Weronika Rosati pierwszy raz o rozstaniu z Adamczykiem! Rozpoczyna nowy etap

Weronika Rosati w wywaidzie dla Vivy,  Viva z Rosati, Rosati rozstała się z Adamczykiem
Fot. Viva!
Weronika Rosati przyznaje, że ma w sobie dużo cierpliwości i wytrwałości. Jednakże ostatnio czegoś jej brakowało. Wróciła na swój tor, afirmuje życie z samą sobą i stara się nie wymagać od siebie aż tak wiele. O co zapytała ją Aleksandra Kwaśniewska?

Ostatnio rozmawiałyśmy ze sobą dwa lata temu. Opowiadałaś z entuzjazmem o dzieleniu czasu między dwa kontynenty i rozkręcającej się z impetem karierze aktorskiej. Dużo się przez te dwa lata zmieniło?

Weronika Rosati: Entuzjazm we mnie pozostał, natomiast ostatnie dwa lata z przyczyn ode mnie niezależnych były pewnego rodzaju zawieszeniem. Głównie przez to, że parę miesięcy po naszej rozmowie miałam wypadek samochodowy i doznałam skomplikowanego urazu stopy. Przez ostatnie półtora roku musiałam przejść pięć operacji i do tej pory muszę mieć co najmniej co drugi dzień rehabilitację. Tak naprawdę moje życie przez te dwa lata nie było wypełnione karierą i zawodowymi wyzwaniami, jak bym oczywiście tego chciała, tylko wyłącznie walką o powrót do zdrowia. Paradoksalnie nigdy nie było tylu przekłamań prasowych. To były dwa lata medialnego ciągu artykułów o moim zdrowiu i życiu prywatnym. Uraz był na tyle poważny, że przez pierwsze siedem, osiem miesięcy byłam o kulach, co uniemożliwiło mi jakąkolwiek pracę na planie. Miałam duże szczęście, że grałam gościnnie w "Piątym stadionie", gdzie rozpisali mi rolę tak, że jako barmanka siedziałam za barem. Ale dla aktora bycie niemobilnym, dosłownie uziemionym w jednym miejscu, bez możliwości ruchu, bez możliwości gry ciałem jest
męczarnią. Miałam zabrane narzędzie pracy.

Byłaś zdeterminowana, żeby mimo wszystko szukać propozycji, w których uda Ci się tę niedyspozycję ominąć?

Weronika Rosati: Byłam bardzo zdeterminowana, żeby dojść do zdrowia. Nie myślałam o pracy, bo musiałam przez pierwszych dziewięć miesięcy leżeć z tą nogą w górze, żeby się zagoiła. Nawet jeżeli jakieś propozycje się pojawiały, nie mogłam ich zaakceptować. Bardzo dużo rzeczy mi przepadło, były to role i w Stanach, i w Polsce. W listopadzie, dwa miesiące po wypadku, nagrałam casting i wybrano mnie do roli. Zdjęcia miały być w lutym, a był to amerykański serial z Sharon Stone. Postać, którą miałam zagrać, była tajną agentką, która ma supersprawność fizyczną i zna sztuki walki. I ja byłam święcie przekonana, że za trzy miesiące te sztuki walki będę mogła zacząć trenować bez problemu. Okazało się, że w lutym nie tylko nadal jestem w gipsie i o kulach, ale jeszcze ciągnęło się to do kwietnia. W międzyczasie dostałam propozycję od Agnieszki Holland, która nie wiedziała, że jestem w takim stanie, żeby dwa miesiące później zagrać epizod w "Dziecku Rosemary".

W amerykańskim serialu.

Weronika Rosati: Tak, w serialu stacji telewizyjnej NBC. Znów byłam przekonana, że za dwa miesiące to już powinnam chodzić idealnie. Miałam ogromne wsparcie lekarskie i najbliższych, którzy nie pozwolili mi wątpić, że będę zdrowa. Gdy powiedziałam mojej rehabilitantce o tym projekcie i jak bardzo chciałabym móc być sprawną do daty kręcenia, zbladła, ale powiedziała: "Okej, zrobimy wszystko, żeby tak mogło być". Pracowałyśmy codziennie, ale niestety, na trzy dni przed zdjęciami okazało się, że każdy krok bez kul sprawia mi nieprawdopodobny ból. Już nie mówiąc o tym, że po tylu miesiącach w gipsie zanikły mi mięśnie. Nie wiedziałam, co zrobić w tej sytuacji, byłam tym stanem bardzo rozgoryczona. Porozmawiałam z Agnieszką i zachowała się fenomenalnie, ponieważ tak wszystko ustawiła, żebym robiła ewentualnie po dwa kroki. To był jedyny dzień po tych dziewięciu miesiącach, kiedy chodziłam bez kul. Wracając samolotem do Warszawy następnego dnia, płakałam z bólu. Nogę miałam spuchniętą jak balon i musiałam wrócić do kul na jakiś czas.

Warto było?

Weronika Rosati: Zdecydowanie. Zdaje się, że niektóre media złośliwie wytykały mi, że moje kwestie były wycięte z serialu i że pokładałam w nim wielkie nadzieje na karierę, ale jest to po prostu śmieszne. Nie pokładam w żadnej roli wielkich nadziei, ponieważ zagrałam w różnych bardzo ciekawych projektach mniejsze i większe role i wiem, że tak naprawdę w moim przypadku dalszy ciąg kariery w najmniejszym stopniu jest od tego zależny. To jest kwestia szczęścia i uważam, że nie jest to tak, że jedna rola może zdefiniować całą karierę. Poza tym propozycja dotyczyła epizodu, a nie głównej roli! Wiadomo było, że będzie to mała rola, ale ja po prostu cieszyłam się, że mogę wrócić do pracy. Te dwa miesiące oczekiwania na to sprawiły, że ostro się zmobilizowałam i przeszłam bardzo daleką drogę, i fizycznie, i psychicznie. Dlatego jestem Agnieszce wdzięczna, że dała mi tę szansę i była tak wyrozumiała. Poza tym super było z nią znowu pracować. Zresztą, paradoksalnie, to był pierwszy raz, kiedy w ogóle moja rola została okrojona z filmu.

Może Cię również zainteresować:

Gwyneth Paltrow, Angelina Jolie, Rosanna Arquette były ofiarami Harveya Weinsteina? Wszystko o seksaferze w Hollywood!

Źródło: Ania Robak, Gary Muvaut

Najczęściej czytane

Konkursy

Polecamy

Top Video

Top Galerie

Najczęściej czytane porady