Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Andrzej Saramonowicz: "Nie urodziłem się, by przegrywać, zostawiam to innym"

Kiedyś pracował w VIVIE! i robił wywiady z gwiazdami. Teraz sam jest gwiazdą, a filmy oparte na jego scenariuszach – „Testosteron” i „Lejdis” biją rekordy oglądalności.

Czy się zmienił, czy już jest bogaty, co wie o kobietach i czy „vivowe” doświadczenia przenosi na ekran – sprawdza jego dawna redakcyjna koleżanka Krystyna Pytlakowska.

Lubisz seks?
Nie.

– Nie???
Lubię. Przeraziła mnie banalność odpowiedzi i kręcę.

– Skoro lubisz seks, to dlaczego nie lubisz kobiet?
Uwielbiam kobiety. Skąd ci przyszło do głowy, że mogę nie lubić kobiet? Przecież pracowałaś ze mną, to wiesz.

– Więc po starej przyjaźni przyznaj: czy naprawdę myślisz, że damy po trzydziestce mówią: „kurwa” i „spierdalaj”, jak w „Lejdis” Tomasza Koneckiego, do których napisałeś scenariusz?
Ja to wiem. Dramat zaczyna się jednak wtedy, kiedy kobieta nie zna innych słów. Poza tym scenariusz „Lejdis” pisałem z uroczymi, wrażliwymi kobietami i to one mnie przekonały, że dziewczyny, kiedy zachodzi taka potrzeba, używają dosadnego języka.

– I myślisz, że wypijają litry wina, płaczą, a potem śpią pokotem na jednej kanapie?
Skąd, kiedy im się wali świat, wyłącznie się modlą albo szydełkują. Krysiu, w ten sposób możesz doprowadzić do absurdu każdy pomysł artystyczny.

– Najpierw rozebrałeś mężczyzn, a teraz rozbierasz kobiety.
Rozbieranie kobiet sprawia mi większą frajdę (śmiech). I większą frajdę sprawiła mi też praca przy „Lejdis”. To film ujmująco kobiecy: z jednej strony wesoły, a z drugiej –  wzruszający.

– Komedia romantyczna?
Romantyczna, ale w odcieniu brytyjskim. Opowiada o tęsknocie za miłością, o satysfakcji płynącej z miłości i o smutku, że nie zawsze da się kochać i być kochanym bezgranicznie.

– A Ty tak kochasz kobiety?
Te, które są tego warte –  owszem.

– Podasz trochę szczegółów?
Z największą przyjemnością. Problem w tym, że podczas wywiadów pamięć mi szwankuje. Nawet podczas wywiadów dla Vivy!

– Grabisz sobie, Andrzeju, po raz kolejny. Redakcję pisma kobiecego „Biba!” w „Testosteronie” przełknęliśmy. W „Lejdis” poszedłeś dalej i część akcji umieściłeś w tej samej redakcji, której obraz jest tak skrzywiony, jakbyś nigdy z nami nie pracował.
Komedia zawsze jest jakimś skrzywieniem. Nie opisałem tu ani konkretnej redakcji, ani osób. To komediowy wyciąg z moich wieloletnich dziennikarsko-redaktorskich doświadczeń.

– Scenarzysta, dziennikarz, redaktor... A kiedyś chciałeś zostać ginekologiem?
Chirurgiem! Chciałem zostać lekarzem w chwili ogromnej nieświadomości, kim naprawdę powinienem być, czyli tuż po maturze.

– Pisanie scenariuszy ma coś wspólnego z chirurgią?
To też grzebanie we wnętrznościach. Choć również można powiedzieć, że pisanie ma dużo wspólnego ze szpiegostwem. Ja nieustannie podglądam wszystko i wszystkich. Czasami gdzieś siedzimy z Małgosią (żona – Małgorzata Saramonowicz, pisarka – przyp. red), a ona mówi: „Błagam cię, nie gap się tak na tych ludzi”.

