteresowna, ludzie lubią ze mną przebywać, bo czerpią dobrą energię. Tylko trzeba chcieć mnie poznać, a nie oceniać po tym, co przeczytają w prasie.

– Potrafisz na innych wymusić zachowanie, jakie Ci pasuje. Kazałaś mi podrywać kierowców tirów, żeby wpuścili nas na swój pas ruchu. I ja – poważna dziennikarka – wysyłałam im całusy.
Doda:
Ale robiłaś to ochoczo, bo przecież musiałyśmy dojechać na czas. Sama jestem kreatorką tego, co będzie w przyszłości. Nie ma prawa nic się nie udać. Ja nie mówię sobie: O Boże, jak bym chciała śpiewać na międzynarodowej scenie. Ja myślę tak: Śpiewam na międzynarodowej scenie, ludzie krzyczą moje imię, rozdaję autografy. A potem to się jakoś materializuje. I jestem pewna, że kiedyś taka sytuacja się zdarzy.

– Czego Ty tak naprawdę chcesz?
Doda:
Wyprowadzić się z Polski i nie pracować. Zarabiać kasę, nie czując ciężaru, że ją zarabiam. Dlatego chcę rozwijać talent, bo cały czas mam wrażenie, że dotykam marzeń, które sobie wymyśliłam, jak byłam nastolatką. Cały czas jestem nimi nakręcona, a jak się na coś nakręcasz, to codzienne problemy cię nie dotykają. Jesteś z innego świata, a ludzie pytają: „Skąd ty się wzięłaś?”.  

– Najgorsza byłaby obojętność?
Doda:
Nuda. We wszystkim, w związku, w pracy.

– Czy przypadkiem nie cierpisz na ADHD?
Doda:
Umiem się skupić. Jak byłam mała, z tatą rysowaliśmy twarze i postaci. Potrafiłam godzinami szkicować, ale byłam i jestem bardzo żywiołowa. Robię 16 rzeczy naraz. Kiedyś wiozłam koleżanki z Gdańska do Warszawy, wyszły z auta trzy kilo chudsze, z twarzami w kolorach tęczy. Uzmysłowiłam sobie, że jak jadę, to kieruję kolanami, piłuję paznokcie, śpiewam piosenkę Britney Spears, macham głową, robię układ choreograficzny, odbieram telefon, pstrykam zdjęcia i wysyłam na Facebooka, i zapisuję w notatniku pomysły na klip.

– Cud, że jeszcze żyjesz.
Doda:
Wcale nie, bo jeżdżę ostrożnie. Mam tylko świadomość, że potrafię robić wiele rzeczy w jednym czasie, ale jestem czujna. Jeżdżę dobrze.

– Masz jedną przyjaciółkę, a inne Cię nudzą?
Doda:
Jak mnie nudzą, to nie są nawet moimi znajomymi. Przyjaciele muszą mnie czymś zaskakiwać, bo jak długo można być drzewem dla huby albo lokomotywą, która ciągnie wagony. Też chciałabym od czasu do czasu położyć się i być ciągnięta. Ale przyjaciółkę mam jedną, bo gdybym miała drugą, to ta pierwsza byłaby zazdrosna i pewnie by ją podtruła. Ale to akurat rozumiem, bo jesteśmy obydwie Wodniczkami. Ja też jestem bardzo zazdrosna i zaborcza.

– Czego zazdrościsz?
Doda:
Nie pracy, nie pieniędzy, nie sukcesów, domów, samochodów. To dla mnie nic nie znaczy. Ale wiesz co, wszystko, co mam, oddałabym za prawdziwą miłość. Zazdrosna jestem więc tylko o uczucia i ludzi, na których mi zależy.

– Zależy Ci teraz na kimś?
Doda:
Tak, ale nie chodzi o to, że nie umiem żyć bez faceta albo że muszę się na kimś uwiesić i łapać go za krocze. Lubię mieć psychiczny komfort, że ktoś jest, ale nie wchodzi na moje terytorium. Gdyby siedział za kulisami, jak śpiewam, i pytał: „Kiedy skończysz? Chodźmy do domu”, zwariowałabym. Ja chcę mieć jedynie świadomość, że jest ktoś, o kim myślę, jak się budzę i zasypiam. Jak śpiewam piosenkę o miłości, to myślę, że ona jest o nim. Wtedy jestem najspokojniejsza na świecie.


