Nie ma jej w telewizji, nie pojawia się w prasie. Straciła pracę. Czy żałuje? „Rodzina jest dla mnie najważniejsza”, mówi. Tylko VIVIE! zdradza, jak wygląda jej życie po „burzy” i jakie ma plany na przyszłość. Po raz pierwszy też mówi o swojej miłości...

– I co u Ciebie słychać, Ola?
To pytanie słyszę ostatnio bardzo często. Odnoszę wrażenie, że podejrzewa się mnie o stan lekkiego załamania.

– A jesteś załamana?
Nie. Choć nie ukrywam, że ostatnie miesiące nie były dla mnie najłatwiejsze. Ale widzisz, jakoś od dziecka żyję w przekonaniu, że trzeba być dzielnym i się nie mazgaić. Staram się traktować wydarzenia ostatnich miesięcy jako lekcję i nie skupiać się na negatywach. Rozłożyłam moją sytuację na części pierwsze i nadal, gdybym mogła cofnąć czas do tego feralnego dnia, kiedy na antenie TVN wstawiłam się za ojcem, wiem, że nie postąpiłabym inaczej. Zrobiłabym dokładnie to samo, nawet mając świadomość, że stracę przez to pracę.

 

Zobacz także: jak napisać wypowiedzenie umowy za porozumieniem stron


– Wtedy, gdy postanowiłaś to zrobić, nie przypuszczałaś, że zapłacisz za to tak dużą cenę?
Nie zastanawiałam się nad tym. Działałam raczej pod wpływem chwili. To był bardzo trudny czas dla całej naszej rodziny. Miałam poczucie, że mojego ojca potraktowano bardzo niesprawiedliwie, interpretując sytuację w sposób go ośmieszający i nie dając szansy na wytłumaczenie. Oczywiście, że popełnił parę błędów. Głównym było to, że zaangażował się w kampanię wyborczą w mocno nadwerężonym po chorobie stanie fizycznym i biorąc silne leki. To powodowało różne reakcje jego organizmu, a to z kolei mnóstwo domysłów, które nie były dla niego w żadnym stopniu łaskawe. Nim się zorientowaliśmy, tata zaczął funkcjonować jako główny alkoholik kraju, a jego próby wytłumaczenia, że jest inaczej, zostały ośmieszone. Miałam poczucie, że sprawy zabrnęły za daleko i że ktoś musi w końcu głośno powiedzieć, jak jest naprawdę. Nie byłam do końca pewna, czy to powinnam być ja, ale siedząc w studiu  „Dzień dobry TVN” i opowiadając o urokach pływania łódką z Mateuszem Kusznierewiczem, poczułam pewien dysonans. Nie chciałam, żeby ludzie mieli poczucie, że świetnie się bawię, podczas gdy mój tata odsądzany jest od czci i wiary. Nie chciałam, żeby myśleli, że się od niego odcinam lub wstydzę. Zrobiłam jedyną rzecz, którą w tamtym momencie uważałam za słuszną. Z szacunku dla człowieka, którego nazwisku zawdzięczałam to, że w ogóle siedzę w tym studiu.

– Naprawdę nie przewidziałaś, że Twoje słowa wywołają taką burzę?
Oczywiście wiedziałam, że to nie przejdzie bez echa. Ale nie przypuszczałam, że zostanie to potraktowane jako pretekst do wyżycia się na mnie za to, że przez dwa lata dobrze mi się powodziło. O tym, że być może wyrzucili mnie z pracy, pisano z taką satysfakcją, jakbym trudniła się ludobójstwem. Dziś mam poniekąd poczucie porażki, ale nie dlatego, że straciłam pracę, tylko dlatego, że ludzie mnie nie zrozumieli.

– A co w ogóle chciałaś tym wystąpieniem osiągnąć?
Wydawało mi się, że mogę tacie jakoś pomóc. Otworzyć ludziom oczy. I przyznaję, że to myślenie było strasznie naiwne. Liczyłam na mądrość i wrażliwość, a tymczasem okazało się, że mogę liczyć jedynie na mądrych i wrażliwych ludzi.

