Agnieszka Sienkiewicz
Instagram
TYLKO U NAS

Czy Agnieszka Sienkiewicz ma w sobie coś z Doroty? Niezwykły wywiad z gwiazdą „Przyjaciółek”

Agnieszka Sienkiewicz
Instagram

„Petarda”, piszą o niej fani na Instagramie. I mają rację. Agnieszka Sienkiewicz-Gauer nie lubi się zatrzymywać, a do relaksu „musi się trochę zmuszać”. I to przy dwójce małych dzieci!

Właśnie kończy zdjęcia do kolejnego, 16. już sezonu „Przyjaciółek”. Jej rola w serialu Polsatu miała być epizodem, ale Agnieszka Sienkiewicz-Gauer (36) szturmem podbiła serca widzów i w efekcie w Dorotę wciela się od ośmiu lat. W tym czasie zdążyła poznać Mikołaja, swojego przyszłego męża, i urodzić dwie córeczki. 

Jakich słów Agnieszka nigdy nie wypowiada przy 4-letniej Zosi i rocznej Marysi? Czy ma w sobie coś z serialowej Doroty? I jakie marzenie właśnie zaczęła spełniać?

Zobacz także: Agnieszka Sienkiewicz pokazała jak wygląda jej brzuch po dwóch ciążach. Taka figura to marzenie wielu kobiet! 

Twoja córeczka Marysia niedawno skończyła roczek, a ty sama upiekłaś dla niej tort.

Kiedyś postanowiłam, że wszystkie torty dla moich dzieci będę piekła sama. Może nie są mistrzostwem świata, ale robię je z sercem – i to się liczy.

Co chcesz przekazać dzieciom?

Staram się je wychowywać wbrew schematom i stereotypom, w jakie często wpisywane są dziewczynki. Selektywnie podchodzę choćby do wyboru bajek. Większość z nich od dziecka uczy, że kobieta ma być czekającą na bogatego księcia księżniczką, a jej jedynym atrybutem jest uroda. Ja chcę wychować moje córki na kobiety niezależne, samodzielne, takie, które swojej wartości nie uzależniają od mężczyzny. Nigdy nie używam słów „nie wypada” czy „to nie dla dziewczynek”. W naszym domu nie ma tematów tabu, nie ma pytań, na które nie odpowiem, nawet jeśli te odpowiedzi są trudne – często podsuwam starszej córce książki, które adekwatnie do wieku tłumaczą jej świat.

Mało tradycyjnie.

Z drugiej strony ja naprawdę kocham wszelkie prace domowe, kocham rolę kobiety jako mamy, która dba o dom, i to też chcę córkom przekazać. Staram się wciągać Zosię w prace domowe. I ona bardzo chętnie w to wchodzi. Może dlatego, że pokazuję jej, że choćby odkurzanie może być superzabawą, a nie tylko męczącym obowiązkiem.

Pracujesz zawodowo, wychowujesz dwoje małych dzieci. Jak to pogodzić?

Jestem wiecznie w ruchu (śmiech). Nawet teraz, kiedy rozmawiamy przez telefon, zamiatam taras, wyciągam naczynia ze zmywarki albo wstawiam pranie.

A do tego dzielisz życie na dwa miasta.

Odkąd jestem z moim mężem, czyli od pięciu lat, pracuję w Warszawie, a mieszkam w Łodzi. Przyznaję, że z każdym dzieckiem jest coraz trudniej. Staram się tak organizować czas, żeby nie być wiecznie w pędzie, choć… i tak najczęściej jestem.

Ale czasem, kiedy Zosia jest w przedszkolu, a Marysia śpi, mogłabyś przecież odpocząć.

Masz rację, mogłabym, to jednak wcale nie takie łatwe (śmiech). Potrzebuję być w ruchu, a do relaksu muszę się trochę zmuszać. Mam to w genach – moja mama i siostra są dokładnie takie same. My z siostrą siadamy na kanapie, dopiero kiedy uśpimy dzieci.

Co z czasem dla siebie?

Jeżeli jestem z dziećmi, nie mam go ani trochę. Za to dojrzałam już do tego, że wiem, że komfort i odpoczynek matki to nic złego. Dzieci mają też tatę, może pomóc babcia lub wesprzeć nas niania. Kiedy czuję, że dochodzę do granicy mojego zmęczenia, mówię na przykład: „Mama idzie na masaż”. I tak robię. Każda mama potrzebuje oddechu.

Wszyscy znają cię jako aktorkę, ale przez lata prowadziłaś też swój sklep z artykułami dziecięcymi. Choć dobrze prosperował, niedawno go sprzedałaś. Dlaczego?