– Kiedyś nosiłeś okulary. Zgubiłeś je?
Poddałem się operacji korekty wzroku. Złośliwi mówią, że chciałem się odmłodzić. Wraz z okularami straciłem co prawda inteligencki wygląd, ale za to wyraźnie widzę, z kim idę do łóżka, co szczerze cieszy moją żonę, bo prawdopodobieństwo krótkowzrocznej pomyłki znacznie się zmniejszyło...

– W okularach czy bez, i tak zawsze marzyłeś o robieniu filmów.
Marzyłem i dziś czuję się szczęśliwym człowiekiem,  bo robię to, co kocham i wiem, że wielu ludziom moja praca sprawia przyjemność. To satysfakcja warta każdych pieniędzy, chociaż praca w nieustannym stresie ma też swoją cenę: chwilami czuję się totalnie wykończony. Zwłaszcza że nie odpuszczam sobie ani w dzień, ani w nocy…

– Odpowiedź godna twórcy komedii amoralnej, zaliczanego do pokolenia porno. Nie uwłacza Ci to?
Nie, bo nie przywiązuję żadnej wagi do etykietek. „Pokolenie porno” to jedna ze sztuk w antologii dramatu polskiego, w której opublikowano też „Testosteron”. Wydawca chciał zwrócić uwagę na tę antologię, więc dał słowo „porno” jako tytuł zbioru. Z całego „pokolenia porno” znam tylko dramaturga Marka Modzelewskiego. Czasami wymieniamy  uwagi o kobietach, ale pornografią bym tego nie nazwał. Raczej literaturą faktu… (śmiech).

– Zawsze chciałeś pisać scenariusze komedii damsko-męskich, o seksie, zdradach, czy po prostu życie popchnęło Cię w tym kierunku?
Jestem nałogowym opowiadaczem. Mogę napisać każdą historię, jeżeli uznam, że znajdą się ludzie chętni, by jej wysłuchać. Napisałem też kilka innych scenariuszy, np. „Krzyż” –  to historia o księdzu, który dopiero w chwili odejścia od Kościoła staje się prawdziwym uczniem Chrystusa – czy też scenariusz opowiadający o bitwie pod Monte Cassino. To nie są komedie i nie ma tam nic o seksie. Ale na takie filmy trudniej zdobyć pieniądze.

– Mam więc rację, mówiąc, że to życie wymusza na Tobie tematy.
Tak samo, jak na niektórych dziennikarkach, niewątpliwie głębokich i wrażliwych, które dla uatrakcyjnienia wywiadu zaczynają od pytania: „Czy lubisz seks?” (śmiech). Ja nie mam problemów z robieniem tzw. kina komercyjnego, bo prywatnie też je uwielbiam. Dla mnie i Tomka Koneckiego widz jest najważniejszy. Płacąc za bilet, oczekuje od nas przeżyć, a my – na miarę naszego talentu i umiejętności – staramy się je mu zapewnić. Na „Lejdis” ludzie najpierw płaczą ze śmiechu, a potem ze wzruszenia. To cudowne!

– Masz nadzieję, że staniesz się artystą kultowym?
Nie kpij! Kultowymi artystami są Jim Morrison i Jacek Kaczmarski! Do głowy mi nie przyszło, by myśleć o sobie w ten sposób.

– „Testosteron” zarobił 20 milionów. Czy wreszcie jesteś bogaty?
Dwanaście milionów z tego zostało u właścicieli kin, przeszło sześć trzeba było oddać inwestorom i dystrybutorowi, nie mówiąc o należnych im zyskach. To, co zostało, inwestujemy w nowe projekty. To naprawdę nie są jakieś gigantyczne pieniądze. Ale po co ja to mówię? Już słyszałem, że zarobiliśmy z Koneckim po trzy miliony dolarów i jakiekolwiek tłumaczenia, że jest inaczej, nie mają sensu.

