Colin Farrell
ONS
Niegrzeczny chłopiec

Colin Farrell – Zakochany drań

Colin Farrell
ONS

Rybak zazwyczaj zakochuje się w syrenie, którą złowi w sieć. Dlaczego więc tym razem miałoby być inaczej? Szczególnie że rybak jest charyzmatyczny i zabójczo przystojny, a syrena – urodziwa. A do tego z Polski. O dziewczynie, która nie byłaby Amerykanką, Colin Farrell, Irlandczyk, marzył od lat. Kiedy więc on i Alicja spotkali się na planie filmu „Ondine” (Colin gra w nim rybaka, Alicja – syrenę), szybko znaleźli wspólny język. On czuł się za nią odpowiedzialny. Ona czasami całe dnie spędzała w wodzie. Zimnej. Potem trudno było jej się ogrzać. To właśnie on donosił jej kolejne koce. A potem próbował rozśmieszyć. Wiedział, że porządna salwa śmiechu potrafi rozgrzać lepiej niż termofor...

„Jesteśmy przyjaciółmi”, zgodnie kwitowali doniesienia prasy na temat romansu. Ale prawda szybko wyszła na jaw. Wspólne wakacje w Miami, spacery po krakowskim Rynku, a wreszcie pocałunki na ulicach Los Angeles rozwiały wątpliwości. W ten oto sposób Alicja Bachleda-Curuś stała się jedną z... najbardziej znienawidzonych kobiet na świecie. Miliony wielbicielek Colina chciałoby dziś być na jej miejscu, mimo że Farrellowi daleko do idealnego kochanka.

Kobieciarz
„Długie nogi i zgrabny tyłeczek. Piersi? Nie szaleję za dużymi rozmiarami. Najczęściej kiedy są wielkie, wypełnia je silikon czy coś w tym rodzaju. A wtedy piękny biust staje się dwoma twardymi kamieniami. Brrr. Dla mnie nie ma nic gorszego”. Colin Farrell chętnie opowiada o swojej fascynacji kobietami. Twierdzi, że jest ich największym fanem. Niestety, jego komentarze rzadko dotyczą czegoś innego niż uroda i seksapil. Feministki mają w nim wroga numer jeden, bo kobiet nie traktuje jak partnerek do rozmowy. Są towarzyszkami zabaw, ale tylko tych z seksualnym podtekstem.

„Przypadkowy seks? Nie ma nic fajniejszego. Ale seks w ogóle jest jedną z najcudowniejszych rzeczy, jakie przytrafiają się człowiekowi. Dlaczego więc z niego nie korzystać?”. „Kiedy, jeśli nie teraz, mam czerpać radość z życia? Za kilka lat moja pikawa może już tego nie wytrzymać. Być może wtedy przyjdzie czas na stabilizację”. Colin oburza się, kiedy któraś z bojowo nastawionych do niego dziennikarek zarzuca mu brak emocjonalnego zaangażowania. „Ja zimny i obojętny? To bzdura. Mój problem nie polega na tym, że się nie angażuję, tylko na tym, że angażuję się zbyt łatwo. I zbyt często. Właściwie ciągle jestem zakochany. I za każdym razem w kimś nowym. To przez to mam problemy z utrzymaniem związku”. Colin był już nawet żonaty. Z koleżanką po fachu, Amelią Warner. Kiedy? Osiem lat temu. Jak długo? Cztery miesiące. „To się stało za szybko, byłem za młody”, mówi o tym dzisiaj. I pewnie ma rację. Ale najdziwniejsze jest to, że nie ma co do swojej pozycji playboya żadnych złudzeń. „Czy dziewczyny na mnie lecą, bo jestem przystojny? Chyba nie. Czy dlatego że jestem nieziemskim kochankiem? Chciałbym, ale trudno mi w to uwierzyć. Lecą na mnie, bo jestem aktorem. Widziały mnie w kinie, a zawsze w dobrym tonie jest przespać się z kimś sławnym”.

