Andrzej Gołota, Mariola Gołota
Michał Szlaga
Rodzinne opowieści

Andrzej i Mariola Gołotowie - Co bokser robi w domu

Na ringu budził i budzi obłędne emocje. Uwielbiany i wygwizdywany. Jak dziś wygląda życie najsłynniejszego polskiego boksera?

Boże, kobieta gania mnie po parkiecie”, wzdycha Andrzej Gołota i nie przestaje się śmiać (w „Tańcu z gwiazdami” wystąpi w parze z Magdaleną Soszyńską-Michno). Jest inny, niż się spodziewałam. Ma zaskakująco delikatny uścisk dłoni. Bywa roztargniony, ciągle gubi telefony komórkowe i okulary przeciwsłoneczne. Przesądny. Gdy w warszawskim hotelu wylądował na 13. piętrze i na dodatek w pokoju numer 13, natychmiast zaprotestował w recepcji.

Rodzina Gołotów do Warszawy zjechała w komplecie, z dziećmi. Andrzej trenuje, Mariola wpada do sali ćwiczeń, by przyjrzeć się, jak idzie, choć zaraz wraca do Chicago z 19-letnią Olą. Trzynastoletni Andrew junior jeszcze zostaje. „Andrzej lubi się z synem droczyć. Do córki ma słabość”, opowiada Mariola Gołota. „Chociaż... gdy Ola włoży krótkie szorty albo spódnicę, pyta ją: »Nie masz jakichś dłuższych? Nie widzisz, jak oni na ciebie patrzą?!«”.

W tym roku Gołotowie będą obchodzili 20-lecie związku. Na pytanie, co w życiu najważniejsze, bokser bez sekundy zastanowienia mówi: „Moje dzieci i to stworzenie, które siedzi obok mnie”, wskazując na żonę.

– Andrzej, kiedy ostatnio tańczyłeś z własną żoną?
Andrzej Gołota:
O, Boże!
Mariola Gołota: No, kiedy, kiedy? W ostatnią sobotę.
Andrzej Gołota: Zgadza się. W zeszłą sobotę Mariola kazała mi tańczyć na swoich spóźnionych urodzinach. Specjalnie czekaliśmy z obchodami na przyjazd do Warszawy, więc dałem się wyciągnąć na tańce. Kolejny raz zresztą.

– To był taniec z figurami? W końcu od paru tygodni trenujesz.
Andrzej Gołota:
Jeszcze nie, ale pracuję nad tym. Na razie dziękuję Panu Bogu za wytrwałość trenerki. Wiesz, że pani Magda na mnie pokrzykuje i skłania do ciężkiej pracy na parkiecie?

– Tak z ręką na sercu, chętnie tańczysz, czy to rodzaj przymusu?
Andrzej Gołota:
Wszystko zależy od tego, czy przedtem zażyję coś dla kurażu… (śmiech). Ale w gruncie rzeczy chętnie. Bo po pierwsze – to przygoda, a poza tym… inne wyzwanie.

– To wróćmy do Waszego amerykańskiego życia. Jak wygląda zwykły dzień rodziny Gołotów w Ameryce, w takim ładnym domku z zadbanym ogródkiem na przedmieściach Chicago?
Andrzej Gołota:
Mariolka prowadzi kancelarię prawną, ma praktykę i moc klientów, wychodzi wcześnie, wraca wieczorem. Rano jemy z dziećmi śniadanie. Ola zaczęła pierwszy rok college’u, zostały jej jeszcze trzy lata, Andrzejek idzie do szkoły. Ja zostaję sam i organizuję dzień po swojemu (tu Gołota puszcza oko i się śmieje). Chodzę na siłownię, czasami basen, jogginguję, jeżdżę po okolicy superszybkim profesjonalnym rowerem, jaki mają kolarze. Mieszkamy w ładnej okolicy, mówimy o niej „nasza wieś”, ale mieszka tu 40 tysięcy ludzi na 10 milach kwadratowych. Mnóstwo tu takich wsi wokoło, za jedną z nich jest jezioro Michigan – blisko, pięć minut jazdy. Można tam pływać, żeglować, chociaż ja od jeziora wolę basen z dwiema trampolinami, cztery mile dalej. Z Mariolką widzimy się w środku dnia, bo lubimy jeść razem lunch w down-town. Dojeżdżam do żony, mamy kilka  ulubionych miejsc.

– Bardzo dbasz o kondycję?
Andrzej Gołota:
Bardzo jak bardzo, ale staram się nie poddawać.