– Przejmowałaś się, kiedy nazajutrz wytykano Ci także brak profesjonalizmu?
Ależ to był oczywisty brak profesjonalizmu, pytanie tylko, czy ja kiedykolwiek byłam profesjonalną reporterką? Od 12 lat funkcjonuję publicznie jako córka swojego ojca. Był to jedyny powód, dla którego dostałam propozycję udziału w „Tańcu z gwiazdami”, od którego zaczęła się moja przygoda z mediami. W ciągu ostatnich dwóch lat wystąpiłam w licznych programach telewizyjnych, gdzie motywem przewodnim było bycie dziec-kiem tych, a nie innych rodziców. Gdy dostałam propozycję pracy w „Dzień dobry TVN”, nie miałam żadnego doświadczenia dziennikarskiego i żadnej wiedzy na ten temat, nie byłam zatem przyjmowana jako profesjonalistka, lecz jako osoba znana z twarzy i nazwiska, a wkrótce namówiono mnie do zrobienia materiału z mamą w roli głównej z okazji Dnia Matki. Jak miałam się zorientować, że oczekuje się ode mnie odcięcia od ojca w ramach zachowania pozorów profesjonalizmu?

– Co rodzice powiedzieli, kiedy wróciłaś tego dnia do domu?
Byli wzruszeni, że podjęłam tak desperacki krok dla obrony ich honoru.

– Gazety rozpisywały się, że Twoja mama była wściekła.
To bzdura. Jedna z wielu, jakie wówczas przeczytałam. Dla każdego z nas rodzina zawsze była najważniejsza. W tej sytuacji również byliśmy razem. Mama znała zresztą tę samą prawdę, co ja.

– A co mówiono w redakcji „Dzień dobry TVN” tego dnia?
Że mnie rozumieją.

– A potem kierownictwo stacji wręczyło Ci wypowiedzenie?
Najpierw zostałam zawieszona. Wypowiedzenie pojawiło się dużo później. Rozumiem tę decyzję. Zachowałam się, jakby nie było, nieprofesjonalnie. Należała mi się nagana. Zostałam ukarana możliwie najsurowiej, ale telewizja to ostatnie miejsce, gdzie należy oczekiwać zrozumienia i współczucia. Niezależnie od wszystkiego, nawet jakbym miała stuprocentową pewność, że tak się ta cała sytuacja dla mnie skończy, postąpiłabym tak samo, bo miałam poczucie, że tych parę słów się mojemu tacie najprościej na świecie należy. Powtarzam sobie słowa profesora Bartoszewskiego, że warto być przyzwoitym, mimo że często to się nie opłaca. Uważam, że niezależnie od tego, jak to oceniają inni, moje wystąpienie było wyrazem przyzwoitości, a – jak widać – nie opłaciło mi się to zupełnie (śmiech).

– Mnie najbardziej zdziwiły zarzuty, że agitowałaś wtedy na rzecz partii Lewica i Demokraci.
Mnie to zdziwiło jeszcze bardziej. Dla mnie Aleksander Kwaśniewski to przede wszystkim mój ojciec. Potem długo, długo nic i dopiero były prezydent, a gdzieś na szarym końcu polityk związany z jakąś partią. Ani przez sekundę nie zastanawiałam się, czy moje wystąpienie wpłynie na słupki wyborcze. Tak się akurat składa, że największe ataki na polityków i tak zwane szukanie haków towarzyszy kampaniom wyborczym, więc i na ten czas przypadło apogeum ataków na mojego ojca. Zareagowałam więc na coś, co miało miejsce tu i teraz, nie kalkulując, bo był to bardziej odruch serca niż rozumu.

– A potem zniknęłaś. Nie ma Cię w telewizji, nie wypowiadasz się w prasie.
Nie chciałam podsycać atmosfery. Dzięki temu miałam czas, żeby zastanowić się nad tym, co wydarzyło się w ciągu tego ostatniego roku, co mogłoby się wydarzyć w tym i co chciałabym, żeby się wydarzyło. Przypomniałam sobie o niezrealizowanych planach i różnych potrzebach, które były odsunięte na dalszy plan na skutek absolutnego braku czasu na realizację. Ostatnie dwa lata żyłam jak w amoku. W domu bywałam dwa razy w tygodniu, gdzieś w przelocie między Zieloną Górą a Bielsko-Białą. Nie byłam w stanie nic zaplanować, bo nie wiedziałam, co będę robić jutro. Teraz doceniam możliwość wprowadzenia w moje życie ładu.

