Marta Manowska na planie Rolnik szuka żony Marta Manowska, Beta
Marta Manowska opowiedziała o programie "Senatorium miłości"
ONS

Prowadzony przez nią „Rolnik szuka żony” od pięciu lat jest hitem TVP. Teraz Marta Manowska mierzy się z kolejnym wyzwaniem: zaprosiła dwunastkę emerytów do „Sanatorium miłości”. Jak wspomina te trzy tygodnie? 

"Wierzę w miłość”, powtarza często Marta Manowską (34). I trudno jej się dziwić. Prezenterka od pięciu lat prowadzi „Rolnik szuka żony” i do dziś jest w kontakcie z parami, które dzięki programowi powstały. Teraz jej „telewizyjna rodzina” będzie jeszcze większa, bo Marta prowadzi nowość TVP – „Sanatorium miłości”. Dwanaście osób wyjeżdża do sanatorium Równica w Ustroniu, by przez trzy tygodnie poznawać się i korzystać z atrakcji przygotowanych przez producentów. Program ma przełamać stereotypowe postrzeganie emerytów – uczestnicy mają 60 lat i więcej, ale energii, pasji i odwagi może im pozazdrościć wielu młodszych widzów. TVP liczy, że „Sanatorium…” będzie hitem sezonu. Czy Marta też to czuje?

1/6
Marta Manowska na planie Rolnik szuka żony
Mat. prasowe

Pierwszy odcinek „Sanatorium miłości” obejrzało 3 mln 600 tys. widzów, drugi ponad 3 mln 700 tys. Sukces? 

Jestem bardzo zadowolona z tego wyniku. Pogram jest nowy, nie jest formatem, a do tego jego uczestnikami są osoby po sześćdziesiątce. Wysoka oglądalność zawsze cieszy, bo robimy go przecież dla widzów. Ale cieszy też to, że nasi seniorzy znaleźli w sanatorium przyjaciół, wrócili do domów uśmiechnięci, a sanatorium wspominają teraz z łezką w oku.

Zobacz także: Marta Manowska z "Rolnik szuka żony" pokazała się bez makijażu! A pod zdjęciem... awantura!

2/6
Marta Manowska, Beta
Instagram

Zobaczymy narodziny miłości? W końcu tytuł zobowiązuje…

Naszym celem nie było kojarzenie par. Zależało nam na przedstawieniu, jak uczestnicy, którzy poznali się przed drzwiami sanatorium w Ustroniu, przez trzy tygodnie nawiązują relacje towarzyskie. Pokazujemy, jak wymieniają się doświadczeniami, wspominają minione lata i wspólnie zastanawiają się nad swoim życiem. Ale również jak próbują nowych rzeczy, o których nigdy nie słyszeli lub na które nie mieli do tej pory czasu. Każdy z nich pokonuje jakieś swoje bariery. Program udowadnia, że jesień życia także może być atrakcyjna. Nie byliśmy, jak w „Rolniku…”, nastawieni na to, że powstaną pary, ale coś się zadziało. Wszyscy byliśmy tym zaskoczeni. Dlatego: tak, ten program jest też o miłości (śmiech).

Już w pierwszym odcinku widać, że i panie, i panowie są bardzo podekscytowani czekającym ich turnusem. 

Młodsi mają większe możliwości, by kogoś spotkać. Chodzą do klubów, zapisują się na portale randkowe, spotykają się w pracy. Starsze osoby mają takich okazji o wiele mniej. W sanatorium mogą poznać ludzi w swoim wieku i dobrze się bawić. Wierzę w ten program. Gdy dostałam propozycję, aby go poprowadzić, od razu się zgodziłam, a potem o niego walczyłam. Bo przedstawia ludzi, którzy z powodu „niepopularnego” wieku są mniej atrakcyjni. O nich się nie mówi, ich się nie pokazuje. A właśnie to z ich życiowych doświadczeń warto czerpać.