Chcę mieć czas dla rodziny, dla siebie. Nie chcę, żeby praca była na pierwszym miejscu. Przez długi czas prowadzenie Esów Floresów sprawiało mi ogromną radość, jednak w momencie, w którym miała pojawić się druga córka, zatrzymałam się na chwilę i spojrzałam na siebie z boku. Zobaczyłam siebie biegającą z noworodkiem, pakującą paczki, wiecznie w pośpiechu. Powiedziałam: „Stop, ja tak nie chcę”. Jeśli mamy możliwość zatrzymać się i zastanowić, w jakim punkcie jesteśmy i czy chcemy w nim być, to trzeba tak zrobić. Choć w sklep włożyłam mnóstwo oszczędności i serca, wiedziałam, że potrzebuję czasu dla dzieci. I go znalazłam.

Serce bolało, kiedy oddawałaś klucze?

Gdy podpisywałam akt sprzedaży, łezka się w oku zakręciła. Ale potem, kiedy w końcu telefony przestały wydzwaniać, poczułam ulgę. Nie miałam żalu. Poczułam, że idzie nowe.

Czy to oznacza, że masz już w głowie jakiś kolejny pomysł?

Tak! I znowu czeka mnie dużo pracy (śmiech). W czasie pandemii pojechaliśmy z mężem na Mazury, nocowaliśmy w pięknej odrestaurowanej stodole i zakochaliśmy się w tym miejscu. Uznaliśmy, że musimy znaleźć coś podobnego dla siebie. I znaleźliśmy. Kupiliśmy kawałek ziemi, zniszczoną oborę i domek. Chcemy stworzyć tam coś przepięknego w otoczeniu przyrody. Na razie to kompletna ruina, ale będzie San Francisco (śmiech). Razem z mężem uwielbiamy ekstremalną jazdę rowerową, więc tam będziemy mieli mnóstwo tras, żeby się na tych rowerach wyżyć.

Przyznałaś kiedyś, że macierzyństwo trochę uspokoiło twój pociąg do ekstremalności. To jak w końcu jest?

Na bungee nie skoczę, ale w planach mam skok ze spadochronem. W szczytnym celu! Z tymi skokami wiąże się w ogóle ciekawa historia. Kiedy pierwszy raz skoczyłam ze spadochronem, nie wiedziałam, że jestem w ciąży z moją starszą córeczką Zosią, tak że już w brzuchu Zosia zaliczyła swój pierwszy skok z 3 tys. metrów. Tak mi się spodobało, że myślałam, że jak urodzę, skoczę znowu. Odkąd jednak jestem mamą, coraz częściej włącza mi się w głowie radar: „Stop, nie rób tego, a co, jeśli coś się stanie? Córki cię potrzebują”. Teraz nawet kiedy jedziemy z córką na zwykłą przejażdżkę rowerową, nie tylko ona ma kask, ja również. Nigdy nie miałam takich refleksji na temat własnego zdrowia i bezpieczeństwa. Lęk o córki jest naturalny, ale pierwszy raz w życiu boję się o siebie. Ten mój „telep” trochę się uspokoił.

Jaki był przełomowy moment w twojej karierze?

Moja kariera od lat idzie bardzo spokojnie. Nie przydarzyły mi się żaden przełomowy film czy rola, która sprawiłaby, że reżyserzy będą się o mnie zabijać, ale nie było też kryzysu. Od wielu lat pracuję mniej więcej w ten sam sposób – i się cieszę, bo w życiu aktora taka praca non stop przez lata jest rzadko spotykana.

Od ośmiu lat grasz Dorotę w „Przyjaciółkach”. Ludzie zwracają się do ciebie „Dorotko”?

Są i tacy, którzy mówią do mnie „Kasiu” (Agnieszka grała rolę Kasi w serialu „M jak miłość” – przyp. red.). Ale słyszę też „Dorotkę” i zdziwienie, że jestem taka od niej inna – bez makijażu chociażby.

Łączy cię coś z tą postacią?

Dzięki Bogu niewiele (śmiech). Wspólny mamy chyba tylko temperament. Dorota to konkretna babka i ja też taka jestem, dałam jej swój rytm. Ale to koniec podobieństw.

Wcielanie się w tak zupełnie różną postać to ciekawe doświadczenie?

Uwielbiam grać Dorotę. Jak wypowiadam jej teksty, jestem w siódmym niebie, że w ogóle można być tak bezpośrednim! Sama w życiu bym się nie odważyła mówić głośno takich rzeczy (śmiech). 

Rozmawiała Maria Dąbrowska

Agnieszka Sienkiewicz w "Przyjaciółkach"

Kacper Kuszewski i Agnieszka Sienkiewicz na planie Przyjaciółek
mat. prasowe

Aktorka sama piecze torty dla dzieci:

Agnieszka Sienkiewicz
Instagram

Przeładuj

Grzegorz Hyży zniknął z sieci! Co się z nim dzieje? Tłumaczy Agnieszka Hyży!

zobacz 02:15