Miała być aktorką, jest trenerką. Z czym walczy i o czym marzy Anna Lewandowska?

Viva 18/2015
Fot. Viva!

Ma wdzięk nastolatki. Kiedy wchodzi do redakcji, filigranowa, z rozbrajającym uśmiechem i wysoko zawiązaną kitką, myślisz, że ma góra 15 lat. Ale kiedy zaczyna mówić, już wiesz, że masz przed sobą
fighterkę. Mówi szybko i precyzyjnie. Jakby zadawała ciosy karate.

 Jak było na obozie?

Anna Lewandowska: Cudownie. Jeszcze nie mogę dojść do siebie. To był jeden z najfajniejszych obozów, jaki organizowałam dotychczas, a odbyły się już cztery. Sto osób, pozytywnych osób, pozytywna energia. Jestem zachwycona!

Uczestniczki to pewnie Twoje fanki. Znają Ciebie, Twoją książkę...

Anna Lewandowska: Właśnie nie! Wiele przyjeżdża przypadkiem, bo usłyszały o obozie od koleżanki albo mąż zrobił im prezent. To są młode mamy, starsze mamy z córkami, studentki,
nauczycielki, pani adwokat, pani doktor. I w różnym wieku – od 16 do 60 lat. Jestem zaskoczona zaangażowaniem tych kobiet, bo treningi, które prowadzę, nie są lekkie. Każda z nich zmaga się ze swoimi "schodami", niedoskonałościami. Tak naprawdę trzeba im uzmysłowić, że jedyne ograniczenia są w głowie.

Jak to się dzieje, że kobiety, które właściwie mogłyby być Twoimi mamami, mają do Ciebie takie zaufanie?

Anna Lewandowska: O to trzeba byłoby zapytać już same panie. Przychodziły często do mnie ze swoimi problemami i chciały po prostu porozmawiać. Mówiły, że czują we mnie ciepło i że daję im siłę, żeby ćwiczyć. To bardzo budujące. Na koniec obozu dziękowały mi, że zmieniłam ich życie. Mówiłam: "Dziewczyny, idźcie stąd, bo się popłaczę, a przecież ja nie płaczę". No i się poryczałam.

Dlaczego nie płaczesz?

Anna Lewandowska: Ja jestem twardą fighterką! Nie będę się rozczulać (śmiech).

Zmienić komuś życie to jest wielka moc. Może się od tego przewrócić w głowie. Nie boisz się, że "odbije Ci palma"?

Anna Lewandowska: To jest moc, ale też duża odpowiedzialność. Przede wszystkim muszę pokazać, że jestem profesjonalna, nie zrobię nikomu krzywdy, tylko mogę pomóc. Na tym się skupiam. Jestem sportowcem z krwi i kości. Zawsze nam wpajano, że chociaż dziś jesteś mistrzem, to wracasz i trenujesz dalej, bo za pół roku są następne zawody. Nie ma spoczywania na laurach.

Ale umiesz się cieszyć z sukcesów. Oboje z mężem odnosicie ich mnóstwo. Właściwie – same sukcesy.

Anna Lewandowska: My bardzo szanujemy życie i szanujemy to, co nas spotkało. Często rozmawiamy z Robertem o tym, że trzeba zawsze pamiętać o swoich początkach. Dzisiaj byliśmy na obiedzie. Dowiedziałam się właśnie, że moja płyta jest na pierwszym miejscu w EMPiK-u i mówię: "Popatrz, to taki kolejny mały sukces". Robert na to: "Jestem bardzo z ciebie dumny!". Wciąż umiemy się cieszyć ze wszystkiego, co udaje nam się osiągnąć, ale też zawsze pamiętamy o tym, że trzeba mocno stąpać po ziemi. Nikomu tu nie odbiła palma. Wiemy, że wciąż trzeba iść dalej.
Viva!

Zobacz też:

Polub nas na FB
Może Cię również zainteresować:

Wybraliśmy nasze ulubione ciążowe stylizacje Ani Lewandowskiej! Która najlepsza?

Źródło: Instagram

Najczęściej czytane

Polecamy

Top Video

Top Galerie

Najczęściej czytane porady