Maja Ostaszewska Maja Ostaszewska i Michał Englert Maja Ostaszewska o Diagnozie
Maja Ostaszewska w kwiecistej sukience
EastNews

Ma rodzinę, gra u najlepszych reżyserów i mogłaby wieść spokojne życie. Ale MAJA OSTASZEWSKA nie umie stać z boku, gdy trzeba walczyć o ważne sprawy. Jaką cenę płaci za swoje zaangażowanie i jak sobie radzi z hejtem?

Choć lans jest jej zupełnie obcy, jest bardzo aktywna na Facebooku i Instagramie. Na jej kontach trudno jednak znaleźć relacje z imprez czy zdjęcia kosmetyków, których używa. Maja Ostaszewska (47) media społecznościowe wykorzystuje do tego, by mówić o bliskich jej wartościach. I by pokazywać, że nie można być obojętnym na zło.

Przeczytajcie wywiad z Mają Ostaszewską - tylko u nas! 

Zobacz także: Maja Ostaszewska niedawno obchodziła 47. urodziny. Opowiedziała nam w jakiej jest formie!

1/3
Maja Ostaszewska
East News

Na ile film „(Nie)znajomi” różni się od pierwowzoru, czyli „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”?

Myślę, że mocno, bo to nasza odrębna interpretacja. Oczywiście jest bazowy tekst, od którego się nie odcinamy, a nawet z radością obwieszczamy światu, że jesteśmy kolejną ekipą, która zanurzyła się w tej historii. Uważam, że scenarzystom pierwowzoru udało się uchwycić coś bardzo charakterystycznego dla naszych czasów: skłonność do nieco chorego ekshibicjonizmu, ale przede wszystkim powierzchowność naszych relacji. Dziś wielką trudność sprawia nam zwykła rozmowa, łatwiej nam się komunikować wirtualnie i mimo przyjaźni niewiele o sobie wiemy. Ten scenariusz jest jak dobra sztuka teatralna, idealny materiał do wielu interpretacji. Z reżyserem Tadeuszem Śliwą wyciągnęliśmy jednak to, co jest charakterystyczne dla polskiej rzeczywistości, lokalne. Poza tym moja bohaterka na przykład jest zupełnie inna niż w pierwowzorze.

Film „(Nie)znajomi” mówi też o chorobie naszych czasów, czyli życiu w sieci. Ile czasu pani spędza ze swoim smartfonem?

Sporo, na pewno za dużo. Jak większość ludzi usprawiedliwiam się tym, że mam w telefonie polubione strony mediów, które cenię, bo tam szukam interesujących mnie informacji. Za pomocą telefonu odpisuję na maile dotyczące spraw zawodowych, ale też szkolnych spraw moich dzieci. Pracuję nad tekstami, prowadzę swoje social media. Słowem, jest to narzędzie mojej pracy. Ale z pewnością pochłania za dużo czasu.

Próbuje pani z tym walczyć?

Tego lata miałam doskonały trening. Grałam w filmie „Magnezja” Maćka Bochniaka i umówiliśmy się, że nie wnosimy telefonów na plan. Na początku wydawało się to dziwne. Pomiędzy ujęciami miałam „naturalny” odruch zerkania do mojego telefonu, by sprawdzić, czy nie dzwoniły dzieci, czy wszystko u nich w porządku. Ale po paru dniach ten brak telefonu stał się naturalny, wręcz uwalniający. Dobrze mi to zrobiło, a wcześniej wydawało mi się, że nie mam problemu z nadużywaniem telefonu. Każdemu polecam podobny trening.

A swoim dzieciom ogranicza pani czas korzystania z telefonu, z Internetu?

– Moje dzieci chodzą do bardzo fajnej szkoły, gdzie zostawiają telefony przed wejściem na zajęcia. Dzięki temu nie korzystają z nich przez pół dnia. Oprócz tego wyjeżdżają na obozy, gdzie dostają telefon tylko dwa razy w tygodniu na godzinę, żeby zadzwonić do rodziców. W domu też mają ustalony limit korzystania z telefonu, iPada. I trzymają się tego, może dlatego, że oboje z Michałem im ufamy. Choć oczywiście wszystkim zdarza się zagapić.

2/3
Maja Ostaszewska i Michał Englert
East News

Czy kiedykolwiek korciło panią, żeby zajrzeć do telefonu dzieci lub partnera?

Nie. Szanuję przestrzeń drugiego człowieka, również w bliskich relacjach. Nie jestem wścibska. Z dziećmi na razie nie jest to trudne, bo mają 10 i 12 lat. Ale gdy dziecko jest starsze i widać, że dzieje się z nim coś niepokojącego, pojawiają się problemy wychowawcze, to decyzja o tym, czy przejrzeć jego telefon, jest trudniejsza. Czasem skontrolowanie telefonu daje szansę na pomoc dziecku. Ale mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała tego robić. Bardzo szanuję odrębność, intymność drugiej osoby. Na grzebanie w telefonie partnera nigdy bym sobie nie pozwoliła.

Martwi panią, że przez social media relacje międzyludzkie są trudniejsze niż kiedyś?

