Tadeusz Muller, syn Magdy Gessler
East News

Kim jest dziewczyna Tadeusza Müllera? Czy Magda Gessler zostanie niedługo babcią? Szczery wywiad z restauratorem

Tadeusz Muller, syn Magdy Gessler
East News

Na pierwszy rzut oka Tadeusz Müller (36) jest zupełnie inny niż jego ekscentryczna mama. Wyciszony i skromny. Jego program „Z gruntu zdrowo” tak bardzo spodobał się widzom, że już dziś wiadomo, że stacja chce kręcić kolejny sezon. Spotykamy się w restauracji Orzo, której jest współwłaścicielem. Przy dobrym jedzeniu i szczerej rozmowie bez żadnego tabu.

Magda Gessler mówiła mi, że jesteś jej autorytetem kulinarnym. Sądziłam, że jak każda mama ona też nieco koloryzuje umiejętności ukochanego syna. Myślałam tak do momentu, w którym obejrzałam twój program „Z gruntu zdrowo”. Dlaczego tak długo się wahałeś, czy go poprowadzić?

Zastanawiałem się, czy zostać w świecie wartości mojego ojca, który był protestantem i dosyć skromnym facetem, czy też wejść do świata komercji i show-biznesu. Ostatecznie wybrałem to drugie rozwiązanie, bo uznałem, że mogę zrobić to na swoich zasadach. Chciałem jednak, aby mój program miał misję. Inaczej bym go nie robił.

I w taki sposób zacząłeś uczyć widzów, jak się zdrowo odżywiać…

Od dwóch lat jestem nutritarianinem i właśnie taki sposób odżywiania chciałem pokazać. Oznacza to mniej więcej tyle, że szukam produktów, które mają jak najwięcej wartości odżywczych, i zarządzam nimi w taki sposób, by tych wartości nie traciły. Czy wiesz, że brokuł trzeba zjeść jak najszybciej po ścięciu, bo już trzeciej doby traci on 30 proc. witamin?

Kto ma dziś czas na sprawdzanie takich rzeczy? Szukanie ich po sklepach?

Wierzę, że nawet jeśli kupię warzywa w supermarkecie, to i tak wygrywam. To zawsze lepsze niż fast food. Nie jestem ortodoksem owładniętym manią szukania produktów tylko na najdroższych ekobazarach. Nie spinam się w tym temacie. Chcę cieszyć się zdrowiem, kupując warzywa gdziekolwiek. Choć jak mam czas, to lepiej jechać na targ oczywiście.

Jak to się stało, że zostałeś nutritarianinem?

Nie wymyśliłem sobie tego ot tak, któregoś dnia. Po prostu miałem problem dermatologiczny, który bardzo mnie zawstydzał. Na moich dłoniach widoczne były plamy. Przez półtora roku walczyłem z tym schorzeniem. Niestety, medycyna Zachodu znała na to tylko jedno lekarstwo – sterydy. Wtedy trafiłem na literaturę, która w duchu myśli Hipokratesa „Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem” uczyła krok po kroku, jak uzdrowić swój organizm za pomocą odpowiedniego jedzenia. Kiedy zmieniłem dietę, pokonałem moje schorzenie w pół roku, bo system immunologiczny miał siłę je zwalczyć. W dzisiejszym świecie paradoksalnie jesteśmy jednocześnie przejedzeni i niedostatecznie odżywieni. Jemy kluski, bułki, zapychacze. Zapominamy o pełnych witamin warzywach. Nie mamy siły na sport, wydaje nam się, że jak zaczniemy biegać, to nas to zabije.

Zobacz także: Magda Gessler jest na nowej diecie. Wiemy, na czym ona polega i kto ją do tego namówił

Twoja siostra Lara zdradziła mi kiedyś, że razem ze swoją dziewczyną codziennie rano biegasz, że żyjesz w zgodzie z naturą.

