Nina Tyrka, Agustin Egurrola
Iza Grzybowska/Makata
Historia miłości

Agustin Egurrola i Nina Tyrka - Skąpani w słońcu

Nina Tyrka, Agustin Egurrola
Iza Grzybowska/Makata

– Rodzice ciemnowłosi, a córeczka blond. Ciekawe...
Nina Tyrka:
Ludzie często zwracają na to uwagę i pytają: jak to możliwe? A tajemnica jest prosta. Ja też jestem blondynką. Tylko od drugiej klasy liceum farbuję włosy. Doradził mi to trener tańca. Na parkiecie czarne prezentują się lepiej. Poszłam więc za radą mojego guru.
Agustin Egurrola: I dobrze. Okazało się, że to podkreśla twoją osobowość. Ten kolor daje siłę i zjawiskowość. Nasza Carmen te cechy charakteru przejęła po tobie. Jest silna i uparta. Ma swoje zdanie. Chociaż ma dopiero dwa i pół roku, bywa niezwykle konsekwentna. Czasem tak nie uznaje kompromisu, że jestem zadziwiony.
Nina Tyrka: Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Ma to przecież po tobie.

– Córka coraz większa. Ile już jesteście ze sobą?
Agustin Egurrola:
Sześć lat. Z jednej strony to długo, ale ten czas tak biegnie, tak dużo się dzieje, że mam wrażenie, że od naszego poznania upłynął miesiąc. Żyjemy w biegu. Każdego roku, gdy Nina uprzytamnia mi, która rocznica właśnie mija, jestem zdumiony.
Nina Tyrka: Rocznicę mamy w walentynki.
Agustin Egurrola: I całe szczęście. Łatwo zapamiętać. Dzień wcześniej są urodziny Niny, mam ułatwione zadanie. Za każdym razem zdaję ten egzamin.

– Dotarliście się przez te lata?
Nina Tyrka:
Wiemy dużo o sobie. Znamy słabości, bolączki. I swoje atuty. Staramy się tak tym kierować, żeby dobrze nam się żyło. Uczymy się współgrać ze sobą. Jak w tańcu.
Agustin Egurrola: Cały czas poznaję Ninę. Im dłużej z nią żyję, tym częściej mnie zaskakuje. Staje się dla mnie coraz większym autorytetem. Kiedyś przychodziłem do niej i opowiadałem o swoich problemach. Ona słuchała i mówiła, żebym postąpił, jak uważam. A teraz wkracza do akcji i mówi jasno, gdzie popełniłem błąd. To nieraz jest dla mnie bolesne, ale jestem szczęśliwy, że mam takie wsparcie.

– Trudno się przyznać do błędu?
Agustin Egurrola:
Zwykle konflikty dotyczą relacji z ludźmi, z którymi pracuję. Czasem to, co mówią lub robią, odbieram jako atak na siebie. A Nina wiele rzeczy mi uświadamia. Pokazuje, że nie istnieje tylko białe i czarne. Że pomiędzy jest wiele odcieni szarości. Trudno mi to zaakceptować. Mam taką osobowość, że albo miłość, albo nienawiść. 

– Nino, Agustin jest Twoim szefem?
Nina Tyrka:
Tak, ale nie bezpośrednim. Uczę w jego szkole, tańczę w programach, w których odpowiada za choreografię. Ale nie stoi nade mną. Nie mówi mi, co mam robić. I całe szczęście. Na początku naszego związku tańczyłam w jego zespole Volt. To było trudne. Na treningach denerwowałam się na niego. Ciężko było nie przenosić tych emocji do domu. Więc starałam się o nich zapominać. Wyciszyć.

– Jaką masz metodę?
Nina Tyrka:
Sprzątanie. Nauczyłam Carmen i we dwie myjemy podłogi mopem. Ona oczywiście głównie rozciera i chlapie, a ja po niej poprawiam i obie się cieszymy. Bałagan mnie przytłacza.
Agustin Egurrola: Mam wrażenie, że sprzątanie porządkuje ci świat.
Nina Tyrka: Potrzebuję porządku. Wiadomo, że przy dziecku jest to trudne, ale nie narzekam. Czasem nawet ciebie uda mi się zapędzić do porządków.

– Jesteś bałaganiarzem?
Agustin Egurrola:
Trudno nazwać mnie pedantem. Gdy Nina wyjeżdża z Carmen do babci do Lublina i zostaję sam, dom nie wygląda już tak pięknie. Wtedy doceniam jej wysiłek. Na co dzień nie zwraca się uwagi, ile trudu potrzeba, żeby to wszystko ogarnąć.

