czytasz teraz: Agnieszka i Piotr Woźniakowie -Starakowie w podróży poślubnej...

następny artykuł Rolnik szuka żony: Grzesiek każe ciężko...

Maryla Rodowicz i Katarzyna Jasińska. Szalona matka i zbuntowana córka!

Fot. Viva!

Nie ma lekko. Matka-artystka i niepokorna córka. To nie może być prosta historia. Obie uparte i bardzo zdeterminowane. I tak bardzo podobne!

Trudna matka, trudna córka?

Maryla Rodowicz: Kasia mieszka w Krakowie. Nie widujemy się więc codziennie. I może dlatego jest łatwiej.
Katarzyna Jasińska: Proporcjonalnie do odległości.
Maryla Rodowicz: Ale widujemy się, zwłaszcza na święta, to Kasia piecze dla nas ciasta, a ja mam tylko nadzieję, że połowa jej nie wyjdzie.
Katarzyna Jasińska: Lecz jak na złość wszystkie są doskonałe (śmiech). W tym domu gotuje się jak dla wojska, sześć osób przy stole, więc musi być co najmniej sześć ciast.
Maryla Rodowicz: Ostatnio sernik został pochłonięty jeszcze przed świętami.

Nie martwiłabym się tym talentem. W zasięgu ręki masz drugi zawód.

Maryla Rodowicz: Wszyscy mnie namawiają, żebym została cukiernikiem.
Maryla Rodowicz: Tak, bo Kasia piecze codziennie, i to bardzo skomplikowane wyroby. Kiedy twój brat Jasiek będzie otwierał w sierpniu kawiarnię i bar w Krakowie, będziesz dostarczać im swoje ciasta.
Katarzyna Jasińska: Razem z kubkami: "Wszystko z kocią sierścią smakuje lepiej". Mam taki kubek.

A masz kota?

Katarzyna Jasińska: Trzy.
Maryla Rodowicz: Kiedy moja mama zapytała, ile Kasia ma kotów, bo nigdy nie pamięta i powiedziałam, że trzy, tylko machnęła ręką, co miało znaczyć: No tak, stara panna.  

To staroświeckie określenie. Nie przejmujcie się. Chciałabym porozmawiać o dojrzewaniu do bycia matką i do bycia córką – to temat zawsze aktualny.

Katarzyna Jasińska: To nas nie dotyczy, wszystko jeszcze przed nami.

Ale mama wiele z Tobą przeszła?

Katarzyna Jasińska: Tak jak ja z mamą.
Maryla Rodowicz: No wiesz?! Co ty ze mną przeszłaś? Ja taka tolerancyjna...
Katarzyna Jasińska: Nie rozmawiajmy w ten sposób, bo to się źle skończy.
Maryla Rodowicz: No coś ty! Może przypomnieć ci kilka faktów? Na przykład pojechaliśmy do Dubaju. Uparłaś się, że zaliczysz kurs nurkowania na jakimś basenie, do którego trzeba było dojechać taksówką.
Katarzyna Jasińska: Było zupełnie inaczej. Najpierw odbywało się to w basenie u nas w hotelu. Dopiero potem na zajęcia teoretyczne jeździłam do centrum Dubaju, stamtąd zawozili nas do portu i nurkowaliśmy z łodzi w morzu.
Maryla Rodowicz: Czternastoletnia dziewczyna, blondynka, codziennie wsiada z Arabem do taksówki i jeździ do miasta. Oczywiście, że się buntowałam. Ale i dla Kasi nie ma czegoś takiego jak zakazy. Kiedy powie: "jadę" lub "idę", to jedzie lub idzie. Kiedy jeździła do Buffo w Warszawie, bo była fanką teatru, codziennie korzystała z taksówki tam i z powrotem. A wracała późno.
Katarzyna Jasińska: Nie miałam wyznaczonej godziny powrotu. Mówiłam na przykład, że wrócę rano. Chociaż ty żądałaś: "Wróć o dziesiątej".