Mam działkę w Hiszpanii. Odziedziczyłem ją po swoim ojcu, który w latach 60. kupił tam kawałek ziemi z grotą wykutą w skale. Doprowadziliśmy tam prąd i wodę. Spędzamy tam razem z naszymi zwierzakami wakacje nad górskim strumieniem, z dala od turystycznych szlaków. Wstajemy o godzinie siódmej rano i idziemy pobiegać z psami. Wierzę, że po treningu endorfiny pomagają myśleć niestandardowo i bardziej kreatywnie.

W programie czasem gotujesz w towarzystwie swoich psów. Skąd je wziąłeś?

Dwa nasze niepowtarzalne i cudowne psy Kiki i Pepi adoptowaliśmy, m.in. ze schroniska w Wojtyszkach, jednego z największych schronisk w Europie. Przebywa tam ponad 3,5 tys. psów. To była jedna z naszych najlepszych decyzji.

Niewiele wiemy o twoim życiu prywatnym. Czy mogę cię spytać, kim jest twoja dziewczyna?

Jesteśmy z Blanką razem już od 13 lat. Moja partnerka jest intelektualistką i feministką, która nauczyła mnie, i codziennie zresztą nadal uczy, bardziej świadomego życia. Skończyła filozofię i gender studies na Uniwersytecie Warszawskim oraz scenopisarstwo na uczelni w Krakowie. To ona dba o to, byśmy znajdowali czas na czytanie, chodzenie do teatru i obcowanie ze sztuką. Blanka zdecydowanie wzbogaca nasze życie. Gdyby nie ona, byłbym tylko kolejnym facetem zamkniętym w kuchni, ewentualnie fotografującym i stylizującym jedzenie lub wymyślającym koncepcje nowych restauracji (śmiech).

Z wykształcenia jesteś przecież psychologiem…

Zdobytą dzięki temu wiedzę wykorzystuję dziś głównie w mojej firmie Make Me Food oraz Orzo do pracy zespołowej.

Nie mogę cię nie spytać o twoją sławną mamę. Czy możesz mi powiedzieć, co po niej odziedziczyłeś?

Gościnność, kreatywność i gotowość do pomagania ludziom.

Magda bywa pomocna?

Mimo że jej pomoc w programie „Kuchenne rewolucje” ma często surową twarz, tak naprawdę mama dzięki swojemu telefonowi potrafi pomóc połowie Polski. Coś się stało pracownikowi w jej restauracji czy na planie? Natychmiast obdzwania prawników lub najlepszych lekarzy i od razu wszystko jest zorganizowane. Ona ma matczyny instynkt, kreatywność i wachlarz informacji, które rozwiązują w sekundę najróżniejsze ludzkie problemy. Zdarzało się tak, że gdy byłem chory przez dwa tygodnie i nie potrafiłem znaleźć rozwiązania, to dzwoniłem do mamy i ona natychmiast wiedziała, co robić. 

Ale z tego, co mi wiadomo, nie zawsze mieliście idealne relacje?

Nasze relacje były skomplikowane, ponieważ przez część życia wychowywałem się sam. Na pewno nie można mojej mamy nazwać typową „matką Polką”, która poświęca wszystko dla dzieci. I bardzo dobrze! Wydaje mi się, że południowy temperament mojej mamy pozwolił jej postawić siebie na pierwszym miejscu w różnych trudnych sytuacjach życiowych. Oczywiście efekty uboczne uderzyły w nas, jej dzieci. Było trochę samotnego życia, ale z drugiej strony dzięki temu zyskaliśmy z Larą ciekawe cechy, z samodzielnością, zaradnością i siłą charakteru na czele. Dziś już wiem, że branża gastronomiczna jest trudna, zwłaszcza dla kobiet. Trzeba się przepychać łokciami. 

Zobacz także: Magda Gessler zachwycona urodzinową niespodzianką od swoich dzieci! Tylko zobaczcie to nagranie!

Kiedy stałeś się dorosły, zacząłeś bardziej rozumieć mamę?