– Nie rezygnujesz z myśli o powrocie na ring?
Andrzej Gołota:
Na pewno nie. Ooo, nie…

– Żona się o Ciebie martwi. Tyle kontuzji na ringu, ciężki wypadek drogowy, w którym zginął Twój kolega...
Andrzej Gołota:
Przeszedłem ciężką operację barku, jeszcze boli mnie łokieć i złamany kciuk. Ale… George Foreman miał 45 lat, gdy po raz kolejny został mistrzem świata.

– No, to masz jeszcze trochę czasu… A Mariola ma widać do Ciebie pełne zaufanie, skoro zostawia Cię w Warszawie wystawionego na różne pokusy.
Andrzej Gołota:
Te pokusy po 20 latach ani tak nie działają, ani nie są takie niebezpieczne jak kiedyś.

– Z tego, co wiem, mieliście z żoną sporo wspólnych okazji do wirowania po parkiecie, bo to dwa śluby i dwa wesela...
Mariola Gołota:
Cywilny tu, w Warszawie, kościelny w Chicago. I od razu prostuję: nigdy się nie rozwiedliśmy. Owszem, kiedyś nawet złożyliśmy papiery rozwodowe, ale je wycofaliśmy, więc to, co wypisują o nas w Internecie, to kompletna bzdura. Dwudziestą rocznicę jedynego cywilnego ślubu będziemy obchodzić drugiego października. Ślub kościelny, trochę przez przypadek, też wypadł drugiego października, tyle że... dwa lata później. Żadnego rozwodu na koncie! Nie mogliśmy od razu wziąć ślubu kościelnego, bo Andrzej czekał na dokumenty z kraju, poza tym nie był u bierzmowania. Więc to ja byłam świadkiem na uroczystości. Najładniejszym świadkiem.
Andrzej Gołota: Zdecydowanie. A ja najwyższym i najcięższym...
Mariola Gołota: …i najstarszym. Teraz częściej się zdarza, że dorośli idą do bierzmowania, wtedy w grupie 12–14-latków Andrzej naprawdę się wyróżniał.

– Mieszkacie w USA od dawna. Miałeś 22 lata, gdy wyemigrowałeś, Mariola była w czwartej klasie podstawówki.
Mariola Gołota:
Miałam 11 lat, gdy wyjechałam z rodzicami do USA. Tak się dziwnie złożyło, że dziadkowie ze strony mamy urodzili się w Stanach, tylko wrócili do Polski w czasach wielkiego kryzysu. Moja babcia, która miała wielu konkurentów do ręki, wybrała dziadka, bo „był dobrym człowiekiem”.

– A dlaczego Ty wybrałaś Andrzeja? Bo miał już pierwsze sukcesy sportowe za sobą, dobrze się zapowiadał? Do tego przystojny, z temperamentem?
Mariola Gołota:
Przystojny, małomówny, więc trochę tajemniczy. A że jest dobrym człowiekiem, czułam od razu. I ten temperament! Nie lubię uległych, którzy zrobią wszystko, czego zechce żona.
Andrzej Gołota: Powiedziałem: to masochistka. Nie patrz tak pytająco. Żartuję.
Mariola Gołota: Andrzej zawsze miał dobre serce. A to, że był niegrzecznym chłopcem, jeszcze bardziej mnie pociągało. Przecież ja miałam tylko 19 lat, gdy się poznaliśmy.

– W jakich okolicznościach, gdzie, kiedy? Jak była ubrana Mariola? Chcę sprawdzić Twoją pamięć, bo podobno mężczyzna jest w stanie zapamiętać ten moment pod warunkiem, że kobieta jest ubrana na niebiesko.
Andrzej Gołota:
Miała sukienkę w kwiatki, takie drobne. Niebieską! Ale mi się udało. Byłem w USA z reprezentacją narodową w boksie, mecz wygrałem. Tego dnia spotkałem się z moim dobrym kolegą Markiem Piotrowskim, świetnym
kickbokserem, który poznał nas ze sobą pod restauracją Staropolska w Chicago. W pewnej chwili patrzę, a tu zajeżdża czerwony chevrolet camarra – z piskiem opon, z fantazją bierze zakręt, choć tam nie za bardzo można było robić takie manewry. Z dużego sportowego samochodu wysiadła bardzo drobna, bardzo szczupła szatynka, wyglądała niemalże jak dziecko.
Mariola Gołota: Poszliśmy wtedy do Magnolii na przedmieściach Chicago i cały wieczór przetańczyliśmy. A gdy powiedziałam Andrzejowi, że za miesiąc przyjadę do Polski, zaprosił mnie do siebie w Warszawie. Ciąg dalszy znasz…
Andrzej Gołota: Z tą jej wizytą u mnie to była ciekawa sprawa. Dwadzieścia lat temu mieszkałem na czwartym piętrze przy Koszykowej, w kamienicy z windą, choć bez telefonu. Mariolka nie zauważyła, że tam jest winda i weszła na piechotę. Byłem w domu, słyszałem stukot jej obcasów niemalże od parteru.

