Weronika Rosati Weronika Rosati Weronika Rosati na imprezie Raffaello M jak miłość - Anka i Andrzej
Weronika Rosati

Mimo krytyki i utraty kontraktów reklamowych Weronika Rosati nie żałuje wywiadu, w którym opowiedziała, że była ofiarą przemocy. Nam mówi, jak to wyznanie zmieniło jej życie.

Rozmowę z Weroniką Rosati (35), którą w marcu opublikowały „Wysokie Obcasy”, już dziś można śmiało nazwać jednym z najgłośniejszych wywiadów tego roku. Aktorka powiedziała w nim bowiem, że doznała przemocy ze strony byłego partnera. Nam gwiazda opowiada, ile ją te zwierzenia kosztowały i co dzięki nim zyskała.

Poniżej publikujemy cały wywiad z najnowszego magazynu "Party".

Zobacz także: Weronika Rosati ma dość ataków na nią. "Równouprawnienie w Polsce?" Mocny wpis!

1/5
Weronika Rosati

Zdawałaś sobie sprawę z tego, jaki oddźwięk będzie miał ten wywiad dla „Wysokich Obcasów”? 

– To nie była rozmowa udzielona pod wpływem chwili, zbierałam się do niej mniej więcej pół roku. Miałam różne wątpliwości, które brały się z lęków nagromadzonych przez lata. I z tego, co działo się cały czas, tylko nie na forum publicznym.

Co masz na myśli?

– Bardzo agresywne, czasem nawet chamskie reakcje ludzi z otoczenia mojego byłego partnera. Miałam z tym do czynienia już wcześniej, tylko nie było to robione publicznie. Byłam przygotowana, że będę się musiała uporać z atakami. Wiedziałam też, że samotne macierzyństwo i przemoc domowa to w Polsce wciąż tematy bardzo kontrowersyjne.

Dlaczego tak jest?

– Nie wiem, ale chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że u nas przemoc to wciąż temat tabu. Można więc powiedzieć, że wywołałam pewnego rodzaju rewolucję. Ale zrobiłam to zupełnie świadomie. Wiedziałam bowiem, że kiedy głośno powiem o przemocy, to spowoduje to wielkie poruszenie. Razem z Magdą Środą, która przeprowadzała ten wywiad, od początku założyłyśmy sobie, jaki będzie jego styl. Chciałyśmy, by ta rozmowa służyła sprawie, a nie skupiała się na moich prywatnych relacjach. To nam się udało.

Ale nie uniknęłaś wątków prywatnych.

– Moja historia jest pewnego rodzaju tłem. Dlatego bardzo mi przeszkadza, kiedy media wyciągają rzeczy zupełnie poboczne. Osoby, które przekierowują zainteresowanie na wątki prywatne, robią to zupełnie świadomie. Ich celem jest spłycenie problemu. A najważniejszym tematem tej rozmowy jest przecież łamanie prawa. Przemoc fizyczna, psychiczna czy ekonomiczna jest bowiem przestępstwem.

2/5
Weronika Rosati
EastNews

Twoją historię łączysz również z ruchem #metoo, który rozpoczął się w Stanach.

– Ten ruch powstał przede wszystkim dlatego, że kobiety były krzywdzone i zastraszane przez ludzi wpływowych, mających władzę i zamożnych, co dawało im przewagę nad ofiarami. Nie tylko fizyczną, lecz także emocjonalną i społeczną.

Zaskoczyło cię, że po udzieleniu tego wywiadu zostałaś skrytykowana przez kobiety?

– Nie zgodzę się z stwierdzeniem, że to kobiety mnie atakują. Atakują mnie konkretnie trzy przyjaciółki i jednocześnie pacjentki mojego byłego partnera. Widziałam je zaledwie parę razy w życiu i nigdy nie były w moim domu. Poza tym one nie są żadnymi autorytetami ani ekspertkami, w przeciwieństwie do Magdaleny Środy. Poza tym wiem, że są postrzegane negatywnie. Są dowodem na to, co się dzieje, gdy kobieta ma odwagę powiedzieć o przemocy. Dla mnie ich język i sposób atakowania jest haniebny. Ale nie uważam, że działają na moją szkodę. One występują przeciwko tym setkom tysięcy ofiar, które właśnie tego się boją. Zanim powiedzą komukolwiek o swojej tragedii, boją się, że zostaną wyśmiane, wyszydzone, posądzone o kłamstwo i usłyszą, że są niezrównoważone psychicznie. To powtarzający się schemat.

Jak to zmienić?

– Jestem głosem nowej generacji, odrzucam myślenie, że „brudy pierze się we własnym domu”, a jak facet leje, to znaczy, że się na to „zasłużyło”. Dwadzieścia, trzydzieści lat temu nikt nawet nie myślał o tym, żeby otwarcie mówić o przemocy domowej. Smutne jest tylko to, że poza mną w Polsce prawie nikt się na to nie zdecydował, mimo że na całym świecie ruch anty przemocowy jest bardzo zaawansowany.

3/5
Weronika Rosati na imprezie Raffaello

Podobno dostajesz dużo listów i wiadomości od kobiet. Co w nich piszą?