– Pasowałaby Ci miłość w Internecie.
Doda:
Ja nawet nie mam Internetu. A poza tym wirtualna miłość nie jest dotykowa. A seks jest dla mnie bardzo ważny. Lubię, jak facet jest finezyjny, potrafi do seksu dokładać coś od siebie. Ostatnio, żeby było romantycznie, poustawiałam wszędzie świeczki. Bo przeczytałam w jakiejś gazecie, że waniliowy zapach pobudza zmysły. Godzina 13., rolety zaciągnięte i te świeczki. Nagle słyszę wielki krzyk i widzę płonącą pochodnię. To nogawka jego spodni zaczęła się palić, a on tego wcale nie poczuł. Bąble, poparzenie pierwszego stopnia…

– Ludzie nie uważają Cię za wariatkę?
Doda:
Uważają, ale jakby było inaczej, tobym się obraziła. Przyjaźnię się też głównie z wariatami. Krynia,  ty też do najnormalniejszych nie należysz. Byłyśmy wczoraj u lekarza po laser na mój kręgosłup, wypełniałam formularze, ty milczałaś i nagle odzywasz się: „Nienawidzę wszystkich facetów”. Lekarka spojrzała dziwnie.

– Ale się z tym zgodziła. A ja miałam na myśli Twoją ostatnią kłótnię telefoniczną, której byłam świadkiem.
Doda:
Bo nie potrafię ugiąć karku, ale czasami myślę, że kobieta powinna chwilami zejść w cień i przyciszonym głosem powiedzieć: „Skarbie, nie denerwuj się, to moja wina”. A ja tak nie umiem. Musiałby ktoś poddać mnie hipnozie. Ale za to złość szybko mi przechodzi i się nie obrażam.

– Nie żałujesz swojej impulsywności?
Doda:
Nie żałowałam nawet, jak zrzucałam czyjś rower z szóstego piętra. Spojrzałam jednak, czy ktoś jest na dole, wydałam ostrzegawczy wojenny okrzyk, więc każdy mógł uciec. Jeśli nawet czasami myślę, że coś sobie moją impulsywnością psuję, to jak robię rachunek sumienia, wychodzi, że mam o wiele więcej zalet niż wad. Jak ktoś chce, to niech sobie weźmie spokojną cichą myszkę, która potrafi się ładnie odzywać, a jak tylko facet odwróci wzrok, prześpi się ze wszystkimi jego kolegami.

– Ilu miałaś kochanków?
Doda:
Znacznie poniżej normy. Moje koleżanki doszły do trzydziestu.

– Czy Ty potrafisz normalnie żyć, robić zakupy, ugotować, wyrzucić śmieci?
Doda:
Bardzo lubię normalne czynności. W moim wykonaniu są śmieszne.

– Na przykład?
Doda:
Jak gotuję, wkładam fartuch z namalowanymi gołymi cyckami, gadam do siebie, bo wyobrażam sobie, że prowadzę program kulinarny. Gotowanie staje się zabawą. Koledzy proszą: „Ugotuj coś, bo dawno się nie ubawiliśmy”. Uwaga! Ten show tylko dla wybranych (śmiech). Jestem łobuzem, giganciarą i aparatką.

– Ale jednocześnie masz patologiczne myśli, jak wyczytałam w którymś z wywiadów. Co to znaczy? Mogłabyś kogoś zabić?
Doda:
Czy zabić, to nie wiem, ale mogłabym być przywódczynią mafii, rządzić grupą przestępczą bez żadnych skrupułów. Wszyscy chodziliby w garniturach, a damy w długich sukniach, pieniędzy byśmy nie liczyli, tylko je ważyli. Chciałabym być takim ojcem chrzestnym dużej rodziny. I tak się stanie w moim nowym teledysku „Fuck it!”.