– Andrzej, mały egzamin z paru dat: kiedy się urodziła Ola?
Andrzej Gołota:
Ojej… Wiem, marzec, 28, 1991 roku.

– Andrzej junior?
Andrzej Gołota:
Pierwszy września 1997 roku. Data, której też nie zapomnę, to drugi października – dzień obu ślubów.

– Kiedy posłałeś Riddicka Bowe’ego na deski?
Andrzej Gołota:
Grudzień 1996, ale dnia nie pamiętam. A daty urodzenia żony nie chcesz?

– Dziękuję, sama wydedukowałam.
Mariola Gołota:
Andrzej pamięta o urodzinach, są dla niego bardzo ważne. Obchodzi je i zaprasza gości dokładnie w dniu urodzin. Z kolei ja pamiętam, że gdy się zaręczyliśmy, nie miał dla mnie pierścionka. Dał mi swoją wielką obrączkę, powiesiłam ją na łańcuszku, na szyi. Później sam zaprojektował dla mnie pierścionek z pięcioma brylancikami, w białym i żółtym złocie.
Andrzej Gołota: Masz go jeszcze?
Mariola Gołota: Mam, choć teraz noszę inną biżuterię. Czasem opowiadam mojej córce, jakie niespodzianki sprawiał mi jej ojciec: „Oluś, życzę ci, żebyś znalazła chłopaka, który da ci tyle radości jako narzeczonej, co twój tatuś mnie”. Kiedyś jechał spóźniony na randkę, więc po drodze zahaczył o kwiaciarnię i dotarł z naręczem kwiatów na przeprosiny.
Andrzej Gołota: O giełdę kwiatową, przywiozłem z 80 róż.

– Wybranek serca od początku spodobał się rodzinie?
Mariola Gołota:
Najbardziej babci Marii, mamie mamy, bo przypominał jej dziadka, też takiego wysokiego. Ja myślałam realistycznie. Andrzej coraz bardziej mi się podobał, ale ja studiowałam w USA, a on mieszkał tutaj. Nie widziałam wspólnej przyszłości, bo co to za miłość na odległość. Stąd moja ostrożność.

– Jak widać, wszystko w życiu ma swój sens. Andrzej musiał mieć tu w Polsce różne prawne kłopoty, byście się zdecydowali na wspólną przyszłość w Stanach.
Mariola Gołota:
Te kłopoty nie były tak wielkie, jak o nich pisano. Zaręczyliśmy się w sylwestra i od tego momentu wiadomo było, że Andrzej ma narzeczoną w Stanach. I… zaczęły się trudności. Miał jechać na Igrzyska Dobrej Woli w Seattle, ale wiedziano, że jeśli wyjedzie, to pewnie nie wróci. I dobrze się stało! Skoro on nie mógł przyjechać tam, ja przyjechałam do Polski. Tu wzięliśmy ślub, załatwiliśmy formalności i Andrzej już całkowicie legalnie wyjechał, praktycznie z zieloną kartą w kieszeni.

– Początki w Stanach były trudne? Zostaliście rodzicami w młodym wieku.
Andrzej Gołota:
Bardzo młodym. Miałem 22 lata i zero gotówki. Niczego nie mieliśmy.
Mariola Gołota: W 1990 roku wzięliśmy ślub, w 1991 urodziła się Ola – trzy tygodnie przed przyjazdem Andrzeja do Chicago. Pomagała nam moja mama. Kiedyś mówi: „Mariolka, ja myślałam, że będziesz lepszą żoną”. „Mamo, co się stało?” – pytam.  „Jak ty możesz mężowi nie dawać jeść, suchą bułkę w kieszeni nosi”. Ja w śmiech. Było tak, że ja szłam do pracy, na zajęcia, a Andrzej na salę treningową z naszą córką, która wtedy ząbkowała. Wkładał przysuszoną bułkę do kieszeni i dawał jej do gryzienia, gdy marudziła. Nosił dziecko ze sobą, bo nie było co z nim zrobić.
Andrzej Gołota: Kładłem ją w nosidełku na blacie stołu, a jak ćwiczyłem, pilnował jej taki starszy, czarnoskóry opiekun sali treningowej.
Mariola Gołota: To były trudne dni... Przerwałam studia, żeby urodzić Olę, Andrzej nie wiedział, czy jeździć na truckach, czy wrócić do boksu.