– To są setki listów, wiadomości nie tylko od kobiet, ale i od mężczyzn. Od osób, które doświadczyły przemocy, są w przemocowym związku i nie wiedzą, co zrobić. Bardzo poruszające są historie dzieci wychowanych w rodzinach, gdzie przemoc była na porządku dziennym. I 99 proc. tych osób pisze, że zrobiłam najlepszą rzecz w życiu. Gratulują mi, że podjęłam taką decyzję dla mojej córki. Część z nich ma złamaną psychikę, inni piszą, że decyzja ich matek o odejściu od przemocowca uratowała im życie. Nie zdajemy sobie sprawy, jak takie sytuacje wpływają na psychikę dziecka.

Chcesz w przyszłości dołączyć do jakiegoś ruchu wspierającego kobiety, walczącego o ich prawa?

– W tym roku wezmę udział w Kongresie Kobiet, będę tam miała swój panel razem z „Wysokimi Obcasami”. Poruszymy temat samotnego macierzyństwa i przemocy w rodzinie. To moja pierwsza działalność tego typu. Moje zaangażowanie wynika głównie z potrzeby serca i dzielenia się doświadczeniami. Chcę pomagać kobietom, które przeżyły to, co ja. Moja decyzja wynika też z buntu przeciwko przemocy, chęci, by to milczenie na ten temat przestało być normą. Wciąż w tych sprawach jestem amatorką, ale coraz częściej konsultuję się z Magdą Środą, która jest największym autorytetem w tym temacie.

Zobacz także: Były partner Weroniki Rosati przerwał milczenie. Jest oświadczenie! "Nasz związek miał wysoką temperaturę"

4/5
materiały włąsne

Jesteś matką samotną czy samodzielną?

– Żadna kobieta nie zakłada rodziny, nie rodzi dziecka z założeniem, że jej związek z partnerem może nie przetrwać. Wbrew pozorom jestem tradycjonalistką, dlatego bardzo mi zależało na tym, by moja córka miała pełną rodzinę. Ale w końcu uznałam, że walka za wszelką cenę o tradycyjny dom w pewnym momencie staje się słabością kobiet, które tkwią w przemocowych związkach. Dlatego się z tego wycofałam. Postrzegam to jako osobistą porażkę.

Gdy wywiad z tobą się ukazał, byłaś w Los Angeles, jesteś tam z resztą nadal. To ucieczka?

– Nie. Jestem w Los Angeles ze względu na moją pracę. Myślę sobie jednak, że to dobrze się złożyło, bo mam czas wyłącznie dla mojej córki i mogę się skupić w 100 proc. na niej. Ale ponieważ jestem bardzo dumna z tego wszystkiego, co wydarzyło się od czasu publikacji wywiadu w „Wysokich Obcasach”, nie miałabym problemu z tym,
by zmierzyć się z reakcjami także w Polsce.

To prawda, że straciłaś kilka kontraktów reklamowych z powodu tego wywiadu?

– Niestety tak. Kiedy gwiazda nie ma życia ułożonego „jak w bajce”, idealnego małżeństwa i pięknych dzieci, wtedy nie może liczyć na kontrakty. To jest największy paradoks, bo kiedy ja zdałam sobie sprawę, że będę musiała ze wszystkim radzić sobie sama, to pomyślałam, że takie kontrakty bardzo by mi się przydały. Nie myślę tylko o sobie, lecz także o innych aktorkach, których życie nie poukładało się idealnie. Mam koleżanki, które publicznie podtrzymują idealny obraz swojego życia ze strachu przed utratą pracy.

5/5
M jak miłość - Anka i Andrzej
MTL Max Film

Ta sytuacja budzi twoją złość?

– Złości mnie to, że firmy, które propagują kobiecość, wycofują się tylko dlatego, że śmiałam powiedzieć, że jestem ofiarą przemocy. Zdałam sobie też sprawę z tego, że inne kobiety, znane czy anonimowe, będą się zastanawiały, czy iść w moje ślady, widząc, że ja finansowo tracę na mojej decyzji. To jest bardzo zły przykład dla innych. Według mnie firmy powinny wspierać kobiety niezależne, nowoczesne, które przełamują stereotypy czy łamią społeczne tabu. Mam nadzieję, że to się stanie. 

Jak wygląda twój dzień w Ameryce?

– Mam chwilę spokoju. Na razie aż tak bardzo nie muszę zabiegać o role. Pracowałam przez ostatnie siedem czy osiem miesięcy i teraz bardzo potrzebowałam czasu tylko z moją córką. Chcę jej poświęcić 100 proc. czasu, niedługo przecież wracam na plan drugiego sezonu „Zawsze warto”, a później do „M jak miłość”. Potem znowu będę miała kilka projektów.

Lubisz pracę na planie „M jak miłość”?

– Uwielbiam tę ekipę i ten serial. Na początku miałam wątpliwości, bo nie wiedziałam, w którą stronę pójdzie moja postać. Na szczęście po rozmowie ze scenarzystką uznałam, że będzie ciekawie. Serial „M jak miłość” jest takim moim „guilty pleasure”, czyli „grzeszną przyjemnością”. W dodatku moja Eli zawsze jest ze mną na planie i ogląda sobie mamę.

Niedawno zagrałaś swoją ulubioną aktorkę Liz Taylor. Jest jeszcze jakaś silna kobieta, którą chciałbyś zagrać?

– Chciałabym zagrać kobiety, które zmieniły bieg historii, jak na przykład Kleopatra czy Sarah Bernhardt.

Więcej na temat Weronika Rosati