– Czemu nie układa Ci się z facetami?
Doda:
Bo ja muszę trafić na prawdziwego mężczyznę. Mój ojciec mówi, że wszyscy to ciemięgi bez jaj. Jak mu przedstawiam kogoś, to po cichu mnie ostrzega: „Uciekaj, póki możesz”. Moja mama mówi, że nie ma faceta, który by nie oszalał przy mnie. Jestem piękna, kusząca i wierna, a to rzadka w tych czasach cecha. Wiem, że istnieje gdzieś chłopak, który będzie myślał tak jak ja, który będzie miał honor i nie będzie sprzedajny. Chciałabym mieć pewność, że mój partner myśli podobnie.   

– Zastanawiasz się czasem, jaka będziesz, mając 40 lat. Bo już wtedy nie wypada być elfem.
Doda:
Obawiam się, że będę jedną z tych szalonych staruszek, co to chodzą po lasach i czerpią energię z drzew. Mój ojciec tak łaził ze mną, jak byłam mała. Albo wyjadę do jakiejś egzotycznej plemiennej wioski. Na pewno nie chciałabym cały czas tkwić w show-biznesie.

– Dlaczego ten show-biznes Cię tak irytuje?
Doda:
Irytuje mnie to, że polskie media nie szanują rodzimych artystów. Abstrahując od moralnego aspektu takiej postawy, to jest to przecież irracjonalne, bo z nas żyją… Szacunek zyskuje się jedynie po śmierci. Superperspektywa…

– Odczułaś to?
Doda:
A niby dlaczego nie puszczają moich piosenek w radiu, dlaczego pewna duża sieć sklepów z muzyką nie zamawia moich płyt tyle, na ile jest zapotrzebowanie? A potem złośliwi piszą, że moja płyta się nie sprzedaje. We własnym kraju nie czuję żadnego wsparcia, ciągle pod górę…

– A jednak przeżywasz?
Doda:
Nie przeżywam, bo nic nie jest w stanie mi zepsuć dobrego samopoczucia. A poza tym przeżywanie jest niszczące, jeśli nic nie można zrobić. Ostatnio przybiegła moja asystentka: „Doda, wszystko jest spóźnione, teledysk, ekipa cała w nerwach”. A ja na to: „Marta, relaks, najważniejsze, żebyśmy dzisiaj miały dobry seks i żeby świeciło słońce”. Dla mnie najważniejsze jest, żebym się wyspała, miała miłość w sercu i żeby rodzice byli zdrowi. No i żeby mnie nie bolało. Bo ja dzielę dni na chodzenie prosto i krzywo. Jak mogę prosto chodzić, to już luksus i takie szczęście, że biegam, skaczę. I choć czasami męczy mnie ta moja butność i choleryczność, to nie chcę się zmieniać, bo spokojna Doda nie byłaby Dodą. Ja po czterdziestce, a nawet po pięćdziesiątce zafunduję  sobie harem młodych chłopaków, a moje płyty będzie kupować Madonna i Lady Gaga, żeby czerpać z nich inspirację. A może stanie się tak, że pewnego dnia zniknę z tego całego show-biznesu. Bo sławna i bogata już byłam, a teraz chcę być szczęśliwa. I tak się stanie.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia Iza Grzybowska/makata
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka stylisty Magdalena Smus
Makijaż Izabela Wójcik/Van Dorsen Talents
Fryzury Marek Sierzputowski/Ruby Blue
Produkcja Elżbieta Czaja

Komentarze
Zapraszamy do dyskusji
Czekamy na Twoją opinię w tym temacie. Dołącz do dyskusji!
Newsy
Monika Brodka – Przyspieszony kurs dojrzewania
Przeszła przyśpieszony kurs dojrzewania. Dziewczyny w jej wieku nie mają za sobą tak poważnych związków, nie mieszkały z ukochanym, nie budziły się co rano u jego boku. Na nowej płycie Monika Brodka śpiewa o tym, że prawdziwa miłość zdarza się raz na dziesięć lat. Ona jeszcze jej nie znalazła.