– To jak się stało, że nie zostałeś zawodowym kierowcą, tylko zawodowym bokserem? Gdzieś wyczytałam o pierwszych walkach na ringu za marne pieniądze.
Andrzej Gołota:
Nie wiem, czy 200 dolarów 20 lat temu było takie marne. Nie były to krocie, ale zmuszały mnie do szybkiego kończenia walki, czyli nokautu. Przychodzili na walki różni obserwatorzy i dzięki nim nie zostałem kierowcą ciężarówki. Ale teoretyczny, pisemny egzamin na kierowcę zdałem, do praktycznego nigdy nie podchodziłem. Więc gdy byłem w domu, trenowałem i zajmowałem się Olą.
Mariola Gołota: Karmił, kąpał, przewijał.
Andrzej Gołota: No, nie przesadzaj z tym przewijaniem.

– Andrzej, życiorysy innych bokserów są banalnie proste: tyle walk wygrał, tyle przegrał, tylu znokautował. A u Ciebie co walka, to zakręt, przygoda na cztery fajerki albo afera na cały świat.
Andrzej Gołota:
Coś się dzieje przynajmniej, coś się dzieje! Trochę nieudana kariera, chcesz powiedzieć.

– Z takimi możliwościami mogłaby być lepsza. Choć przyznać trzeba, że Twoje walki wzbudzały obłędne emocje. Walka z Riddickiem Bowe’em – jedna z dziesięciu najlepszych w zawodowym boksie – skończyła się dyskwalifikacją za ciosy poniżej pasa. Po walce wybuchły zamieszki. Ktoś Cię walnął telefonem komórkowym. Musiał być duży i ciężki…
Andrzej Gołota:
Nie, był z tych nowocześniejszych. Uderzył mnie ostrym kantem w głowę.
Mariola Gołota: Pamiętam tę bijatykę. Andrzej i jego trener Lou Duva trafili do szpitala. Duva kurczowo się trzymał noszy, a znosili go z ringu w pionie. My z Andrzejem też pojechaliśmy na opatrunek. Prawdziwy horror, krew i krzyki, ale teraz chce się człowiekowi śmiać. Chodzę na wszystkie mecze męża, siedzę blisko ringu. Dlatego zrobiłam licencję zawodowego sędziego. Bo Andrzej komentował cudze walki, własnych – nigdy. A ja chciałam znać kryteria sędziowania, bo nie ma nic gorszego niż niesprawiedliwi sędziowie. Andrzej to dla mnie „mistrz bez pasa”. Cztery razy podchodził do walki o mistrzowski pas, w tym jedną na pewno wygrał, tę z Johnem Ruizem, gdy stawka była wysoka – tytuł prestiżowej organizacji bokserskiej WBA. Przegrał na punkty, choć tamten był dwa razy na deskach.

– Andrzej, co potrafisz zrobić w domu własnymi dziesięcioma paluszkami?
Andrzej Gołota:
Chwila, moment, muszę pomyśleć…
Mariola Gołota: Jest mistrzem w grillowaniu. Zanurza steki w dobrej marynacie i zaprasza gości. Jeszcze nikt mu nie odmówił.
Andrzej Gołota: O, przypomniałem sobie. Umiem robić jajecznicę. I naleśniki, o które często prosił mnie syn.
Mariola Gołota: Nasz syn przez lata wierzył, że ojciec naprawdę mu te smakołyki osobiście przyrządza. A tata składał zamówienie w pobliskiej restauracji, gdzie robią pyszne naleśniki z serem i truskawkami.
Andrzej Gołota: Ja je robię z mąki żytniej, tej zdrowej, ale mało, jak do omleta. I chude mleko, jajka, całość mocno zmiksowana, puszysta. Opanowałem recepturę. Były tak dobre, że syn za często o nie prosił, nie dawałem rady albo nie miałem czasu. I dzwoniłem do restauracji.
Mariola Gołota: Myślisz, że dziś Andrzejek junior jest lepszy od swojego ojca? W życiu! Jak dostanie na obiad coś, czego nie lubi, przychodzi i mówi: „Mama, daj siedem dolarów, jadę do restauracji”.