Alkoholik
„Jestem Irlandczykiem i jestem z tego dumny”. Colin Farrell powtarza to jak mantrę. Co to według niego znaczy? Zamiłowanie do kultury pubowej, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Czyli piwo, jeszcze jedno piwo, potem guinness dla odmiany, a na koniec? Whisky. Albo w odwrotnej kolejności. A to wszystko okraszone ≠supermocnymi papierosami. Niezdrowo? Pewnie! Ale za to jak przyjemnie. Może dlatego Colin twierdzi, że nigdy nie polubi Los Angeles? „Tam nawet zapalić na ulicy nie można, bo za chwilę ktoś zwróci ci uwagę, że trujesz powietrze”. Colin twierdzi, że picie leży w naturze każdego prawdziwego Irlandczyka i nic nie da się z tym zrobić. Ale ma już na koncie odwyk. Dwa lata temu dał się zamknąć dobrowolnie w klinice leczenia uzależnień. Oprócz alkoholu miał również problem z lekami przeciwbólowymi, które łykał całymi garściami, skarżąc się na bóle pleców. Nieoficjalnie mówi się jednak, że to reżyser „Miami Vice” Michael Mann wymógł na nim terapię po tym, jak przy okazji kręcenia „Aleksandra” Farrell zdemolował pół hotelu, gdzie mieszkała ekipa. Wystraszył też koleżankę z planu, Angelinę Jolie, spacerując nago pod drzwiami jej pokoju. Mann bał się również, że Farrell nie poradzi sobie na planie wyczerpującego fizycznie filmu. Tak czy owak, Colin wyszedł z tych zmagań zwycięsko. Wciąż kocha piwo, ale dziś nie funduje już sobie balang, po których nie byłby w stanie wstać rano. Zapewnia, że zrobił to dla syna.

Ojciec
Związek z modelką Kim Bordenave nie przetrwał rzecz jasna próby czasu, ale jego owocem jest pięcioletni dziś syn pary, James. To właśnie on jest głównym powodem, dla którego Colin Farrell w końcu „zaprzyjaźnił się” z Ameryką. Przez wiele lat to miejsce wiązało się dla niego tylko z pracą. Nie chciał kupować tu domu, zapuszczać korzeni. Mieszkał w hotelach, a swój jedyny prawdziwy dom miał w Irlandii. Dziś jest inaczej. Wreszcie kupił posiadłość w Los Angeles i spędza tu dużą część roku. Ale nie sam – z synem. James cierpi na rzadką chorobę genetyczną nazywaną syndromem Angelmana. Jest trochę opóźniony w rozwoju, ma kłopoty z mówieniem i koordynacją ruchu. Dopiero rok temu nauczył się chodzić i, jak twierdzi Colin, doprowadził go tym do łez. Tak, ten twardziel, którego głównym „hobby” jest wdawanie się w bójki i uwodzenie kobiet, nie boi się przyznać do chwil słabości. Wprost przeciwnie. „Wbrew pozorom i bez względu na to, co wy na ten temat myślicie, jestem cholernie wrażliwym facetem”, zapewnia. I można mu wierzyć. Oprócz tego że wrażliwy, Colin potrafi być naprawdę słodki.

Syn
Tylko jedna kobieta mogła do tej pory liczyć na wierność Colina Farrella. Kto? Oczywiście mama, Rita. Farrell szczerze przyznaje: „Tak, jestem maminsynkiem. I wiecie co? W ogóle się tego nie wstydzę. Mama jest jedynym powodem, dla którego warto zarabiać duże pieniądze. Kiedy przyjeżdża do mnie do LA, funduję jej spa, masaże i wszelkie możliwe zabiegi w najlepszych ośrodkach w całych Stanach. Ona to uwielbia! A najbardziej chyba to, że na korytarzu mija się z kobietami, które zna z reklam bądź z kina. Ona jest zadowolona, a ja czuję, że pieniądze mają sens”. Colin jest jej wdzięczny, bo tylko ona zawsze w niego wierzyła. A nie było łatwo. Wyrzucano go ze wszystkich szkół. Nigdy nie był pokornym uczniem, zawsze musiał wdać się w jakąś bójkę albo konflikt z nauczycielami. Ale kiedy ojciec dołował go opowieściami o ciężkiej pracy irlandzkich śmieciarzy, matka powtarzała: „Nie martw się, synu. Po prostu jeszcze nie znalazłeś tego, co daje ci szczęście”. „Jest niesamowita. Uważa, że życie nie ma sensu, kiedy robi się coś, co nie sprawia ci radości albo cię frustruje. Zawsze była po mojej stronie. Dziwisz się, że tak ją kocham?”. To z mamą najczęściej pojawia się na premierach filmowych, to ona jest powiernicą jego tajemnic. I to ona stała pod drzwiami sali porodowej, kiedy rodził się jego syn. Colin był wtedy na planie filmowym. Bogiem a prawdą, fizyczność narodzin po prostu go przerażała.