Maryla Rodowicz: A co ty tam robiłaś pod tym teatrem? Przypalałaś marihuanę?
Katarzyna Jasińska: Bez przesady, nie narkotyzowałam się tak, jak całe moje pokolenie, a marihuany nie przypalam, bo mi szkodzi. Niestety.
Maryla Rodowicz: Naprawdę? A miałaś ją w kieszeni.
Katarzyna Jasińska: Sprawdzałaś mi kieszenie? No wiesz!  

Muszę wziąć Kasię w obronę. Nie była taka zła, skoro nie popadła w żaden nałóg?

Maryla Rodowicz: Nie mówię, że była zła, tylko trudna. Opuszczała lekcje albo szła na angielski i nigdy tam nie docierała, tylko spotykała się z klubem motocyklowym. Co cię w nich pociągało?
Katarzyna Jasińska: Miałam swoich kumpli, braci, moją rodzinę. I też jeździłam na motorze.
Maryla Rodowicz: Jakiś motor przyprowadziłaś do domu, WFM-kę chyba?
Katarzyna Jasińska: Najpierw miałam WSK-ę, a potem MZ-tkę.
Maryla Rodowicz: Zaczęła je rozbierać i składać. I w dodatku nie miała prawa jazdy.
Katarzyna Jasińska: Ale szkołę zaliczałam, na szczęście nie przeszkadzała mi się rozwijać.
Maryla Rodowicz: I równolegle zaczęłaś się fascynować końmi na wakacjach, u ojca na Mazurach.

Mnie zaniepokoiła Kasi historia internetowa.

Maryla Rodowicz: To było rok przed maturą. Kasia popadła w nałóg i romans internetowy. Rano nie chciała iść do szkoły, mówiła, że boli ją głowa. Pomyślałam: Dlaczego? W końcu weszłam o czwartej nad ranem do jej pokoju, a tam otwarty komputer, a ona klika w najlepsze. Zabrałam kabel. A następnej nocy ona zabrała klatkę z białym królikiem i pojechała pociągiem do Wrocławia. Nigdy w życiu tego chłopaka wcześniej nie widziała ani w życiu nie była we Wrocławiu. Na miejscu okazało się, że on w domu razem z ojcem reperuje telewizory.

Nie zakochałaś się w tym chłopaku?

Katarzyna Jasińska: Wydawał mi się całkiem w porządku.
Maryla Rodowicz: Siedziałaś tam dwa miesiące, sama przez cały dzień, bo on naprawiał te telewizory.
Katarzyna Jasińska: Czy musimy wchodzić w takie szczegóły?
Maryla Rodowicz: W końcu powiedziałaś ojcu, gdzie jesteś. Pojechaliśmy więc z Krzysztofem do Wrocławia, zgodziłaś się zamieszkać z ojcem w Krakowie. Do mnie już nie wróciłaś. Ojciec znalazł dla niej szkołę, gdzie bardzo dobrze zdała maturę, na same szóstki. A potem złożyła papiery na Uniwersytet Jagielloński, gdzie przyjęli ją bez egzaminu, i zdała egzamin wstępny na Akademię Rolniczą z drugą lokatą.
Katarzyna Jasińska: Mama chciała, żebym studiowała w akademii sztuk pięknych.
Maryla Rodowicz: Bo masz talent plastyczny, a zaczęłaś studiować hodowlę zwierząt. Ale chyba się zraziłaś, bo tam za dużo było o gatunkach gleby i nawożeniu i trzeba była projektować kurniki.
Katarzyna Jasińska: Zraził mnie po prostu niski poziom wykładowców. Bardzo chętnie zobaczę, jak to wydrukujecie. Teraz czeka mnie nowa przygoda ze szkolnictwem wyższym. Zaproponowano mi pracę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Będę prowadziła zajęcia dla studentów czwartego i piątego roku psychologii, zrobię wszystko, by moi studenci nie czuli się tak, jak ja kiedyś.
Maryla Rodowicz: Kasia ma dużą wiedzę w wielu dziedzinach. Ja na przykład podziwiam ją za to, co wie o życiu zwierząt podwodnych. Zwłaszcza o węgorzach.
Katarzyna Jasińska: Bo węgorze akurat mnie interesują, a kiedy coś mnie interesuje, zagłębiam się w temat. Ale kiedy mnie nie interesuje, nie czytam o tym wcale. Dlatego od 15 lat nie oglądam telewizji.