Rozmawiała Liliana Śnieg-Czaplewska
Zdjęcia Michał Szlaga
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka stylistki Agnieszka Dębska
Makijaż Asia Pettit/ D’VISION
Fryzury Sylwia Kiliś/METALUNA
Produkcja Elżbieta Czaja

Słyszeliście jak Andrzej Gołota poznał swoją żonę? Zobaczcie, co zdradziła nam Mariola Gołota!

Mariola i Andrzej Gołota
Newsy
Miłosny sparing Gołotów, czyli o występ, który niemal zakończył się rozwodem
Miłosny sparing Gołotów, czyli o występ, który niemal zakończył się rozwodem

Udział w show  miał być dla Marioli i Andrzeja Gołotów miłą przygodą, a skończył się wielką awanturą i widmem rozwodu . Na występ w „Agent-Gwiazdy” producenci namawiali Mariolę (50) i Andrzeja (51) Gołotów kilka miesięcy. Co ciekawe, ich kandydaturę zaproponowała prowadząca program Kinga Rusin, która rok temu w Chicago realizowała z nimi materiał do „Dzień dobry TVN”. Ta wizyta zaowocowała nie tylko przyjaźnią, ale i zaproszeniem do programu! – Przyznaję, że lecąc na Wyspy Kanaryjskie, nie wiedzieliśmy z żoną, w co się pakujemy (śmiech). To była ekstremalna przygoda, która omal nie zakończyła się dla mnie rozwodem. Ledwo odpokutowałem – śmieje się w rozmowie z „Party” Andrzej Gołota.  Okazało się, że intensywne tygodnie spędzone na planie show były dla Gołotów walką z własnymi słabościami, ale też sprawdzianem dla ich małżeństwa. Czy zdali go celująco? Sprawdzian uczuć Najpierw zaproszenie do „Agenta” dostał Andrzej. Wahał się, czy przyjąć tę propozycję, ale rodzina przekonała go, że to program idealny dla niego!  – Andrzej uwielbia adrenalinę i rywalizację, chciał się też sprawdzić w innej dziedzinie niż boks. A gdy ja również dostałam propozycję udziału w show i okazało się, że możemy pojechać razem, potraktowaliśmy to jak zaproszenie na wakacje – mówi nam Mariola Gołota.  Na miejscu małżonkowie dowiedzieli się, że muszą walczyć przeciwko sobie! – Chcieliśmy zasiać trochę niepokoju. Zastanawialiśmy się, czy jeśli któreś z nich byłoby agentem, to czy potrafiliby to przed sobą ukryć – zdradza producentka show Marta Więch.  Pięściarz wspomina, że momentami na planie czuł się jak... w czasach komunizmu! – Każdy każdego obserwował i kablował jeden na drugiego. Wkręciliśmy się tak, że najpierw podejrzewaliśmy z Mariolą siebie...

Mariola i Andrzej Gołota
Party.pl
TV-Show
Przez show "Agent Gwiazdy" Mariola i Andrzej Gołotowie omal się rozwiedli! Co się stało?
Przez udział w show "Agent Gwiazdy" Mariola i Andrzej Gołotowie omal... się nie rozwiedli! Co się stało?

