Pomóżmy małej Alicji i jej mamie Katarzynie! Dziewczynka z wodogłowiem i padaczką pilnie potrzebuje pieniędzy na rehabilitację!

Pomóżmy małej Alicji i jej mamie Katarzynie! Dziewczynka z wodogłowiem i padaczką pilnie potrzebuje pieniędzy na rehabilitację!
Fot. Archiwum prywatne

- Trudno mi o tym rozmawiać, bo jak sobie przypomnę, że miałam wszystko: miłość, szczęśliwą rodzinę i dom, to głos zaczyna mi się łamać i wpadam w panikę, że sama, bez męża, nie dam rady – mówi Katarzyna Skrobek ze wsi Cekanów. Dziesięć lat temu lekarze zoperowali jej córeczce Alicji nowotwór mózgu. To jednak był dopiero początek dramatycznej walki o zdrowie dziewczynki!

 

Zobacz: Główne objawy nowotworów - jak wykryć raka?

 

POLECAMY: Zapytaliśmy się Grzeszczak o życie prywatne. Jej reakcja?! Musicie to zobaczyć! ;)

Źródło: Bartek Ufniarz

Historia Ali

Alicja urodziła się w październiku 2003 roku, dwa tygodnie przed planowanym terminem. Zdrowa i śliczna, z czarnymi włoskami na główce. Przez cztery lata rozwijała się dobrze, tylko czasami łapała infekcje, tak jak większość małych dzieci. A potem wszystko nagle się zmieniło! W lutym 2008 roku Ala miała wysoką gorączkę, zaczęła wymiotować i skarżyć się, że boli ją brzuch. Rodzice zawieźli ją więc do najbliższego szpitala w Piotrkowie. Mieli nadzieję, że to tylko silne zatrucie pokarmowe. Stamtąd jednak odesłano ich na oddział pediatryczny do szpitala w Bełchatowie, gdzie zrobiono Alicji tomografię komputerową. Po tym badaniu sprawy nabrały przyspieszenia.

"Nikt nam nie chciał niczego powiedzieć, błyskawicznie wysłano nas karetką prosto do Centrum Zdrowia Matki Polki do Łodzi" opowiada mama Alicji.


Dopiero tam Katarzyna i Tomasz Skrobek dowiedzieli się, że w mózgu ich córki znaleziono gigantyczny, ponad siedmiocentymetrowy guz. Początkowo żaden z lekarzy nie chciał podjąć się bardzo inwazyjnej
operacji usunięcia nowotworu. Ale po trzech dniach dziewczynka trafiła na stół operacyjny.


Mieliśmy nadzieję, że gdy się wybudzi ze śpiączki, wszystko wróci do normy, że stopniowo zacznie mówić i chodzić – wspomina.

 

Alicja na OIOM-ie spędziła miesiąc, walcząc o życie, potem przeniesiono ją na oddział
neurochirurgii, gdzie leżała kolejne pięć miesięcy, bo pojawiły się komplikacje – problemy z ciśnieniem
śródczaszkowym, wodogłowie i infekcje. Konieczne było wszczepienie Alicji za uchem zastawki komorowo-otrzewnowej, by odprowadzała nadmiar płynu mózgowo-rdzeniowego.

"Pracowałam jako kasjerka w sklepie, ale musiałam zrezygnować i zająć się Alą. Przez pół roku praktycznie mieszkałam w szpitalu w Łodzi. Rodzina trzy razy w tygodniu przywoziła mi posiłki i zabierała ubrania do prania. Nie wiem, jak ja to przetrwałam?! Chyba tylko dzięki modlitwie"  mówi Katarzyna.


Kolejne ciosy

Kiedy Alicja opuściła szpital, zaczęła się żmudna praca w ośrodkach i podczas specjalistycznych turnusów rehabilitacyjnych dla dzieci niepełnosprawnych. Iskierka nadziei pojawiła się w 2009 roku, kiedy po jednym z takich turnusów w Końskich Alicja pierwszy raz po operacji stanęła na nogach. Wtedy właśnie razem z mężem poczuli, że pomału wychodzą na prostą, i zdecydowali się na drugie dziecko. Filip urodził się w 2011 roku, dając rodzinie radość i nową energię. Kolejny cios przyszedł na początku zeszłego roku. Niespodziewanie umarł mąż Katarzyny. To był szok! Bo Tomasz był silnym mężczyzną, ostoją rodziny, to on utrzymywał dom, pracując w kraju i za granicą jako spawacz.

"Pamiętam ten straszny dzień. Weszłam rano do pokoju, a on leżał na kanapie i wyglądał, jakby spał. Nie pomogło moje reanimowanie ani sprawne działania ratowników",  wspomina.

Dziś została sama z dwójką dzieci. Starsza Alicja, niepełnosprawna ruchowo i intelektualnie, wymaga stałej opieki, leczenia i rehabilitacji.

"Śmierć taty nasiliła u Ali napady padaczki i mimowolne drżenie ręki. Najbardziej pomagają turnusy rehabilitacyjne, na które mnie nie stać. Straciłam już nadzieję, że Ala nauczy się pisać i czytać, ale liczę na to, że dzięki rehabilitacji kiedyś będzie mogła w miarę samodzielnie funkcjonować", dodaje Katarzyna.



Katarzyna jeszcze do niedawna myślała, że nie potrafi walczyć, wolała stać w cieniu męża. Dwa miesiące po śmierci Tomasza postanowiła jednak działać w imieniu swoich dzieci i napisała do Fundacji „Przyjaciółka” z prośbą o pomoc. I dziś znów ma nadzieję.

Pomożemy Alicji!


W tym roku ze środków otrzymanych przez fundację Przyjaciółka z 1 % podatku pomożemy Ali oraz innym chorym dzieciom wychowywanym w rodzinach zastępczych lub przez samotnych rodziców. Chcesz pomóc? Wpisz numer KRS 0000074781 do zeznania podatkowego.

 

Zobacz: Objawy raka żołądka. Co powinno cię zaniepokoić? 

 

Katarzyna Skrobek z dziećmi: Filipem i Alicją

Fot. Mat. prasowe

 

Katarzyna z córką

Fot. Mat. prasowe

Bierzesz udział w akcjach charytatywnych?

Najczęściej czytane

 

Nasze akcje

Top Video

Top Galerie

Najczęściej czytane porady