Ojciec Colina Farrella, piłkarz, chciał, żeby syn poszedł w jego ślady. Niestety, zamiłowanie Colina do sportu skończyło się zaraz po tym, jak odkrył papierosy i dziewczyny. „Zrozumiałem, że za bardzo lubię imprezować, żeby móc uprawiać sport. Co na to ojciec? Zawsze toczyliśmy cichą wojnę. Zaakceptował mnie dopiero wtedy, kiedy zobaczył pierwszy czek za moją pracę”.

Aktor
Colin brał kiedyś udział w przesłuchaniach do boysbandu Boyzone. Nie dostał się, bo ponoć od razu przyćmił charyzmą pozostałych chłopców. I całe szczęście, bo dzięki temu możemy oglądać go na ekranie. Jest niesamowicie zdolny i, choć na to nie wygląda, bardzo pracowity. Kiedy wpada w wir zajęć na filmowym planie, trudno mu znaleźć pięć minut na relaks. Swoją rolę ćwiczy rano w pokoju charakteryzatorek, po południu przy obiedzie i wieczorem, podczas kolacji. Właściwie kiedy kręci film, to go nie ma. Znika dla przyjaciół i świata. Ma niepodzielną uwagę. Robi wyjątek dla koleżanek z planu.

Dziś Colin sam nie może uwierzyć, że chociaż jest tak młody, udało mu się pracować z tymi, których podziwiał, kiedy był mały. Zagrał u boku Ala Pacino w „Rekrucie”, z Bruce’em Willisem w „Wojnie Harta”, Tomem Cruise’em w „Raporcie mniejszości”. I chociaż krytyka nie pozostawiła na nim suchej nitki, uwielbia rolę Aleksandra w filmie pod tym samym tytułem, wyreżyserowanym przez Olivera Stone’a. Dzięki niej poznał Angelinę Jolie, która, broniąc się przed plotkami na temat romansu, stwierdziła, że ona i Colin zabiliby się już podczas pierwszej nocy. Talent Farrella docenił też Woody Allen, powierzając mu rolę w „Śnie Kassandry”. „Nasza rozmowa trwała dokładnie 47 sekund. Byłem załamany. Dopiero później agent powiedział mi, że to bardzo długo i że Woody jest mną oczarowany”. Colin pracy się nie boi. W tym roku ma pięć filmów w swoim kalendarzu, na przyszły zapowiedziano już dwa kolejne. „Oscar jest tylko kwestią czasu”, przewidują znawcy kina.

Mąż?
Za Colinem trudno nadążyć, trudno mu dotrzymać kroku. On sam przyznaje, że czasem czuje się, jakby cierpiał na ADHD. „Od wielu lat cierpię na bezsenność. Moje całe dotychczasowe życia to rozpaczliwa walka, aby wreszcie móc spokojnie zasnąć. To dlatego wieczorem budzi się we mnie zwierz. Wiem, że jeśli porządnie się nie zmacham, nie ma szans, żebym odpłynął w niebyt. To dlatego tak bardzo lubię nocne eskapady i imprezy”. Zapytany, czy chciałby kiedyś się uspokoić, założyć rodzinę i mieć więcej dzieci, odpowiada ze szczerością nastolatka: „Pewnie, że tak. Kiedy już zakocham się na amen, będę miał tyle dzieci, ile tylko zdoła urodzić moja ukochana”. A o tej roli marzą tysiące kobiet. Co z tego, że jest najniegrzeczniejszym chłopcem show-biznesu? Kobiety mają słabość do drani. Każda myśli, że to właśnie dla niej drań przestanie być draniem. Czy tak myśli też Alicja?

Anna Rączkowska

Przeładuj

Dlaczego Michał Gała odszedł z Teamu X? Skomentował też "ucieczkę" Lexy Chaplin!

zobacz 03:47