Doda i Radek Majdan, krótkie małżeństwo Doda Doda i Emil Stępień na spacerze Doda na Flesz Fashion Night 2019
Wywiad z Dodą

Nie moglibyśmy obchodzić urodzin bez niej. Dorota Rabczewska-Stępień (35) była okładkową bohaterką pierwszego numeru „Party” w 2007 roku. Rozwodziła się wtedy z Radosławem Majdanem i była na ustach wszystkich. Co zmieniło się w jej życiu i w niej samej przez ostatnich dwanaście lat?

Przeczytaj pełny wywiad z Dodą z magazynu "Party"!

Zobacz także: "W Polsce martwy artysta jest więcej wart" Doda zdradza, dlaczego radia nie grają jej piosenek

1/5
Doda i Radek Majdan, krótkie małżeństwo
Eastnews

Pamiętasz 2007 rok?

Oczywiście! Wydałam wtedy czwartą płytę, pierwszą solową – bez Virgin. Zdobyłam wszystkie nagrody, jakie były możliwe. Nawet prosiłam, żeby już mnie nie nominowano do żadnych, bo było mi zwyczajnie głupio. Dostałam pierwszą z dwóch nagród MTV Music Awards. Grałam koncerty jak szalona, co trzeci dzień.

Byłaś jasnowłosą seksbombą. Chwaliłaś się, że od stóp do głów ubierasz się w rzeczy od Gucciego…

Pochodzę z małego miasta, a moi rodzice zarabiali przeciętnie. Dlatego jak naoglądałam się teledysków Beyonce i Britney Spears, to marzyłam o ciuchach z metką. Mając 20 lat, potrafiłam wynająć sobie jeta i polecieć do Mediolanu, by kupić ciuchy, jakich nikt u nas nie miał.

Dziś już tak nie robisz?

Uznałam, że gromadzenie rzeczy jest głupie i płytkie. Połowę oddałam do domów dziecka lub samotnych matek, a poza tym otworzyłam sklepik, w którym fani mogą kupić te najbardziej szalone kreacje.

Twoi wielbiciele nie płaczą, że przyciemniłaś włosy i uspokoiłaś wizerunek?

Nie przyciemniłam włosów, tylko przestałam je rozjaśniać (śmiech). A moi prawdziwi fani wiedzą, że nie jestem żadnym tworem marketingowym, ale autentyczną osobą. Robię to, na co mam ochotę. Jeśli kiedyś chodziłam z czterocentymetrowymi tipsami, to akceptowali ten fakt, bo wiedzieli, że uważam je za niezbędne do życia.Ale powiedz mi: która kobieta nie zmieniła się przez 12 lat? Serio tak dziwi czyjś samorozwój? Szmaty nie są teraz dla mnie ważne. Nie idą dziś w parze z moją duchową transformacją.

Co masz na myśli?

Nie podjęłam decyzji, że nagle zajmę się ewolucją własnego ja. To działo się naturalnie przez dekadę i pewnie w wyniku różnych tragedii, jak choćby choroby nowotworowe moich rodziców. Skupiam się teraz na innych wartościach. Radość dają mi czas z rodziną, pomoc innym i pielęgnowanie przyjaźni. Nie chodzę co weekend na imprezy i nie piję alkoholu, bo mnie to nudzi!

Wróćmy do roku 2007. Prywatnie to był też dla ciebie trudny czas, bo rozwodziłaś się z Radosławem Majdanem.

Nagrałam nawet piosenkę „Katharsis”, której tekst bazuje na liście do byłego ukochanego, który mnie zdradzał.

2/5
Doda
East News

A jak jest teraz? Ostatnio nie pokazujesz swojego męża Emila Stępnia na Instagramie. To nasila plotki, że macie kryzys…

A u mnie nasila się irytacja, kiedy ludzie wierzą w Instagram niczym w Boga. Przecież to bańka mydlana, łatwo można tym manipulować. Prawda jest taka, że postanowiłam nie upubliczniać małżeństwa. Znam popularne osoby, które dawno się rozstały z partnerami, a nadal wrzucają z nimi zdjęcia do internetu, bo na tym zarabiają. Instagram to nie jest prawdziwe życie, to nie jest nawet większy kawałek życia, a wszyscy uznają go za prawdę objawioną.