– Jak załatwiacie spory? Kłócicie się?
Nina Tyrka:
Rozmawiamy burzliwie.
Agustin Egurrola: Oboje mamy ogniste temperamenty. Nasze scysje bywają gwałtowne. Ale to oczyszcza atmosferę.
Nina Tyrka: Wolę pół godziny ostrej jazdy niż buzia na kłódkę przez tydzień. I mijanie się w domu, jak dwójka obcych.

– O co walczycie?
Nina Tyrka:
Brak czasu jest źródłem walki w naszym związku. Nadmiar pracy Agustina.
Agustin Egurrola: Trudno mi wyhamować. Mam teraz wspaniały okres w życiu, robię fantastyczne rzeczy. „You Can Dance”, „Taniec z gwiazdami”, szkoły tańca. To owoc 20 lat ciężkiej pracy, energii, którą włożyłem w swoją pasję. Ninie trudno odnaleźć się w tym szaleństwie. Więc czasem pyta: „Gdzie tak pędzisz? Może byś usiadł, porozmawiał?”.
Nina Tyrka: I zauważył, jak dużo już zrobiłeś w swoim życiu!

– Co odpowiadasz?
Agustin Egurrola:
Odpowiadam bardzo prosto. Dzięki pracy mogę zapewnić rodzinie godziwe życie. Mężczyzna tak właśnie może okazać przywiązanie, szacunek. Pracujesz, bo chcesz, żeby twojej rodzinie nigdy niczego nie zabrakło.
Nina Tyrka: Ale czasem kobieta nie potrzebuje tego tyrania. Tylko chciałaby, abyś usiadł obok. I posiedział chwilę.
Agustin Egurrola: Wiem. Jednak staram się bronić swojej pracy. Jest nie tylko dla mnie. Chciałbym, żebyście ty i nasza córeczka Carmen były ze mnie dumne. Żebyście miały więcej możliwości. Bogatsze życie.

– O co chodzi z tą legendarną pracowitością? Tak kochasz pieniądze?
Agustin Egurrola:
Myślę, że wszystko, co dzieje się w naszym życiu, bierze się z dzieciństwa. Wtedy kształtuje się osobowość. A ja wychowałem się bez ojca. On swoje życie spędził na Kubie, ja od piątego roku życia byłem z mamą w Polsce. Brakowało mi go. Gdy tańczyłem, zdobyłem wiele tytułów mistrza Polski, mnóstwo pucharów. Były wyznacznikami mojej wartości. Tyle ich było, że w końcu zabrakło miejsca, aby je stawiać. Teraz leżą w piwnicy. W końcu zorientowałem się, że nic nie zaspokoi mojego głodu sukcesów. Nic, co mogę zdobyć. Wywalczyć. Że to mój wewnętrzny problem. Staram się powoli z nim sobie radzić. Ale łatwo nie jest.

– Ojciec docenił w końcu Twoje wysiłki i nagrody?
Agustin Egurrola:
Wszystko docenia. Ale widzi, że brakuje mi równowagi w życiu. Radzi, żebym zaczął się tym życiem cieszyć. Tak jak on. Kubańczycy mają to we krwi. Cieszą się każdym dniem, każdą osobą, którą spotkają. To są wartości, które należy pielęgnować. A nie tylko zdobywać trofea.

– Nino, a według Ciebie, jaki robak „żre” Agustina?
Nina Tyrka:
Jak każdy facet z takim temperamentem lubi zdobywać. I ciągle podnosi sobie poprzeczkę. Udowadnia, bardziej sobie niż światu, ile jest w stanie jeszcze osiągnąć. Nie siedzę u niego w środku – nie wiem, czy to problem sięgający jego dzieciństwa. Wiem, że nie chcę go zmieniać. Zamknąć w klatce. Bo nagle pojawiła się rodzina i on musi być tylko w domu.

– Agustin, dlaczego się śmiejesz?
Agustin Egurrola:
Bo walczę o każdą godzinę spędzoną z rodziną. Rano, przed moim wyjściem, zawsze bawimy się z Carmen, a wieczorem staram się być w domu, żeby ją wykąpać. Coraz częściej udaje mi się tak poukładać sprawy zawodowe, aby spędzić z nią cały dzień. Ostatnio gdy tak się zdarzyło, tak szaleliśmy, że mała padła i spała kilka godzin. Jestem pewien, że jak pójdzie do przedszkola, będę na wszystkich przedstawieniach, które maluchy przygotowują dla rodziców. Wiem, że mam do kogo wracać. Wystarczy, że mogę tylko popatrzeć na córkę, a już czuję spokój. Widzę tę małą, słodką istotkę i rozumiem, po co ten wysiłek. Wiele rzeczy robię właśnie dla niej. Dla niej też chcę iść prostą drogą. Być uczciwym wobec siebie i innych, kierować się jasnymi zasadami.