– W Twoim środowisku zawistnych nie brakuje?
Czasami wchodzę na jakiś portal internetowy i czytam o sobie, że jestem debilem, a to, co robię, jest totalnym gównem. I natychmiast wyświetlają mi się w głowie twarze kolegów, byłych kolegów lub niedoszłych kolegów, którzy pochowali się za pseudonimami. Filmowcy i dziennikarze – a to jest moje środowisko – to świat egotyków łaknących sukcesów lub spełnienia. Tylko niewielkiej części się to udaje. Reszta kisi się we frustracjach.

– Też jesteś egotykiem.
Ale aktywnym. Kiedy jako krytyk filmowy cierpiałem, oglądając beznadziejne polskie filmy, doszedłem do wniosku, że zamiast się nad nimi znęcać w recenzjach, więcej dam widzom, jeśli sam je zacznę robić. Na Boga, widz czeka na filmy, a nie na recenzje, które go mają do kina zniechęcać! Powszechny wymiot, jaki wylał się na „Katyń” Wajdy ze strony polskich krytyków, najdobitniej pokazuje, w jakim upadku intelektualnym i duchowym pogrąża się ta grupka frustratów. Tymczasem „Katyń” dostał nominację do Oscara. Owszem, można dalej utrzymywać, że kilka tysięcy członków Filmowej Akademii to idioci, którzy nie znają się na kinie, ale kto w to uwierzy?

– Poniosłeś też porażki. Jak choćby w serialu „Tango z aniołem”. Bolało?
Oczywiście! Choć uważam, że głównym „mordercą” serialu był Polsat, który wstawił go w fatalne miejsce w ramówce. Poza tym nie mieliśmy z Tomkiem Koneckim szans, by nakręcić ten serial tak, jak chcieliśmy. „Tango z aniołem” było dla nas o tyle ważne, że uświadomiło nam, że jeśli nie chcemy przegrywać, musimy brać odpowiedzialność za wszystko.

– A gdy Ci przykro, upijasz się?
Nie upijam się ze smutku. Porażki mnie nie załamują, tylko zmuszają do analizy. Nie urodziłem się, by przegrywać, zostawiam to innym.

– Nie masz chwil zwątpienia?
Moje życie niemal w całości składa się z chwil zwątpienia. Ważne, by umieć ukryć to przed innymi. Konieczność walki o swoje ma jednak poważną cenę: widzę, jak coraz bardziej zamykam się na świat. Dawniej byłem duszą towarzystwa, teraz najlepiej mi ze sobą.

– Ale masz przecież rodzinę?
Mówiąc: „najlepiej mi ze sobą” mam na myśli rodzinę.

– Fajnie po tylu latach małżeństwa chcieć ciągle być ze sobą?
Co to znaczy „po tylu latach”? Razem jesteśmy zaledwie 24 lata!

– To Ty wykorzystałeś w scenariuszu „Lejdis” wątek zapłodnienia in vitro czy napisała go Twoja żona?
W „Lejdis” nie ma zapłodnienia in vitro. Ale rzeczywiście jedna z bohaterek ma kłopoty z zajściem w ciążę i próbuje to leczyć.

– Pisałeś o czymś, co sam dobrze znasz. Jedna z Twoich dwóch córek jest dzieckiem z zabiegu in vitro...
Owszem. Drugą poczęliśmy tak, jak lubią zwierzęta i biskupi.

– W filmie czuje się, że wiesz, co znaczy starać się o dziecko.
Autor zawsze korzysta z przeżyć innych bądź własnych. Dobrze wiem, co znaczy, kiedy chce się mieć dziecko i to się nie udaje. To wielki problem społeczny i wkurza mnie, kiedy rząd – nie chcąc nastąpić Kościołowi na odcisk – usiłuje zamieść go pod dywan. Zwłaszcza że wykładnia katolicka, dlaczego nie należy stosować in vitro, jest intelektualnie obskurancka i daje się utrzymać tylko na płaszczyźnie pokrętnej logiki i w ramach subiektywnego zespołu religijnych przekonań i zabobonów. Niezgoda na to, by zabobon regulował życie publiczne, była zresztą powodem, dla którego przestałem być katolikiem.

– Zostałeś agnostykiem?
Moje zmagania z Bogiem przeniosłem na płaszczyznę indywidualną, bez pośredników.