Powiedziałaś kiedyś: „Jestem jak wiatr, nikt mnie nie zatrzyma i nie ujarzmi”.

Dlatego wyszłam za mojego męża, który jest zodiakalnym Wodnikiem, tak jak ja. On daje mi dużo wolności i zrozumienia. Wierzę, że szczęśliwe związki nie potrzebują publiczności. Im więcej prywatności pokazywałam ludziom, tym mniej zostawało dla mnie i dla mojej relacji z partnerem. Nie chcę już świecenia reflektorami na mój związek. Kiedyś, gdy przychodziły kłopoty w miłości, to zamiast skupiać się na prawdziwych relacjach, budowałam wokół siebie jakiś dziwny PR.

Dlaczego tak robiłaś?

Chciałam, żeby każdy trzymał moją stronę. Myślałam, że im więcej osób mnie zrozumie, to ja w tej swojej głupiej wojnie będę silniejsza. A prawda jest taka, że jak się rozwodzisz, to nigdy nie będziesz zwycięzcą i nieważne, kto ci przytaknie. Publiczne lizanie ran to była najgłupsza rzecz, jaką mogłam robić. Ale teraz zrozumiałam, że połowa ludzi się z tego cieszy, a połowa ma to w dupie.

Tylko nieliczni współczują?

Uwierz, że w show-biznesie nikt ci nie współczuje! A ja dopiero teraz znalazłam faceta, który nie jest pazerny na tę szopkę medialną.

Nawet ślub udało się wam ukryć.

I cały okres narzeczeństwa. Ale to było trudne, bo nie mogliśmy razem wchodzić do samolotu ani chodzić po ulicy, trzymając się za rękę.

Nie byłaś tym zwyczajnie zmęczona?

Gra była tego warta, bo nasza miłość mogła rosnąć w siłę po cichu. A ja niczego innego w życiu nie pragnęłam niż szczerej i bezinteresownej miłości. Ludzie się czasem dziwią, dlaczego związki popularnych osób tak łatwo się rozpadają. Ano dlatego, że są wystawione na widok publiczny.

3/5
Doda i Emil Stępień na spacerze

Mam wrażenie, że nawet po ślubie nie wierzyłaś w swoje szczęście. Nie chciałaś potwierdzić: „Tak, w końcu poznałam tego jedynego”.

Nawet dziś boję się publicznie postawić kropkę nad i. Tyle ich pochopnie nastawiałam, że mogłabym wykładać alfabet Morse’a. Poza tym naprawdę staram się uczyć na błędach. Bo nic w życiu nie jest pewne i o wszystko trzeba dbać. 

Kontynuując wątek zmian w twoim życiu, to słyszałam, że często chodzisz do kościoła.

To prawda. Ale nie tak regularnie jak mój mąż.

A kiedyś wygłosiłaś słynne zdanie, że Biblię pisali ludzie „najarani ziołem”.

Gdybyś dzisiaj mi coś takiego powiedziała, nie obraziłabyś mnie. Ani tym bardziej nie zmieniłabyś mojego podejścia do wiary. Szanuję różnice i inne zdanie niż moje.

Zastanawiam się, co jeszcze się w tobie zmieniło. Chyba mniej klniesz?

Klnę tyle samo, tylko bardziej się pilnuję.

4/5
East News

Powiedziałaś kiedyś, że jak będziesz się zbliżać do czterdziestki, to „zarobisz już tyle hajsu, że będziesz mogła leżeć dupą do góry..."

Mówiłam takie zdania, by robić wokół siebie zamieszanie. To było obliczone na efekt. Co nie zmienia faktu, że od początku jestem pracowitą osobą i nikt mi tych pieniędzy nie dał w prezencie, więc pomału zmierzam właśnie w tę stronę. Dużo ćwiczę, więc tyłek też mam przygotowany (śmiech).

Zostałaś ostatnio bizneswoman, zajmujesz się wynajmem kilku mieszkań.

Nie nazwałabym tego wielkim biznesem. To jest moja mała poduszka bezpieczeństwa. Na szczęście nie mam dziś chorej ambicji.

A kiedyś miałaś?

