Celine Dion
ONS
Historia głośnej miłości

Celine Dion: Będą bliźnięta!

Celine Dion
ONS

Od paru miesięcy unika mediów. W styczniu zrezygnowała z udziału w koncercie charytatywnym „Hope for Haiti”. Organizatorom przekazała tylko swoje nagranie. Nie zaśpiewała też w lutym na ceremonii otwarcia zimowej olimpiady w Vancouver. Wszyscy wiedzieli o powodach zniknięcia Dion. O jej najważniejszej dziś misji, by znów zostać mamą. I najtrudniejszej zarazem. Bo choć jest wielką diwą i los nie skąpił jej sukcesów, o to, by znów trzymać w ramionach swoje dziecko, musi toczyć zacięty bój. Już raz się udało. Może uda się po raz drugi...?

Nigdy się nie poddałam
„Cała promieniała radością”, wspomina doktor Zew Rosenwaks. To on przekazał parze wiadomość, że Celine spodziewa się bliźniąt. Ostatniego dnia maja gwiazda oficjalnie potwierdziła, że jest w 14. tygodniu ciąży. „Czuję się, jakbym była w ciąży już ponad 12 miesięcy. Każdy miniony dzień skupiał się wokół przygotowań do zapłodnienia. Nigdy się nie poddałam. A jednak teraz jestem psychicznie i fizycznie wyczerpana”, mówiła. I dodawała, że jeśli lekarze każą jej leżeć w łóżku do końca roku, zrobi to.

Gdy jesienią ubiegłego roku świat obiegły wstrząsające zdjęcia Celine, trudno było uwierzyć, że jej marzenie się spełni. Z zapadniętą twarzą, podkrążonymi oczami, wychudzona, siedziała z mężem na meczu futbolowym. Jeśli kibicowała wtedy, to tylko sobie. Niedawno poroniła, już po raz któryś.  A tak marzyła o rodzeństwie dla ukochanego synka Rene-Charles’a. Jej pierworodny przyszedł na świat w styczniu 2001 roku. „Całymi latami na to czekałam. Nie ukrywam, że urodzenie Rene-Charles’a kosztowało mnie wiele wyrzeczeń. Mojemu mężowi, który ma już dzieci z poprzedniego małżeństwa, pragnęłam dać nasze maleństwo”.

Starszy od Celine o 26 lat Rene Angelil ma za sobą chorobę nowotworową. Starają się o niej zapomnieć, ale wspomnienia wracają...


Wiosna 1999 roku. Trasa koncertowa promująca aż dwa albumy – „Let’s Talk About Love” i „Si’l Suffisait d’Aimer”. „Do końca życia będzie mi się kojarzyć z lotem z Minneapolis do Dallas, kiedy, głaszcząc szyję męża, znalazłam twarde zgrubienie”, opowiada Celine. „24 godziny później, już po biopsji, siedziałam w klinice i pocieszałam mężczyznę mojego życia, który płakał i szeptał mi do ucha, że ma raka”. To zdarzyło się w dniu jej 31. urodzin. Operacja odbyła się następnego dnia. „A potem były już tylko: nadzieja, chemioterapia, załamanie, chemioterapia, nadzieja, wielkie zmęczenie...”, wspomina.

Podczas gdy Rene zmagał się z chorobą, ona modliła się o cud. Nie przerwała tournée. „Takie było jego życzenie”, mówi. Byli małżeństwem pięć lat, a ona jeszcze nigdy tak mocno nie czuła rozłąki. Żadnych wywiadów, żadnych zdjęć. Kariera? Mówiła: „Teraz liczy się coś innego. Ostatnia chwila dnia, gdy Rene wyłącza telewizor i kładzie się obok mnie, nabrały magicznego znaczenia”. Wyzdrowiał. 5 stycznia 2000 roku w Cesarskim Pałacu, jednym z najsłynniejszych kasyn w Las Vegas, po raz drugi wzięli ślub, by to uczcić. Od tej chwili marzyli, by na świat przyszło dziecko. Ich dziecko.

Jedno małe serduszko
Jeszcze w trakcie leczenia lekarze uprzedzali o możliwych efektach ubocznych. O tym, że Rene może zostać bezpłodny. Wtedy zdecydowali się zamrozić jego spermę. Będą mieli dziecko poczęte in vitro. Nie spodziewali się jednak, że będzie tak ciężko. „Najpierw konieczne były codzienne zastrzyki wspomagające owulację. Robiłam je sobie sama. Gdy takie sztucznie wspomagane jajeczko dojrzewa, odczuwa się ogromny ból. Nie mogłam nawet chodzić. Najbardziej stresujący był jednak moment wszczepienia zapłodnionych jajeczek”, te wspomnienia wciąż budzą emocje. Kiedy wreszcie po trzecim miesiącu ciąży razem z Rene nagrali równy odgłos bicia małego serduszka, płakali oboje. A potem oszaleli na punkcie dziecka. Rene, ojciec dwóch synów z poprzednich małżeństw, wstawał w nocy, zmieniał pieluchy. Ona bez żalu poświęciła dwa lata kariery. Wróciła triumfalnie, dając koncert w specjalnie dla niej wybudowanym koloseum w kasynie w Las Vegas. To był wielki show, wielki sukces i wielkie pieniądze. Zwłaszcza że podpisała trzyletni kontrakt na całą serię występów. Ale zawsze powtarzała: „Wraz z przyjściem na świat Rene-Charles’a wszystko inne przestało być ważne. Dzięki niemu odkryłam sens życia. Dziś rozumiem, dlaczego moja mama miała 14 dzieci”.