– Kto wymyślił bon mot z „Lejdis”, że jeśli faceci są z Marsa, to powinni tam wracać?
To zdanie akurat ja.

– Z żoną jednak musicie się dobrze rozumieć, skoro razem pracujecie.
Jestem cholerykiem, więc niełatwo ze mną pracować. Z Małgosią jednak mogę, bo działamy na podobnych falach. Oczywiście dochodzi czasami do konfliktu.

– Miewacie też kryzysy?
Jak każda para, która jest ze sobą od wieków. Ale my – oprócz miłości, która ze swej istoty jest tworem delikatnym i podatnym na odkształcenia – bardzo się przyjaźnimy, a przyjaźń to fundament małżeństwa. Poza tym poznaliśmy się, mając zaledwie po 19 lat, więc ukształtowaliśmy się razem. Jesteśmy poprzerastani sobą jak drzewa posadzone blisko siebie.

– Mężczyźni jednak często popełniają błędy.
Widzę wielu znajomych, którzy, będąc u szczytu sławy, jednocześnie znajdują się na prostej drodze do porażki. Nieustanne dupczenie, picie i 24-godzinna imprezka zawsze źle się kończą. Ani jedna z kobiet, które bzyknęło się gdzieś w przelocie, nie przyjdzie z pomocą, kiedy powinie ci się noga. Trzeba budować trwałe relacje.

– Czy teraz, kiedy jesteś znanym scenarzystą, kobiety bardzo Cię uwodzą?
Kobiety uwodziły mnie od zawsze (śmiech). Ale moja karma polega na tym, że najbardziej interesującą kobietę, dziś moją żonę, spotkałem na  początku drogi. Nie myślałem, że przeżyję życie u boku jednej partnerki. Jestem typowym samcem alfa, moją naturą jest mieć wiele kobiet. Jeżeli tak się nie dzieje, to dlatego, że na starcie uświadomiłem sobie, że jeśli zrezygnuję
z Małgosi, bardzo źle na tym wyjdę. To instynkt samozachowawczy. I słusznie, bo bez wsparcia mojej żony byłbym dziś nikim.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/PHOTO-SHOP.PL
Stylizacja Marcin Różyc
Makijaż Gosia Sulima
Fryzury Łukasz Pycior/D’VISION ART
Produkcja Ela Czaja
Asystent Tomasz Czmuda

Joanna Krupa o relacji z Karoliną Pisarek: "Nie rozmawiamy w ogóle"

Newsy
Co one wiedzą o kochaniu?
Doświadczona mama, singielka i dwie kobiety w ciąży. Takie są naprawdę. Iza Kuna, Edyta Olszówka, Magda Różczka, Anna Dereszowska. Najgorętsze nazwiska sezonu.

Spotkały się na planie superkomedii Tomasza Koneckiego i Andrzeja Saramonowicza „Lejdis”. Przed nami Lejdis w prywatnej rozmowie o miłości, przyjaźni i trudnych wyborach. Nie tylko dla pań! – Jesteście podobne do Lejdis? Anna Dereszowska: Przyznaję, że w pierwszej chwili po przeczytaniu scenariusza pomyślałam: „Tak się w życiu nie dzieje, tak jak Korba żadna kobieta przecież nie mówi”. Magda Różczka: Nie ty jedna tak pomyślałaś. Pamiętam, jak denerwowało mnie to, że moja bohaterka jest totalnie zakompleksiona. Rozmawiałam z reżyserem, Tomkiem Koneckim, próbując go przekonać, że to ktoś nieprawdziwy. Popatrzył na mnie uważnie. „Zagrasz w krótkiej spódnicy”, rzucił krótko. „Nie, nie lubię pokazywać nóg”, odpowiedziałam. I to jedno wywalczyłam. Ale wystarczyło jeszcze parę pytań i okazało się, że to, co tak mi się w Moni nie podobało, wydawało sztuczne i nie do zagrania, to tak naprawdę cała ja. Parę dni temu na sesji zdjęciowej nie chciałam odkryć ramion, włożyć sukienki. Bywam ze swoją cielesnością na bakier. Grając w „Lejdis”, zrozumiałam, że kobiety często wypierają się tego, jakie naprawdę są. Edyta Olszówka: Kompleksy. Znam dobrze. To moja słabość. Ale też i siła. Wolę patrzeć na siebie krytycznie i wciąż zadawać pytanie: „Czy jestem wystarczająco dobra?” Nie umiem kokietować, flirtować, być miękka. Przed kamerą, ale i w życiu. Zwyczajnie nie mam na to „papierów”. Boję się kobiecości, czułości, bliskości. W „Lejdis” najtrudniej przyszło mi zagrać scenę romantyczną. Dziewczyny wiedzą, jak bardzo przeżywałam jej kręcenie. Wcześniej z nerwów jadłam i jadłam. A przeciwko mojej filmowej bohaterce też się buntowałam. Daje się wpuszczać mężczyźnie w kanał, jest tak naiwna i...