Tak, potrafiłam na teledyski i trasy koncertowe wydawać z prywatnych pieniędzy setki tysięcy złotych po to, by pokazać, że mam fantastyczną kreatywność, że robię rzeczy na skalę światową. Jednak z biegiem czasu dotarło do mnie, że nikt tego nie docenia. Moje zachowanie tylko pobudzało krytykę, że za mało jest muzyki, a za dużo piór i blichtru. A taka krytyka niszczyła motywację i marzenia młodej dziewczyny, która chciała dać fanom świetną zabawę i coś więcej niż reszta. Myślisz, że nie podcinało mi to skrzydeł?

Przyznam, że próbowaliśmy w redakcji policzyć twoich wrogów. Czemu wokół ciebie było tyle kontrowersji?

Kiedy „Party” startowało, miałam 23 lata. Nosiłam już wtedy zbroję i chciałam wszystkim udowodnić, że jestem coś warta. Nie rozumiałam, dlaczego większość ludzi chce mnie zdyskredytować. Nie miałam takiej grubej skóry, by radzić sobie z mediami.Pamiętasz akcję z 2007 roku pewnego portalu, który rozpoczął hejt: "Schowaj Dodę do lodówki". To było okropne szczucie, rodzaj rytuału wudu, co miało odebrać mi siły i zdrowie. Ludzie mrozili moje zdjęcia w lodówce, między kiełbasami i jajkami. Byli uradowani linczem. A przecież nikogo pierwsza nie zaczepiałam! Nawet wymyśliłam, że dam nagrodę 100 tys. złotych na cel charytatywny, jeśli ktoś mi udowodni, że zaczynałam kłótnię jako pierwsza. Z drugiej strony - nie dam sobie w kaszę dmuchać. 

Teraz przyszedł czas na więcej dyplomacji?

Nadal lubię mówić, co myślę.

To cię nie spala?

Nie rozumiem takiej narracji. Jak prawda może spalać? Byłabym zmęczona, gdybym miała ją zatajać.

5/5
Doda na Flesz Fashion Night 2019
AKPA

W ostatnim czasie doszło do kilku pojednań. Na przykład z Justyną Steczkowską.

Wszystko będzie można zobaczyć na filmie dokumentalnym, który będzie miał niedługo premierę wraz z fundacją Artyści przeciw Nienawiści, dzięki której będziemy mogli pomagać ofiarom hejtu. Tam są takie wzruszające sceny zakulisowej rozmowy z Justyną. Mogę też powiedzieć, że chcemy razem z Agnieszką Hyży w drugiej połowie lutego zorganizować drugą edycję koncertu, już nie na wariackich papierach, ale na spokojnie. Tak że kochani muzycy – zgłaszajcie się!

Budzisz kontrowersje, ale i poruszasz. Pamiętam akcję, kiedy działałaś na rzecz poszerzenia bazy dawców szpiku kostnego. Wszystko z miłości do Nergala.

Jestem charakterną dziewczyną o złotym sercu (śmiech). To był jeden z najgorszych i najpiękniejszych okresów w moim życiu. Z nerwów schudłam 10 kilo, ale byłam dumna z ludzi, że pomogli wszystko rozkręcić. Lawina pomocy była imponująca i takie chwile sprawiają, że opuszczam gardę i łagodnieję.

Dlaczego dziś twoich piosenek nie chcą grać radia?

Czasem mam wrażenie, że w Polsce martwy artysta jest więcej wart! (śmiech)

Nie przesadzasz?

Nie grają mnie, bo nie! Bo Doda! Codziennie dostaję wykresy. Owszem, grają mnie, ale stacje lokalne, za co bardzo dziękuję.

Tak bardzo się zmieniłaś przez te wszystkie lata. Zastanawiam się, czy powiedziałabyś jeszcze: „Królowa jest jedna”?

Wymyśliłam te słowa z 15 lat temu, a dziś są wykorzystywane do reklamy tabletek na wątrobę i podpasek… Więc, sorry, „królowa jest tylko jedna!” i przynajmniej podpisujcie autora. To, co mówię, trzeba przepuszczać przez filtr dystansu, nie można wszystkiego brać dosłownie. Bo co znaczą te słowa? Dla mnie to symbol kobiecej pewności siebie. Każda kobieta może – i nawet powinna – tak o sobie powiedzieć. Chyba że uznamy, że mamy jeden teren panowania jednej królowej. A moim zdaniem terytoriów jest tyle, ile kobiecych organizmów.

Ja też jestem królową?

Pewnie, ale na swoim podwórku.

 

Więcej na temat Doda