I tak, i nie. Nadal wiele spraw nas różniło. Na przykład święta spędzaliśmy co prawda przy rodzinnym stole, ale w asyście kelnerów. To było dla mnie trudne. Obecnie wszystko mamy wyjaśnione. Uważam, że warto zdać sobie sprawę z tego, że jakkolwiek bardzo trudne byłyby sprawy między dziećmi a rodzicami, to i tak rodzina zawsze daje nam korzenie, bez niej byśmy nie istnieli. Teraz to ja jestem tą siłą, która stara się jednoczyć rodzinę.

Jak to robisz?

Ostatnio przyjechała moja ukochana ciocia Ute z Niemiec, siostra mojego ojca, u której się wychowywałem przez część życia i która uczyła mnie protestanckich wartości etycznych. Zaprosiłem na wegańską kolację również mamę, dziadka i siostrę. Było wspaniale! Teraz wszyscy mamy dobre relacje. Uważam, że bagaż nierozwiązanych sporów jest niepotrzebny. Istnieją psychologiczne teorie, które mówią, że warto porzucić negatywne emocje, bo to komplikuje dalsze życie.

Twoja siostra mówi, że cię ubóstwiała przez całe dzieciństwo. Dla niej też byłeś autorytetem…

Był taki czas, kiedy mieszkaliśmy razem, wtedy bardzo zbliżyliśmy się do siebie. Kiedy Lara wyprowadziła się do swojego taty, Piotra Gesslera, miałem 15 lat. Wtedy jednak bardzo dbałem o to, abyśmy nie stracili ze sobą kontaktu. Choć byłem starszy, to zabierałem Larę ze sobą na przykład na narty. Raz nawet udało mi się ją zgubić we włoskich górach, gdzieś na stoku (śmiech).

Jakie teraz macie relacje?

Bardzo dobre. Rozmawiamy o naszej wspólnej pasji, czyli kuchni, ale także o planach na przyszłość czy pisaniu książek. Kiedyś marzyliśmy o tym, że będziemy mieszkali w dwie rodziny w jednym domku, bliźniaku. Może kiedyś wrócimy do tej koncepcji? Chciałbym też wspólnie z mamą otworzyć restaurację, aby rodzina była bliżej.

A jakie masz plany dotyczące dzieci? Chcesz mieć ich dużo czy może tylko jedno, dwoje?

Myślę bardziej o adopcji, ale to dość odległe plany. W dzisiejszych czasach posiadanie dzieci to wielkie wyzwanie. Pracy jest więcej, a młodzi ludzie w dużych miastach nie mają już wielopokoleniowych rodzin, gotowych do pomocy w wychowaniu dziecka. W dodatku branża gastronomiczna jest niezwykle wymagająca. Wydaje mi się, że u osób, które w niej pracują, dzieci pojawiają się częściej przypadkowo, nie są planowane. Stąd moje obawy, że większa rodzina wywróci moje życie do góry nogami. Dlatego na razie traktuję jak dzieci nasze zwierzaki: psy i koty.

Chyba jesteś wielkim szczęściarzem, że możesz żyć jako restaurator i biznesmen od wymyślania restauracji dla innych. A potem uciec na hiszpańską prowincję, aby żyć prawdziwie leniwym życiem blisko natury.

Każdy z nas wie, ile zachodu kosztuje urlop. Zasuwam w mieście, by potem cieszyć się urokami wiejskiego życia. I to wcale nie blisko oceanu, tylko w małej wiosce, gdzie w słońcu dojrzewają pomidory, papryka i ciecierzyca. Ale tak, właśnie to jest dla mnie najpiękniejsze. 

Tadeusz Müller stara się być blisko swojej mamy. Magda Gessler zawsze z dumą opowiada o jego sukcesach. Widać, że bardzo się kochają

Tadeusz Muller ze swoją mamą, Magdą Gessler

Można powiedzieć, że Tadeusz to człowiek renesansu. Odnosi sukcesy nie tylko w branży gastronomicznej 

Tadeusz Muller, syn Magdy Gessler
East News

 

Więcej na temat Tadeusz Muller
Przeładuj

Izabela Janachowska niepozwoliłaby korzystać córce z aplikacji randkowych! Wedding plannerka jest bardzo nieufna!

zobacz 03:12