• chimera

A jednak skandal: Podwładna ujawnia SMSy od Durczoka, a redakcja przerywa milczenie

Kamil Durczok Wprost mobbing
Fot. ONS/Wprost

W miniony poniedziałek tygodnik "Wprost" doniósł o "białym proszku" znalezionym w wynajmowanym mieszkaniu, w którym bywał Kamil Durczok. Kontrowersyjny artykuł podzielił branżę głównie ze względu na zdjęcia prywatnych rzeczy znalezionych w walizce rzekomo należącej do szefa "Faktów TVN". O wiele więcej emocji wywołała zapowiedź drugiej części historii z dziennikarzem, tym razem w kontekście mobbingu i molestowania w pracy. Czy faktycznie jest się czego bać?

Zobacz: Internauci podważają autentyczność listu do Durczoka opublikowanego przez Wprost

Podobnie jak przy ostatniej publikacji, "Wprost" nie ujawnił żadnych nazwisk. W swoim artykule posłużył się opowieścią rzekomej byłej podwładnej Kamila Durczoka, która ze łzami w oczach opowiedziała traumatyczne historie z podtekstem seksualnym. Dowodem w całej sprawie mają być zacytowane SMSy oraz potwierdzenie ze strony kilku świadków.

Dziś, po kilku tygodniach badania sprawy, możemy już napisać, że przypadków molestowania i mobbingu dopuszczał się Kamil Durczok, szef "Faktów" - "Wprost" zajawia mocnym stwierdzeniem zeznania pani Magdaleny



Poniżej kilka cytatów kobiety:

Może to absurdalne, ale mnie się wydaje, że on jest wszechpotężny. Chociaż już nie pracuję w mediach, nadal się boję. (...) Wszystko zaczęło się w lutym 2010 r. W stacji pracowałam już prawie rok, byłam reasercherką. Mieliśmy wyjazd służbowy do Zakopanego, nocleg mieliśmy w jednym z hoteli. O trzeciej w nocy dostałam od Kamila SMS-a: "Wpadniesz?". Nie odpisałam.

Na drugi dzień udawał, że mnie nie widzi, więc ja też postanowiłam zapomnieć o całej sprawie. Ale po powrocie do Warszawy dostałam kolejnego SMS-a: "Cały czas się zastanawiam, dlaczego nie odpisałam w Zakopanem". Odpisałam: "Nie wchodzę w takie relacje z szefem. Nie spotykam się z tobą".

Pojawiły się kolejne SMS-y z propozycją spotkania. Nie odpisywałam. Wreszcie dostałam wiadomość: "Odpisz na tego cholernego SMS-a! Czy to takie trudne?!".

Był natarczywy. Nie wiedziałam co z tym zrobić. Rozmawiałam z psychologiem, doradził spokój i jasny przekaz: "nie". Bez emocji i histerii. Kiedy przychodził kolejny SMS od niego, płakałam. Ryczałam w prywatny telefon, ale na wiadomość odpisywałam rzeczowo i spokojnie. Że sobie nie życzę.



Po chwili spokoju i przerwy w aktywnym sms-owaniu, temat znów wrócił:

Pamiętam taką sobotę, kiedy dosłownie mnie bombardował wiadomościami. Widać było, że przestał się kontrolować: "Ile mam się o ciebie starać? Staram się już tyle czasu". "Gwarantuję ci pełną swobodę". Odpisywałam, że bardzo dziękuję, ale nie wchodzę w takie relacje z szefem. "Proszę, nie pisz". Na to on: "Tak czy nie?". Odpowiadałam: "Bardzo ci proszę, nie pisz do mnie. Ile razy mam powtarzać, że nie jestem zainteresowana? Stawiasz mnie w bardzo niezręcznej sytuacji. Nie wchodzę w takie relacje z szefem". Ja swoje, a on swoje, z uporem maniaka. Potem chyba poczuł, że przesadził. Napisał: "Przepraszam. Kasujemy wszystkie SMS-y".



Momentem kulminacyjnym dla całej sytuacji był wyjazd Magdaleny z redakcją i Kamilem Durczokiem do Szczyrku:


W Szczyrku był na mnie wyraźnie zły. "Zaczynasz jeździć na jednej łyżwie" - powiedział. Odebrałam to jako groźbę. W nocy znów zaczął do mnie pisać. Że mam wpaść do niego na wino. (...) Po powrocie ze Szczyrku dostałam SMS-a: "Teraz wszystko się zmieni". Zapytałam, co to znaczy. Nie odpisał.