– A kiedy z dnia na dzień to Twoje życie się zmieniło, nie bałaś się, że nie będziesz miała co ze sobą zrobić?
Zawsze potrafiłam znaleźć sobie zajęcie. To talent odziedziczony po mamie. Zresztą kiedy zgadzałam się na udział w „Tańcu z gwiazdami”, myślałam, że robię sobie dwumiesięczne wakacje od normalności. Przedłużyły się one do dwóch lat, ale nie zabiegałam o to. Po prostu dostawałam kolejne okazje do zrobienia czegoś interesującego i nowego dla mnie. Jednak nigdy nie byłam zdeterminowana, by pracować w mediach. A ostatnie programy dla „Dzień dobry TVN” robiłam już trochę z rozpędu. Czułam, że zbliża się moment, kiedy do tej pracy stracę entuzjazm. Przepadam za rozmowami z ludźmi, ale w telewizji tak naprawdę nie ma czasu na rozmowę w pełnym znaczeniu tego słowa. Moje „wywiady” z gwiazdami trwały cztery, pięć minut. Czego w tak krótkim czasie można się dowiedzieć o rozmówcy? Zaczęło mi brakować, że nie mogę się nad tymi rozmowami pochylić. Myślę, że mój czas w tym programie tak czy inaczej dobiegłby wkrótce końca.

– I już wymyśliłaś pomysł na siebie?
Zaplanowałam tuzin rzeczy do zrealizowania w tym roku, ale jak znam życie, zacznę się zajmować czymś, co przyjdzie do mnie samo. Tak przynajmniej było dotąd. Postanowiłam jednak rozwijać się w nowych kierunkach. Na wypadek, gdyby nikt mi już nic nigdy nie zaproponował.

– Wyobrażasz sobie życie bez telewizji?
Oczywiście. Telewizja to nie eldorado. Wbrew temu, co się ludziom wydaje. Panuje tam specyficzna atmosfera, a osoby znane z wizji są traktowane jak twory komputerowe i ogołacane z prywatności bez prawa do okazania emocji. Osób, które rzeczywiście czerpią ogromne profity z bycia osobą publiczną, jest garstka. Znakomita większość żyje dokładnie tak samo, jak reszta społeczeństwa, tyle że od czasu do czasu można ich zobaczyć w rubrykach towarzyskich, w gazetach, co wydaje się dodawać im splendoru. Sama czytałam o luksusach, w których się pławię, a tymczasem jeżdżę od sześciu lat tym samym fiatem i mieszkam w mieszkaniu po rodzicach, nie wspominając o moich utopijnych zarobkach. Myślę, że moje życie bez telewizji niewiele w tym obrazku zmieni. Bycie popularnym dla bycia popularnym nie interesowało mnie nigdy.

– Co robisz teraz całymi dniami?
Przyszedł moment na poświęcenie się szeroko pojętej rodzinie. Teraz spłacam dług czasu wobec mojego chłopaka, bo miał wypadek na nartach i potrzebuje mojej pomocy. Zamieniłam się więc w pielęgniarkę-pomoc domową i jestem w tym świetna. Paradoksalnie, gdybym nadal jeździła po Polsce, kręcąc materiały dla „Dzień dobry TVN”, nie mogłabym się nim zająć. I jak tu nie wierzyć, że nic nie dzieje się bez przyczyny?

– Nie jesteś czasem wściekła, że tak, a nie inaczej to się wszystko ułożyło?
Staram się dostrzegać plusy tej sytuacji. Dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna. Wierzę, że los musi w końcu się odwrócić.

– A może to czas na założenie rodziny? Zawsze mówiłaś, że marzysz, żeby mieć dzieci, męża, prawdziwy dom.
Bo to generalnie nie jest głupi pomysł.

– Twoja mama w jednym z wywiadów powiedziała, że nie może się już doczekać wnuków i że to jej największe marzenie, żeby zostać babcią.
Naprawdę powiedziała coś takiego? No cóż. Nie pozostaje mi nic innego, jak potraktować to jako zachętę (śmiech).

Rozmawiała Iza Bartosz
Zdjęcia Piotr Porębski/METALUNA
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka stylistki Karolina Gruszecka
Makijaż Beata Milczarek/METALUNA 
Fryzury Sylwia Habdaś/METALUNA

Więcej na temat Aleksandra Kwaśniewska