– A jeżeli córka powie: „Tato, dlaczego ciągle cię nie było z nami?”.
Agustin Egurrola:
Dlatego zmieniam się, pracuję nad sobą. Ale nie można wyhamować bolidu Formuły 1 na kilku metrach. Właśnie jesteśmy na wakacjach. Po raz pierwszy w życiu zostawiłem wszystko na półtora miesiąca. Nareszcie bez pośpiechu będziemy mogli pobyć wszyscy razem. Zazdroszczę Ninie tego kontaktu, jaki ma z dzieckiem. Też chciałbym, żeby mała przybiegała do mnie tak często, jak do mamy. I przytulała się tak, jak do niej się przytula. Ale wiem, że na to trzeba zasłużyć. Nic na skróty.

– Nadmiar pracy utrudnia Wam wspólne życie. Ale bez pracy w ogóle by go nie było. Poznaliście się...
Nina Tyrka:
...na castingu do „Tańca z gwiazdami”, który prowadził Agustin. Wróciłam z rocznego pobytu we Włoszech, na nowo musiałam odnaleźć się w Polsce. Chciałam tańczyć. Ale casting wypadł fatalnie. Agustin patrzył na mnie tak, że się go bałam. Nie wiedziałam, czego ode mnie chce. Czy jest zły, czy zainteresowany.
Agustin Egurrola: Zafascynowała mnie – weszła tak delikatna dziewczyna. Rzadko spotykam tak nieśmiałe tancerki. Tak niewinne. Pomyślałem, że to wyzwanie. I konsekwentnie dążyłem do celu. Powiedziałem sobie: „Muszę zdobyć tę kobietę”.
Nina Tyrka: Ja na początku odczuwałam duży lęk przed nową relacją. Rozpadł się mój wieloletni związek, byłam poraniona. Bałam się „wtopić” w nowe uczucie. Broniłam się. Ze trzy miesiące trwała moja niepewność. Obserwowałam go z boku. Przełomowym momentem była moja choroba w zimie. Nie mogłam pójść na trening, a on przejechał całą Warszawę, żeby przywieźć mi lekarstwa. Otworzyłam mu taka chora, zasmarkana. Nie uciekł z krzykiem. Poznałam jego inną twarz. Łagodną. Na sali jest stanowczy. Despotyczny. Władczy.
Agustin Egurrola: W gruncie rzeczy to ty mnie wybrałaś. Dałaś mi sygnał, że jesteś w moim zasięgu. Już podczas naszego pierwszego spotkania. Im dłużej obserwuję kobiety na sali i w życiu, tym bardziej jestem pewny, że to one podrywają mężczyzn.
Nina Tyrka: To prawda. Ale w domu nie potrzebuję władcy. Tylko przyjaciela. Partnera. I tak się potoczyło: kino, spacer, tańce i bach!
Agustin Egurrola: Zaraz, jakie bach? Było mnóstwo randek, rozmów. Bez przerwy gadaliśmy.
Nina Tyrka: Rozmawialiśmy o uczuciach, o naszych byłych związkach. Urządziliśmy sobie psychoterapię.
Agustin Egurrola: Obydwoje leczyliśmy się z naszych poprzednich związków. Po dramatycznym rozstaniu przyrzekłem sobie, że nigdy nie będę z tancerką. Ale złamałem się. Mam słabość do tancerek. Uwodzą mnie wyglądem, ruchem, gracją. Całe życie z nimi pracuję. Niektórzy mówią do mnie: „Agustin, twój zawód jest nieludzki. Tyle kobiet na sali. I ty sam jeden!”.

– Mówią tak przez zazdrość?
Agustin Egurrola:
Raczej przez współczucie. Naprawdę nie jest łatwo opanować swoją wyobraźnię, emocje, zmysły. Tańczące kobiety mogą zniewolić, jeżeli mężczyzna nie potrafi sobie z tym poradzić. Ale skoro mam kobietę, idę prostą drogą.

– Nino, nie jesteś zazdrosna? On Bóg wie gdzie, a Ty z dzieckiem w domu...?
Nina Tyrka:
Nie jestem kurą domową. Nie siedzę w domu i nie czekam na niego z obiadem. Nie zastanawiam się, gdzie jest i z kim. Też mam swoją pracę. I swoją pasję. Niech on się boi.
Agustin Egurrola: Kłamstwo ma krótkie nogi. W naszym świecie wszyscy się znają. To tylko kwestia czasu i nawet najmniejsze kłamstwo się wyda. Nie mam zamiaru ryzykować. Ale nie ze strachu przed karą. Boję się, że mógłbym być przyczyną cierpienia Niny i Carmen. Poza tym nigdy nie byłem typem podrywacza. Wychowała mnie kobieta. Nauczyła mnie, że nie wolno się kobietami bawić.