Była reporterka "Faktów" przypomina także sytuację jaka miała miejsce po jednej z imprez:

To był czerwiec 2012 r. Kiedy impreza się skończyła, stałam przed budynkiem i dzwoniłam po taksówkę. Nie mogłam się nigdzie dodzwonić, a wtedy z imprezy wyszedł on. Też zaczął dzwonić po taksówkę. "Tek, kto się pierwszy dodzwoni, zamawia dwie, OK?" - zaproponowałam. Ożywił się. "Po co dwie? Blisko mieszkam, możemy pojechać jedną!". Wtedy chyba po raz pierwszy puściły mi nerwy. Krzyknęłam, że mogę go najwyżej z tej taksówki wyrzucić pod jego drzwiami. Od tego dnia zaczął się dla mnie koszmar. Nagle pojawiły się problemy w redakcji. Wszystko, co robiłam, było złe, klasyczny mobbing. Mówiłam coś do niego, a on udawał, że nie słyszy. Ustalałam coś, co dotyczyło programu, a on twierdził, że nic nie ustalaliśmy i że wszystkie moje propozycje są złe. (...) W pewnym momencie zaczęłam mieć lęki. Nie wiedziałam, z której strony dostanę. Przed dyżurami płakałam i wymiotowałam z nerwów.



Odejście Magdaleny:

Pewnego dnia Kamil wezwał mnie do siebie. Powiedział: "Widzę, że nie jesteś zadowolona. Odejdź z pracy". Odpowiedziałam, że nie chcę. Swoją pracę kocham, nie podoba mi się tylko to, jak mnie traktują. Ostrzegł: "Lepiej odejdź sama". (...) Negocjowałam z Kamilem jeszcze przy jednym pracowniku. Chodziło mi już tylko o to, żeby zapewnić sobie w miarę komfortowe warunki, tak żeby z dnia na dzień nie zostać na bruku i mieć czas na szukanie nowej pracy. Kamil proponował, żebym dobrowolnie zrezygnowała z etatu, wróciła do funkcji asystentki, a on ewentualnie pomoże mi znaleźć dodatkowe zajęcie producenckie przy innych programach. Stanęło na wydłużonym okresie wypowiedzenia, bez świadczenia pracy. Formalnie przygodę z telewizją zakończyłam w styczniu 2013 r.



Głos w aferze zabrały także osoby na co dzień współpracujące z Durczokiem. Ze względu na charakter oskarżeń wolą pozostać anonimowe:

Potrafił zatrzymać się przy biurku młodziutkiej reasercherki, która przyszła do pracy miesiąc temu. Teoretycznie jako szef miałby prawo nie wiedzieć, jak się ta dziewczyna nazywa. A Kamil podchodził, siadał na biurko, zagadywał, żartował. Komplementował. Często zapraszał do gabinetu - mówi były pracownik TVN.


Wybuchał, przeklinał, wyzywał od debili. Przed programem odsłuchiwał zmontowane już materiały i nagle rzucał słuchawkami o stół krzycząc, że wszystko jest do dupy. Kiedyś z tych nerwów połamał słuchawki. U Kamila poziom chamstwa i wulgarności przekraczał wszelkie granice - kwituje dziennikarka TVN



Obecnie sprawę mobbingu i molestowania w stacji bada powołana w tym celu komisja składająca się z wewnętrznych i zewnętrznych ekspertów w celu zweryfikowania informacji na temat mobbingu i molestowania w stacji. "Wprost" nieoficjalnie dowiedziało się, że na czele komisji stoi Agnieszka Trysła, szefowa działu HR w TVN.

Zobacz: Dlaczego TVN24 nie komentuje afery z Durczokiem? Chodzi o znajomość?





 

Plebiscyt Party
Może Cię również zainteresować:

Kamil Durczok: "Moi koledzy zastanawiali się czy to nie o nich". Do kogo z TVN-u dziennikarz ma żal?

Źródło: Patrycja Ceglińska, Krzysztof Plona

Najczęściej czytane

 

Nasze akcje

Konkursy

Top Video

Top Galerie

Najczęściej czytane porady

Nasze akcje