Już pod koniec lutego TVN wyemituje pierwszy odcinek programu "Agent. Gwiazdy". Wśród uczestników znaleźli się m.in. Mariola i Andrzej Gołotowie ! Jak donosi magazyn "Party", dla małżeństwa udział w show był nie tylko wielką przygodą, ale też... trudnym sprawdzianem dla ich związku. Powód? Państwo Gołotowie wrócili z planu mocno skłóceni.    Co poróżniło Gołotów na planie "Agenta"? Jak czytamy w "Party", na udział w show „Agent. Gwiazdy” producenci namawiali Mariolę i Andrzeja Gołotów kilka miesięcy. Co ciekawe, ich kandydaturę zaproponowała prowadząca program Kinga Rusin , która rok temu w Chicago realizowała z nimi materiał do „Dzień dobry TVN”. Ta wizyta zaowocowała nie tylko przyjaźnią, ale i zaproszeniem do programu! Przyznaję, że lecąc na Wyspy Kanaryjskie, nie wiedzieliśmy z żoną, w co się pakujemy (śmiech). To była ekstremalna przygoda, która omal nie zakończyła się dla mnie rozwodem. Ledwo odpokutowałem – wyznał Andrzej Gołota. Zobacz także: "To był nasz programowy synek". Mariola Gołota zdradziła, kto był jej ulubieńcem w "Agencie". Okazuje się, że pięściarz mocno podpadł swojej żonie Marioli. Adrenalina, wyczerpujące fizycznie i psychicznie zadania sprawiły, że emocje wzięły górę i przy wykonywaniu zadań Andrzej Gołota skupił się na sobie i pomocy innym uczestnikom. Żona boksera była zdana sama na siebie... Przy wykonywaniu jednego z zadań mąż mi nie pomógł. I poczułam się tak, jakby mnie porzucił. Pierwszy raz w życiu! Wyrwał mi kawałek serca – wyznała Mariola. Po powrocie do domu Mariola długo nie dała się przeprosić Andrzejowi. Pięściarz nie ukrywa, że bał się, iż ich szczęśliwy dotąd, trwający 30 lat związek, zawiśnie na włosku. Ale Gołota wykazał się sprytem i znalazł sposób, by udobruchać ukochaną żonę. To nie była moja wina, ale...

ONS
Newsy
Gołta się ukrywa
Andrzej Gołota wymeldował się z hotelu i nie wiadomo gdzie jest.

Andrzej Gołota nie wytrzymał napięcia związanego z treningami do trzynastej edycji Tańca z gwiazdami i postanowił się ukrywać. Jeszcze w ubiegłym tygodniu była przy nim jego żona Mariola, która załatwiała większość spraw organizacyjnych i pilnowała kalendarza zajęć Gołoty. Niestety, musiała już wrócić do swojej kancelarii prawnej w Chicago. Bokser, po wyjeździe żony, najwyraźniej nie radził sobie z ciągłym zainteresowaniem mediów i szumem wokół swojej osoby. Pan Gołota wymeldował się ze swojego apartamentu i opuścił nasz hotel. Nie zostawił informacji, gdzie się przeniósł ani gdzie go szukać – poinformowała Fakt recepcjonistka hotelu, w którym do tej pory mieszkał Gołota. Mamy nadzieję, że chociaż na treningi taneczne bokser przychodzi regularnie, bo inaczej jego partnerka – Magda Soszyńska-Michno - będzie musiała zatańczyć solo w kolejnym odcinku TzG …

Nasze akcje
Gwiazdy
Newsy
Chcesz dobrze czuć się we własnej skórze tak, jak największe gwiazdy? Działaj metodą małych kroków!
Współpraca reklamowa
Skuteczny trening bez wysiłku? Teraz to możliwe!
Newsy
Skuteczny trening to nie tylko siłownia!
Współpraca reklamowa
Weleda
Newsy
Kosmetyki, które łączą tradycję z nowoczesnością. Poznaj je!
Współpraca reklamowa
Nowości
PartyExtra
Małgorzata Rozenek-Majdan uśmiechnięta
Newsy
Małgorzata Rozenek-Majdan
BZ
Julia Wieniawa w neonowej sukience na lato
Newsy
Julia Wieniawa
BZ
Katarzyna Cichopek na 59 Festiwalu w Opolu
Newsy
Katarzyna Cichopek
BZ
Klaudia El Dursi na plaży
TV-Show
Hotel Paradise
BZ
Ślub od pierwszego wejrzenia x-news
TV-Show
Ślub od pierwszego wejrzenia
BZ
Versace wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Trendy w koloryzacji włosów na wiosnę i lato 2022. Te odcienie robią mocne wrażenie
Marcelina Zielnik
Gorący trend: Dopamine dressing
Fleszstyle
Dopamine dressing to najgorętszy trend sezonu. Obłędną koszulę w stylu Małgorzaty Rozenek-Majdan kupisz w Sinsay za 39,99
Anna Kusiak
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Niemal identyczne kupisz w Sinsay za 35 zł
Newsy
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Podobne kupisz w Sinsay za 35 zł
Urszula Jagłowska-Jędrejek
Anna Lewandowska w swetrze za ponad tysiąc złotych
Newsy
Anna Lewandowska w modnym swetrze ponad tysiąc złotych. W Sinsay kupisz podobny za 50 złotych!
Aleksandra Skwarczyńska-Bergiel
Moda uliczna wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Najmodniejsze buty na wiosenno-letni sezon. Te modele ma w szafie każda it-girl
Marcelina Zielnik