Czy sama jest dobrą matką? – pytała siebie. „Mam nadzieję, że tak, choć w inny sposób niż moja mama, a ona jest chyba najlepszą mamą na świecie. Miała nas tyle, a znajdowała czas, żeby wszystkim cerować skarpetki. Hm, czy istnieje jakiś złoty przepis na bycie matką? Nie wiem.

Upragniony stan błogosławiony
O to, by mały Rene-Charles miał rodzeństwo, starają się od lat. W ubiegłym roku musieli dementować radosną wiadomość. Celine znów poroniła. Ile razy straciła dziecko, wie tylko ona. Zatrudnili najlepszych nowojorskich specjalistów zajmujących się płodnością. Celine przeszła na specjalną dietę, stosowała akupunkturę, brała mineralne kąpiele i mnóstwo leków hormonalnych.

„Dzisiaj jesteśmy pełni wiary. Celine jest bardziej zdeterminowana niż kiedykolwiek. Znacie ją. Ona nie odpuści”, mówił niedawno prasie 68-letni mąż wokalistki. I miłość jej życia. W autobiografii „My Story, My Dream” Celine opowiada o tym, jak zakochała się w swym menedżerze, będąc jeszcze podlotkiem. „Śniłam o nim dniami i nocami”, wspomina. Jako 19-latka postawiła wszystko na jedną kartę, wyznając mu, że go kocha. Był kwiecień 1988 roku, tuż po zwycięstwie w konkursie Eurowizji w Dublinie. „Początkowo to była miłość, jaką czuje się wobec przyjaciela. Ale dorastałam. I nagle okazało się, że moja miłość się zmieniła, że kiedy stoję blisko niego, drżą mi nogi”, wspomina. A on, choć nie był wtedy wolny, nie pozostał na jej uczucia obojętnym.

Długo to ukrywali. Ale kiedy się pobierali, tuż przed Gwiazdką w 1994 roku, w katedrze Notre Dame w Montrealu, o ich miłości mówił cały świat. Gdy 29-letnia panna młoda, w sukni ozdobionej niezliczoną ilością pereł, z 10-metrowym trenem, z całego serca wyznawała: „Tak” 54-letniemu podwójnemu rozwodnikowi, nikt nie śmiał przeczyć, że się kochają. Temperatura uczuć nie opadła do dziś ani o stopień. Ta miłość wciąż czeka na owoce.

Magiczna piątka
Jeszcze niedawno diwa zapowiadała nowy show, oprócz swoich największych hitów miała zaśpiewać miłosne utwory z hollywoodzkich filmów. Premierę wyznaczyła na marzec 2011 roku. Ale teraz odkłada wszystko, świat musi poczekać.


Pięć to dla Celine liczba magiczna. Często podkreśla, że to jej zawdzięcza sukces. „Rozpoczęłam karierę, śpiewając na weselu brata. Miałam wtedy pięć lat. Ta cyfra przynosi mi szczęście. Tuż przed moimi narodzinami mama włożyła pod poduszkę niklowaną monetę pięciocentową. Do dzisiaj zawsze mam ją przy sobie”, wylicza z uśmiechem.

Sieci swoich restauracji gwiazda nadała nazwę Nickels. Można w niej zjeść ciastko za pięć centów i za tyle samo posłuchać grającej szafy. Celine uwielbia perfumy Chanel Nľ 5, a w hotelach zawsze prosi o ten numer pokoju.

Kiedy na świat przyjdą bliźniaki, będzie ich, razem z Rene i małym Rene-Charles’em, piątka. Ta najszczęśliwsza. Celine trzyma rękę na brzuchu, gdy mówi: „Czasem słyszę od ludzi, że dzieci nic nie zmieniły w ich życiu. Nie zgadzam się, one zmieniają wszystko”. I dodaje: „Żyję, by być matką, to kocham najbardziej. Gdybym mogła rozpocząć życie od nowa, na pewno nie zostałabym piosenkarką, tylko rodziłabym dzieci. Mnóstwo dzieci”.

Monika Kotowska

Więcej na temat Celine Dion
Przeładuj

Te gwiazdy zainwestowały w swoje zęby! Kiedyś nie uśmiechały się tak chętnie: Pazura, Piaseczny, Lewandowska...

zobacz 01:22