Bohaterowie „Sanatorium…” mają tych doświadczeń rzeczywiście sporo. Każdy robił coś ciekawego w życiu, każdy ma pasję: kolarstwo, szybowce, podróże, tańce. Jak znaleźliście takich wyrazistych emerytów? 

Zgłosili się na casting, do kilku dotarliśmy sami. Łączy ich jedno: to osoby samotne. Albo po rozwodach, albo po stracie bliskiej osoby. Wszyscy twierdzą, że nie chcą być w życiu sami, że chcą jeszcze znaleźć przyjaciela. Część z nich zaczęła przeżywać teraz drugą młodość, choć sami mówią o niej „pierwsza”. I będzie to widać w programie. Myślę, że wielu starszych widzów zobaczy w nich siebie. Kiedyś pracowali, mieli pasje, bawili się. Dlaczego teraz mają z tego rezygnować? A atrakcji w sanatorium było mnóstwo! Nasi seniorzy zaskoczyli nas siłą i wytrwałością. Jak się okazuje, nawzajem dawaliśmy sobie energię. Ci ludzie są kolorowi i pozytywni. To oni są siłą tego programu. 

3/6
ONS.pl

Przeżyli w Ustroniu jakieś ekstremalne przygody?

W każdym odcinku stawialiśmy przed nimi wyzwania. Biegali, pływali, ćwiczyli. Były atrakcje sanatoryjne, jak zabiegi czy dansingi, ale też te, które kojarzą się z młodym pokoleniem. Pokazywaliśmy emerytom, jak teraz wygląda świat randek. Ale wszystkich kart odkrywać nie będę.

Już po pierwszym odcinku internauci zaczęli oceniać uczestników. Oprócz pozytywnych komentarzy są też – jak zwykle – złośliwe i przykre. Na przykład Ryszard z Warszawy nie przypadł im do gustu. Nie boisz się, że takie uwagi mogą emerytów zaboleć?

Nie, bo to mądrzy ludzie. Z tym, co widzowie będą o nich pisać w Internecie, nic nie można już zrobić. Ale może z czasem, gdy zaczną tych bohaterów bliżej poznawać, zastanowią się, zanim coś napiszą? Poruszające są też rozmowy z bohaterami o ich trudnych przeżyciach. Oni mają za sobą straty, choroby, rozwody, niektórzy trudne dzieciństwo. W sanatorium się otwierają. Jedna pani przyjechała tam przygnieciona dużym bagażem życiowym, a opuszczała je roześmiana i szczęśliwa. Nie jest tak, że w starszym wieku jesteśmy skazani na samotność i siedzenie przed telewizorem. Mam nadzieję, że nasz program da emerytom motywację do tego, żeby wstać z kanap. 

A ty widzisz siebie za 30 lat w takim sanatorium?

Oczywiście, już teraz chętnie bym tam pojechała! Podczas nagrań nie miałam ani jednej wolnej minuty, by iść na jakiś zabieg. Za to wyniosłam coś innego. Mamy cały czas kontakt z uczestnikami, dzwonimy do siebie. Cieszę się, że moja „telewizyjna rodzina” ciągle się powiększa. 

 

 

4/6
East News

Właśnie, niebawem szósta edycja „Rolnik szuka żony”. Nie masz dość?

Nie, już myślę o nowych bohaterach. Jacy będą, co się wydarzy, wyobrażam sobie, co nas czeka. Przy każdej edycji jestem zaskoczona zachowaniem bohaterów, sposobem ich bycia, decyzjami. Nowy program, nowi ludzie – tak jest na pewno.

Czy „Rolnik…” cię zmienił? Czujesz, że po tych pięciu latach jesteś inna?

Stałam się jeszcze bardziej tolerancyjna. Trudno to opisać, ale ja chłonę od rolników dosłownie wszystko! Myślę, że tak miało być, że wiele rzeczy robiłam w życiu, by dojść tu, gdzie jestem, choć może na początku o tym nie marzyłam. Nadal chcę mieć program podróżniczy czy motoryzacyjny, ale czuję, że z „Sanatorium…”, tak jak z „Rolnikiem…”, jesteśmy sobie pisani.