Andrzej Saramonowicz i Tomasz Konecki
Piotr Porębski/METALUNA
Newsy
Andrzej Saramonowicz i Tomasz Konecki - Mężczyźni prawie idealni
Andrzej Saramonowicz i Tomasz Konecki właśnie nakręcili następny film „Idealny facet dla mojej dziewczyny”.

– Chcielibyście czasem choć na chwilę stać się kobietami? Andrzej Saramonowicz: O nie! Tomasz Konecki: Ja też zdecydowanie odmawiam. – Dlaczego? Andrzej Saramonowicz: Bo kobietom jest dużo trudniej w życiu niż mężczyznom. Po pierwsze, biologia ich nie oszczędza i wiem, że poród jest z pewnością wspaniałym metafizycznym przeżyciem, ale nie znam mężczyzny, który chciałby przez to przejść. Poza tym czas obchodzi się z kobietami o wiele mniej łagodnie niż z mężczyznami. Tomasz Konecki: A ja kobietom zazdroszczę jednego: dużo większej wątroby. Wasz organizm o wiele szybciej trawi alkohol. Mniej cierpicie po hucznych imprezach. Andrzej Saramonowicz: I podobno przeżywacie o wiele silniej orgazmy niż my. Pozornie to kuszące, ale i tak bym się nie zamienił. Nie chciałbym przeżyć nawet najcudowniejszego orgazmu, gdyby stał za tym jakiś samiec. Nie chcę, nie wyobrażam sobie i zdecydowanie odmawiam, żeby mnie kiedykolwiek dotykał jakiś facet! – Nawet idealny? Andrzej Saramonowicz: Nawet. – Dlaczego zatytułowaliście swój najnowszy film „Idealny facet dla mojej dziewczyny”? Przecież takie zjawisko w przyrodzie nie występuje. Tomasz Konecki: Ten tytuł to metafora. W filmie główną rolę gra Marcin Dorociński, który przez naczelną feministkę lesbijkę zostaje zaangażowany do występów w filmie porno. Główną rolę kobiecą gra dziewczyna tej feministki i on rzeczywiście okazuje się dla niej idealny i do filmu porno, i do życia. Andrzej Saramonowicz: A ja bym się wcale nie zgodził z tym, że zjawisko idealnego mężczyzny nie występuje. Niby dlaczego nie? Kiedy zakochujemy się w innej osobie, staje się dla nas ideałem. – Tylko że to zazwyczaj trwa krótko. Andrzej Saramonowicz: To bez znaczenia. Kiedyś pewien wybitny aktor powiedział...

Magdalena Boczarska
Mateusz Stankiewicz / AF PHOTO
Newsy
Magdalena Boczarska - Uwaga na facetów!
To będzie jej rok! Magdalena Boczarska odnosi sukcesy na ekranie, a w życiu prywatnym szuka swojego ideału.