– Jak się czujesz przed wydaniem nowej płyty?    Jestem i zdenerwowana, i podekscytowana. Wciąż się biję z myślami, czy jestem z niej zadowolona, czy nie, bo właściwie nigdy nie jestem z siebie zadowolona. Na płycie znalazły się absolutnie nowe piosenki, nie ma żadnego coveru, w dodatku pisałam sama teksty, więc denerwuję się jeszcze bardziej. – Jak oceniasz swoją pierwszą płytę z perspektywy dwóch lat? Tamta płyta to dowód na mój upór w dążeniu do celu. Chciałam zrobić coś, czego nie będę się wstydzić, czego się będzie miło słuchać. Teraz wiele rzeczy bym zmieniła, inaczej zaśpiewała, ale mam do „Albumu” ogromny sentyment. – Czy nowa płyta znowu będzie fabryką przebojów? Jest bardziej nastrojowa. Pokazuje sentymentalną i wrażliwą duszę, którą wcześniej gdzieś głęboko ukrywałam. Byłam skacząca, energiczna, szalona. Powiedzmy wprost – byłam wariatką. Teraz jestem bogatsza o doświadczenia, dlatego nowa płyta jest dojrzalsza. – A Ty bardzo się zmieniłaś? Przez ostatnie dwa lata spokorniałam. Stałam się bardziej normalna. Zawsze starałam się na siłę pielęgnować w sobie inność. Byłam zadziorna, zwariowana. W pewnym momencie zaczęło mnie to męczyć. I ludzi przebywających ze mną również. Teraz normalnie rozmawiam z ludźmi, bez nerwów i emocji. Uczę się dyplomacji. Choć czasami mój charakterek potrafi się ujawnić. Jestem góralką, z ogromną wrażliwością i jednocześnie zadziornością. Często wszczynam kłótnie. Przydałoby mi się trochę ogłady. – Czy dojrzałaś jako wokalistka? Nie brałam lekcji śpiewu, ale po pierwszej płycie zagrałam jakieś 200 koncertów. To był morderczy trening. Znam teraz lepiej swój głos. Jest matowy, ciemny, niski. Dlatego, że śpiewałam w kapelach...

Joanna Jabłczyńska
ONS
Newsy
Joanna Jabłczyńska - Słodka twardzielka
Boi się małżeństwa, odpoczywa na maratonie i cieszy się, że nie wygrała „Jak Oni śpiewają”? Oto Joanna Jabłczyńska, jakiej nie znacie. Wcale nie taka grzeczna...

Choć ma usposobienie i wygląd grzecznej dziewczynki, niech was nie zwiodą pozory. Joanna Jabłczyńska to dojrzała i rozsądna kobieta, która dobrze wie, czego chce od życia. I zwykle osiąga to, co sobie zamierzy. – Kiedy Twoja płyta zawojuje listy przebojów? Joanna Jabłczyńska: Wiem, że powinnam ją nagrać. Zajęłam co prawda drugie miejsce w „Jak Oni śpiewają” – niby to gorsze, ale wiele osób wysyłało na mnie SMS-y, a ja ich zawiodłam. Ta płyta byłaby z mojej strony formą podziękowania. Pojawiło się już nawet kilka propozycji, ale raczej z nich nie skorzystam. Boję się współpracy z wytwórniami, bo znajomi zawodowo zajmujący się muzyką ostrzegają, że nie będę miała nic do gadania. A ja mam wizję tego, co chcę zrobić. Przede wszystkim chcę pracować z ludźmi, których znam i lubię. Jedyną osobą, której w tych kwestiach ufam, jest Janusz Tylman. – Dlaczego właśnie on? Joanna Jabłczyńska: Pracowaliśmy razem od początku programu „Jak Oni śpiewają”. Znamy się jeszcze z wcześniejszych lat i rozumiemy bez słów. On wie, co lubię i jakie mam możliwości. No i przede wszystkim zna się na muzyce... w przeciwieństwie do mnie. – Podczas programu padło na Twój temat wiele miłych słów, ale pojawiły się też przykre opinie, na przykład że podlizujesz się jury i publiczności. Czytałaś w Internecie takie komentarze? Joanna Jabłczyńska: Nie dało się ich nie zauważyć. To było bardzo przykre. Wszystko było dobrze do momentu, gdy byłam nominowana z Olgą Bończyk. Wtedy ludzie zaczęli pisać, że jak ja przejdę dalej, to oni przestaną oglądać program. Bo wygra ta, która się tylko przebiera i pokazuje nogi, a nie Olga, która jest profesjonalną piosenkarką. Widzowie na mnie głosowali i przechodziłam dalej – co mogłam na to poradzić?...