Niektórymi informacjami jestem wręcz przerażona. Wiem, że do szpitali psychiatrycznych dla młodzieży trafiają dzieci uzależnione od social mediów, które zachowują się jak ciężko chorzy alkoholicy czy narkomani. Czytałam wstrząsający artykuł o dziewczynce, której rodzice zabrali laptopa – skończyło się tym, że groziła im nożem. Została poddana terapii i powoli zaczęła z uzależnienia wychodzić. Dla mnie naprawdę przykry jest częsty widok, gdy rodzina siedzi w restauracji, rozmawiają tylko dorośli, a dzieci zanurzone są w smartfonach, kompletnie bez kontaktu. Ja staram się uczyć moje dzieci, że czas przy kolacji jest to chwila dla nas, na rozmowy.

Do czego pani służą media społecznościowe?

Przede wszystkim do przekazywania treści społecznych. Konto na Instagramie mam od dwóch lat, na Facebooku od trzech. Broniłam się przed social mediami bardzo mocno, zwłaszcza przed Instagramem, ale zorientowałam się, że w dobie kryzysu pewnych wartości mogę tam przekazywać treści, na których mi zależy. Dzięki In stagramowi możemy się jednoczyć przy podpisywaniu petycji, wspieraniu ruchów ekologicznych i wolnościowych. Mamy poczucie jedności i odpowiedzialności na to, co się obecnie dzieje na świecie.

Pani wierzy, że takie działania są skuteczne?

Jestem tego pewna. Oczywiście, jeśli robimy coś więcej niż publikowanie smutnej buźki na Facebooku. Możliwość podpisywania petycji czy zbieranie pieniędzy za pomocą social mediów to coś fenomenalnego i potrzebnego. Tak jak zarażanie się dobrymi ideami. Media społecznościowe to również platforma, na której jako aktorka komunikuję się z moimi widzami.

To jasna strona Internetu. Ale jest też ta ciemna. Pani jest ostro atakowana za swoją działalność? Potrafi sobie pani radzić z hejtem?

Rzeczywiście, jestem atakowana w sposób mniej lub bardziej zaplanowany. Niektóre z profili najbardziej aktywnych trolli są stworzone wyłącznie w celu publikowania haniebnych treści. Widziałam już nie tylko chamskie memy ze mną, lecz także informacje o mnie, które są nieprawdziwe, w przemyślany sposób zmanipulowane.

3/3
Maja Ostaszewska o Diagnozie

Może powinna się tym zająć policja?

Niestety, w takich sprawach służby działają bardzo opieszale. Ja dwukrotnie zgłosiłam policji przypadki hejtu w sieci. Złożyłam zeznania jako poszkodowana, zajęło to sporo czasu, a sprawy ciągle są w toku.

Niedawno obchodziła pani 47. urodziny i opublikowała pani w mediach społecznościowych swoje zdjęcie bez makijażu. Czy to dziś dowód odwagi?

Trochę bawią mnie komentarze, że „specjalnie na urodziny” zgodziłam się na zdjęcie bez makijażu. Ja tak chodzę na co dzień, czasami zdarza mi się pomalować rzęsy czy usta czerwoną szminką. Dla mnie nie jest to więc żadna odwaga. Zrobiłam to, bo akurat miałam nastrój na takie prywatne zdjęcie, ale też trochę dlatego, że żyjemy w czasach, gdy zakłamywanie swojego wizerunku jest na porządku dziennym. Mamy przecież te wszystkie filtry, dzięki którym możemy się pokazać zupełnie inaczej. To nowy rodzaj maski. Nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem, co nie znaczy, że nie lubię sesji, które są kreacją, rodzajem sztuki. Wtedy, na dużych wyjściach czy w pracy, bardzo lubię być pięknie pomalowana, uczesana, ubrana.

Używała pani „postarzającej” aplikacji, która swego czasu wywołała istne szaleństwo?

– Oczywiście. I polubiłam siebie taką! Dla mnie nie był to taki wielki szok, bo niedawno na potrzeby filmu „Broad Peak” zostałam ucharakteryzowana na starszą o 15 lat. Jest to dziwne doświadczenie, ale podobam się sobie w takim wydaniu. A wracając do moich urodzin. Mam 47 lat, super się z tym czuję i jestem w bardzo dobrej formie fizycznej. Nie wiem, czy to nie jest właśnie okres, w którym najbardziej siebie akceptuję. Ze wszystkimi zaletami i wadami. Z moją własną niedoskonałością.

Film „(Nie)znajomi” promuje piosenka Dawida Podsiadły, a pani wystąpiła w teledysku do niej.

Tak! Bardzo się cieszę, że mogłam wziąć w nim udział. Dawid zadebiutował też jako współproducent naszego filmu. Niezwykle go cenię, uwielbiam jego głos, a nie miałam mu tego okazji wcześniej powiedzieć. Fajnie było spotkać się w pracy i przekonać, że poza tym, że ma wielki talent, jest przemiłym, przeserdecznym chłopakiem.

 

Więcej na temat Maja Ostaszewska