Bez telewizji jest na pewno spokojniej.

Katarzyna Jasińska: Jest bardzo dobrze. Nie jestem w stanie usiedzieć długo u mamy, gdzie telewizor jest włączony przez cały dzień, a centrum domu to kanapa i odbiornik. Oglądają wszystkie turnieje tenisowe i rozmowy polityczne. To nie do z niesienia. U mnie centralnym punktem domu jest kuchnia, kiedy ktoś przychodzi, gadamy w kuchni, ja piekę ciasta, a koty siedzą na kolanach.
Maryla Rodowicz: A ja lubię polityczne rozmowy.
Katarzyna Jasińska: Dla mnie to sami oszuści.

Wybaczcie, ale moim zdaniem jesteście bardzo do siebie podobne. Żadna drugiej nie ustąpi.

Maryla Rodowicz: Jest jeszcze babcia, moja mama.
Katarzyna Jasińska: Też do nas bardzo podobna. Mój brat Jasiek mówi o nas, że jesteśmy identyczne, tylko że babcia jest demonem, mama trochę mniejszym demonem, a ja przy nich wychodzę na świętą.
Maryla Rodowicz: Akurat!
Katarzyna Jasińska: Z pokolenia na pokolenie ta moc słabnie.

Marylo, nie pamiętam, żebyś Ty była tak zbuntowana jak Kasia.

Maryla Rodowicz: Aż tak to nie. Moja babcia, czyli mama mojej mamy, mogłaby ci o mnie opowiedzieć, gdyby żyła. To ona się mną zajmowała, bo mama pracowała. Kiedyś chodziło się do pracy na siódmą rano. Mama była dekoratorem wystaw sklepowych, po pracy śpiewała w chórze PSS (Powszechna Spółdzielnia Spożywców), a w domu do nocy malowała ręcznie pocztówki świąteczne.
Katarzyna Jasińska: A niektórzy dzisiaj chodzą do pracy na czwartą rano, jak ja. Latem, kiedy jest gorąco, o ósmej muszę już mieć konie nakarmione, wyczyszczone, oporządzone.
Maryla Rodowicz: Rok temu, kiedy pracowałaś w stajni na wsi w Szwajcarii, musiałaś wstawiać codziennie o piątej rano. Żeby wyrzucić gnój spod tych koni, wywieźć go taczką, potem podłożyć świeże siano. Napoić, nakarmić. I na każdym koniu jeździć godzinę.
Katarzyna Jasińska: A było ich siedem, a zimą jeszcze dodatkowo młodzież do zajeżdżenia – razem 14. Cały dzień z głowy.
Maryla Rodowicz: Po roku takiej pracy wyrobiłaś sobie niesamowite mięśnie.
Katarzyna Jasińska: Myję zęby przed lustrem i patrzę, a na szyi mam straszną gulę, jakby mnie coś ugryzło. Podnoszę drugą rękę – tak samo. Zrobiło mi się karczycho jak u Haldkorowego Koksa.

Chyba zaimponowałaś tym swojej mamie?

Maryla Rodowicz: Zaimponowała, ale denerwowałam się, że nie dostaje pensji, siedzi w Szwajcarii, pracuje jak wyrobnica, a ja muszę ją utrzymywać. Kasia twierdzi, że dużo skorzystała, bo ten Szwajcar jest świetnym fachowcem, to najlepszy instruktor naturalnej metody pracy z końmi w Europie.  
Katarzyna Jasińska: Byłam u niego na terminie po prostu.
Maryla Rodowicz: Jak chłopiec u szewca.
 

Polub nas na FB
Może Cię również zainteresować:

Maryla Rodowicz była naga na scenie? Gwiazda wspomina swoją słynną stylizację! "Goła baba" WIDEO

Najczęściej czytane

Polecamy

Top Video

Top Galerie

Najczęściej czytane porady