– Od lat zapowiadacie ślub. Ale nie pobieracie się. Dlaczego?
Nina Tyrka:
Czasami mam dość tej presji otoczenia. Wszyscy pytają, kiedy ślub. Wiem, że to piękna ceremonia, suknia, łzy i tak dalej, ale mi ona do szczęścia zbędna. Tak naprawdę akt małżeństwa przed niczym nie chroni.
Agustin Egurrola: A ja bym chciał, żebyśmy wzięli ślub. Żeby to była wyjątkowa uroczystość. I żeby nasza córeczka była trochę starsza, aby mogła świadomie wziąć w niej udział. Takie mam marzenia. Chciałbym też trochę zwolnić, mieć dwa, trzy miesiące wolnego, żeby poczuć, że to absolutnie wyjątkowy czas. Żeby to nie było kolejne zadanie do odhaczenia w kalendarzu.

– Zaręczyliście się w szpitalu, to ślub możecie wziąć choćby w parku.
Agustin Egurrola:
Poprosiłem Ninę o rękę dwa dni po urodzeniu Carmen. To był tak ważny dla nas moment. Zatrzymałem się i powiedziałem sobie: „Boże, coś się wydarzyło!”. Cały w środku dygotałem ze szczęścia. Ludzie jadą do Paryża, żeby się zaręczyć. A u nas to było takie spontaniczne. Z głębi serca. Ubolewam, że nie mamy ślubu, ale z drugiej strony to nas dopinguje. Cały czas musimy o siebie zabiegać. Nie możemy spocząć na laurach. Odpuścić.
Nina Tyrka: Nie lubię monotonii. A ślub grozi rutyną. Papier podpisany, to teraz papcie przed telewizorem i podaj piwo. Obserwuję znajome małżeństwa. Widzę, że przestali dbać o siebie. Wpadli w role: mąż, żona, podział obowiązków. Już siebie nie zaskakują. Nie ma dreszczyku emocji i niepewności. Ja lubię to stałe zabieganie o siebie, ciągłe starania.

– Rodzina nie naciska?
Agustin Egurrola:
Moja mama jest bardzo tradycyjną osobą. Uważa, że ślub jest po to, żeby dać szansę Panu Bogu. Żeby mógł nam pomóc. Bo ludzie, decydując się na bycie razem, podejmują się misji w gruncie rzeczy niemożliwej. Bez Boga nie da rady.

– Co Ty o tym sądzisz, Nino?
Nina Tyrka:
Ze ślubem czy bez, każdy związek jest wyzwaniem. Trzeba uczyć się kompromisów, docierać, zmagać ze sobą i partnerem. Rodzina to coś dla wymagających, wytrwałych ludzi, którzy naprawdę się kochają. Dlatego ze sobą jesteśmy.

– I z Carmen. Będzie rodzeństwo?
Agustin Egurrola:
Mam nadzieję, że na Carmen się nie skończy. Przecież żyjemy dla naszych dzieci. Śmieję się, że na Kubie dzieci świadczą o prawdziwym mężczyźnie. Im starszy facet ma więcej małych dzieci, tym większym szacunkiem się cieszy. Ja się dopiero rozgrzewam.
Nina Tyrka: Na szczęście nie żyjemy na Kubie. Zawsze chciałam mieć dwójkę. Wychowałam się z bratem i myślę, że byłabym nieszczęśliwa sama. Natomiast musi jeszcze upłynąć trochę czasu, zanim będę do tego gotowa. Na razie jestem zaaferowana córką. Miłość do niej zaspokaja mój instynkt macierzyński.
Agustin Egurrola: Wybieramy się na dwa tygodnie do Nowego Jorku. Chcemy powłóczyć się trochę po tym szalonym mieście. Po naszym powrocie z Kuby urodziła się Carmen. Kto wie, czym zaowocuje nasza wyprawa do Ameryki...?

Rozmawiał Roman Praszyński
Zdjęcia Iza Grzybowska/Makata
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka stylisty Magda Smus
Makijaż i fryzury Paweł Bik
Produkcja Tomasz Czmuda

Więcej na temat Agustin Egurrola Nina Tyrka
Przeładuj

"Hotel Paradise": Kto odpadł za szybko? Klaudia El Dursi zdradza, kogo jest jej najbardziej szkoda

zobacz 01:10