Halinka Mlynkova
Marlena Bielińska/Move
Newsy
Halina Mlynkova: "Ja się uwielbiam dołować!"
Na pytanie, czy na pewno się z mężem kochali i jak to jest, kiedy miłość mija, odpowiada: „Nie wiem”. Ale Piotr Najsztub nie daje się zbyć!

– Podobno nie możemy rozmawiać o Pani rozwodzie? Halina Mlynkova: Nie tyle nie możemy, tylko to jest pozamiatane, nudny temat. – Zazwyczaj rozwodząc się, ludzie się kłócą, płaczą, oskarżają… Halina Mlynkova: A my nie. – To rzeczywiście nuda. Ale skoro taki nudny ten rozwód, to może żeście się nigdy nie kochali? Halina Mlynkova: To nie tak. Mogę mówić tylko za siebie, a ja uważam, że nie może być czegoś takiego, że uczucie może jest, a może nie ma. – A gdzie takie polskie, właściwie peerelowskie „dziecko musi mieć ojca i matkę”? Halina Mlynkova: Przecież ma! Takie myślenie powoduje, że te następne pokolenia właśnie z tego powodu szybciej się rozstają, bo mówią: „Moja matka z ojcem się gryźli całe życie dla naszego dobra, a myśmy na to nie mogli patrzeć, więc teraz wolimy się rozstać, żeby nasze dzieci nie miały tego samego. I pokutują kolejne pokolenia. Zresztą powodów takiego myślenia jest więcej. Kilka lat temu jechałam w Krakowie taksówką i taksówkarz mówił cały czas, że już ma dosyć swojej żony. Ja mu na to: „To niech się pan rozwiedzie”. A on na to: „Nie stać mnie, 400 złotych to kosztuje, więc mieszkam z kochanką, żona z kochankiem, dalej w naszym mieszkaniu, tylko we czwórkę”. – Ludzie o stalowych nerwach. A jak mija miłość? Halina Mlynkova: Nie wiem. Mam wrażenie, że jakieś nagromadzenie sytuacji powoduje, że człowiek pewnego dnia się budzi i dalej nie może. Czytałam o takim przypadku w Chinach, gdzie jest chyba najwyższy na świecie procent samobójstw. Małżeństwo miało kawałek ziemi, mąż pokłócił się z żoną o to, co na niej posadzić. Ona chciała kukurydzę, on – pszenicę. Po kłótni ona popełnia samobójstwo. Przecież nie z powodu kukurydzy,...

Nasze akcje
Jenny Fairy Midday Coctail
Newsy

Ten stylowy dodatek przeniesie cię w świat wakacji i słodkiego lenistwa!

Partner
piekna-kobieta-bella
Fleszstyle

Jak się czuć pewnie i wygodnie przez cały dzień? Stawiaj na jakość

Partner
huawei-6-band-opaska
Fleszstyle

Asystent i trener personalny w jednym?

Partner
Kolekcja-wiosna-lato-CCC-2021
Fleszstyle

Czy zdrowe i wygodne dziecięce buty nie mogą być modne?

Partner
Kolekcja-wiosna-lato-CCC-2021
Fleszstyle

O tych butach marzy twoje dziecko!

Partner
catering-tajm
Fleszstyle

Pyszne, zdrowe i niebanalne dania z dostawą pod twoje drzwi?

Partner