Co jest twoim osobistym sukcesem, gdy myślisz teraz o „Rolniku…”?

To, że mogę być na ślubie Małgosi i Pawła z czwartej edycji, siedzą obok mnie Agnieszka z Robertem z drugiej edycji, ich synek Tomek trzyma mnie za rękę, tańczę z nim na parkiecie. To jest sukces! Powstało tyle związków, jest już tyle dzieci. I gdy przychodzą święta, a ja jestem zalana życzeniami od rolników, czy teraz sanatoryjnych bohaterów, czuję, że nie są to tylko „zwykłe” programy telewizyjne. 

5/6
Mat. prasowe

Nie wszyscy bohaterowie są zawsze pozytywnie odbierani. Na przykład Łukasz z ostatniej edycji trochę zwodził Paulinę. Co o nim sobie myślałaś?

Nie oceniałam jego postępowania. Nie mam w sobie takiej potrzeby i nie jestem w stanie wyjaśnić dlaczego. Bliskie mi osoby wiedzą, że ja nie oceniam ludzi, nie daję im rad, po prostu jestem.

Ale miałam wrażenie, że sama sugerowałaś mu, że powinien szybciej podziękować dziewczynie, skoro już w sercu wybrał kogoś innego.

Zadaję uczestnikom pytania, by mogli się zastanowić nad tym, co robią. Nie daję im odczuć, że jeśli postąpią tak, a nie inaczej, to będzie źle. Moja rola w tym programie polega na tym, by umożliwić im spojrzenie z szerszej perspektywy.

Gdyby Łukasz trochę się zastanowił, może uniknąłby hejtu? 

Nie myślę o tym w ten sposób, bo widocznie tak miało być. Łukasz jest dorosły. Na to, jak się zachował, miało wpływ wszystko, co do tamtej pory przeżył. Trzeba się zastanowić, co nim kierowało.

6/6
Marta Manowska
Mat. prasowe

Jednak wielu fanów programu jest rozczarowanych, że uczestnicy kontaktują się ze sobą przed nagraniami.

My nie mamy na to wpływu. Jedni się skontaktują, inni nie. Ludzie piszą, że zostały złamane zasady programu, ale ja zawsze powtarzam, że „Rolnik…” nie ma zasad. Było na przykład oburzenie na Karola, że zaprosił do siebie Jagodę. To jest jego życie i miał do tego prawo. Inni też mogli to zrobić, ale nie zrobili.

A jak ci się pracowało z Jessicą? Specjalnie wybraliście taką osobę, żeby się coś działo?

Jessica nie została przez nikogo wybrana, napisała list, który został zauważony przez Krzysztofa. W programie zaskoczyła nas wszystkich. Jest na pewno kolorowym ptakiem. Okazała się szczerą osobą i pozostała sobą. Często zdarza się, że jak ktoś wykracza poza kanon ogólnie akceptowanego zachowania czy wyglądu, to go hejtujemy. A ja życzę każdemu takiego luzu i autentyczności, jakie ma Jessica. Kiedy wyjechała od Krzyśka, powiedziała, że wraca do swojego Leszna, gdzie spotka mężczyznę swojego życia. Tego jej życzę.

Widzę, że choć edycja już zakończona, ci bohaterowie nadal są ci bliscy. Twoje życie kręci się wokół pracy?

Ostatnio tak. Teraz promuję „Sanatorium…”, ale już przygotowuję się do „Rolnika…”. I rzeczywiście doba zaczyna być za krótka. Teraz mam taki moment, że nie myślę o urlopie, wręcz mam apetyt na jeszcze więcej projektów! Czuję, że w moim życiu jest czas na wszystko. Na pracę, na miłość i rodzinę. Na szczęście wszystko dobrze jest poukładane.