Magdalena Boczarska była już „uciekającą” panną młodą w „Testosteronie”, tą trzecią w „Lejdis”. Teraz przyszedł czas na główne role. Zagrała wiarołomną żonę donosicielkę w filmie „Różyczka”, a w najnowszej komedii duetu Saramonowicz & Konecki „Idealny facet dla mojej dziewczyny” – biseksualistkę. A co się dzieje w jej życiu prywatnym? – Spełniłaś swoje największe marzenia? Magdalena Boczarska: Nie. Dopiero co skończyłam 30 lat. Na spełnianie największych marzeń ciągle mam jeszcze czas. – Ale w ciągu jednego roku zagrałaś główne role w dwóch filmach fabularnych. Biorąc pod uwagę, jak niewiele filmów robi się w Polsce, to niezłe osiągnięcie. Magdalena Boczarska: Dla mnie ważna jest jakość ról, które gram, a nie ich ilość. Poza tym mam nadzieję, że rok 2009 to dopiero początek mojej przygody z kinem. – Jesteś zachłanna? Magdalena Boczarska: Mam spory apetyt na życie. Ale czy można to nazwać zachłannością? Nie sądzę. Cieszę się jednak obecną chwilą, bo po raz pierwszy czuję, że jestem we właściwym miejscu i czasie. – To aktorstwo daje Ci taką siłę? Magdalena Boczarska: Myślę, że to kwestia dojrzałości. Nigdy nie fetyszyzowałam aktorstwa. Owszem, bardzo chciałam być aktorką, ale zdawałam też równolegle na inne studia. Po egzaminach do krakowskiej szkoły teatralnej byłam na dwudziestym pierwszym miejscu, a przyjmowano dwadzieścia osób. Na uniwersytet dostałam się z piątym wynikiem. Spokojnie czekałam, co przyniesie los. Dwa dni przed rozpoczęciem roku akademickiego okazało się, że ktoś zrezygnował z akademii teatralnej i przesunęłam się na dwudziestą pozycję. Zrozumiałam, że bycie aktorką jest mi pisane. Wierzę w przeznaczenie. – Dobrze się czułaś na studiach?...

Nasze akcje
Gwiazdy
Newsy
Chcesz dobrze czuć się we własnej skórze tak, jak największe gwiazdy? Działaj metodą małych kroków!
Partner
Skuteczny trening bez wysiłku? Teraz to możliwe!
Newsy
Skuteczny trening to nie tylko siłownia!
Partner
Weleda
Newsy
Kosmetyki, które łączą tradycję z nowoczesnością. Poznaj je!
Partner
Nowości
PartyExtra
Małgorzata Rozenek-Majdan uśmiechnięta
Newsy
Małgorzata Rozenek-Majdan
BZ
Julia Wieniawa w neonowej sukience na lato
Newsy
Julia Wieniawa
BZ
Katarzyna Cichopek na 59 Festiwalu w Opolu
Newsy
Katarzyna Cichopek
BZ
Klaudia El Dursi na plaży
TV-Show
Hotel Paradise
BZ
Ślub od pierwszego wejrzenia x-news
TV-Show
Ślub od pierwszego wejrzenia
BZ
Versace wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Trendy w koloryzacji włosów na wiosnę i lato 2022. Te odcienie robią mocne wrażenie
Marcelina Zielnik
Gorący trend: Dopamine dressing
Fleszstyle
Dopamine dressing to najgorętszy trend sezonu. Obłędną koszulę w stylu Małgorzaty Rozenek-Majdan kupisz w Sinsay za 39,99
Anna Kusiak
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Niemal identyczne kupisz w Sinsay za 35 zł
Newsy
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Podobne kupisz w Sinsay za 35 zł
Urszula Jagłowska-Jędrejek
Anna Lewandowska w swetrze za ponad tysiąc złotych
Newsy
Anna Lewandowska w modnym swetrze ponad tysiąc złotych. W Sinsay kupisz podobny za 50 złotych!
Aleksandra Skwarczyńska-Bergiel
Moda uliczna wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Najmodniejsze buty na wiosenno-letni sezon. Te modele ma w szafie każda it-girl
Marcelina Zielnik