• Piotr Najsztub / Viva!

Karolina Korwin-Piotrowska: "Sorry, będę inna!"

Karolina Korwin-Piotrowska

– Pokaż mi język!
Karolina Korwin-Piotrowska:
...

– ...żadnych śladów pogryzień?! Myślałem, że cały będzie pogryziony po tym, jak nazwałaś Edytę Herbuś „lachonkiem”.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Sama bym chciała, żeby mnie ktoś nazwał „lachonkiem”, a nie te lata.

– Szczerze mówiąc, w moim kręgu 48-latków to określenie...
Karolina Korwin-Piotrowska:
A w moim kręgu, o 10 lat młodszym, to takie zabawne określenie zastępcze dla „fajna dupa”. Nie znam żadnego pejoratywnego znaczenia słowa „lachonek”. Dopiero jak go użyłam, to poznałam.

– Nie wiedziałaś, że kierowcy ciężarówek, a za nimi inni mówią o przydrożnych prostytutkach „lachociągi”?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Nie.

– Czyli „lachonek” to piękność...
Karolina Korwin-Piotrowska:
Tak, bo ona staje się taką rasową „beauty” na naszych oczach. Jakby tak każda dziewczyna się zmieniała, to ja bym nie miała roboty.

– Myślę, że flekowałabyś nawet te wypiękniałe.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Nie, jak jest coś piękne, to się zachwycam.

– To czym się zachwycasz?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Ostatnie zachwyty są związane z programem „Top model”, gdzie jestem jurorką. Dochodzę do wniosku, że nic o życiu nie wiedziałam.

– Tyle lat trułaś z zadęciem właściwym autorytetom, a teraz się przyznajesz, że nic nie wiedziałaś o życiu?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Dowiaduję się nowych rzeczy, na przykład tego, że gdybym dzisiaj chciała startować w zawodzie, to nie wiem, czybym miała tyle odwagi.

– Ale w jakim zawodzie?
Karolina Korwin-Piotrowska:
W zawodzie bycia osobą publiczną. Dziewczyny, które przychodzą do tego programu, są niewiarygodne! Siedzę z nimi 16 godzin na planie i dowiaduję się, że bez pójścia do telewizji ona „nigdy nie zaistnieje”...

– To choroba, a Ty ją podziwiasz?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Podziwiam tę odwagę, że one bezpardonowo walczą o życie.

– To jest chorobliwa determinacja.
Karolina Korwin-Piotrowska:
A może marzenia? Cenię, jak mówią: „Chcę zarabiać pieniądze, a ten program może mi dać pieniądze”. Nie trują mi o sztuce, o powołaniu. Mówią: „Wiem, że jak będę dobra, zepnę się i odchudzę na maksa”...

– I przebudzą się po trzydziestce i powiedzą: „Kurcze, gdzie jest to całe życie?!”.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Mówimy im, że to megabrutalny świat, bezwzględny w mówieniu ludziom, jacy są beznadziejni, że jesteś tyle wart, na ile dobrze wyglądasz.

– Smutne.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Tak, to dla mnie szok. Wchodzę teraz w inną orbitę, jestem wśród ludzi, dla których to, że nie masz torebki za równowartość dziesięciu pensji, oznacza, że jesteś niżej. A nie daj Bóg, nie masz rozmiaru zero, to generalnie jesteś tłusta, a tu ci dynda. Mój język „Magla” jest po prostu kaszką z mleczkiem.

– Może to współczesna forma rasizmu?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Raczej segregacji. Ten język poniża te dziewczyny. Słyszą: „Jesteś gruba, masz cellulit, coś z nosem”... A mnie się one wydają śliczne...

– I to nazywam segregacją. Dziadek, współzałożyciel i współwłaściciel Polskiego Radia, przewraca się w grobie, że bierzesz udział w poniżaniu ludzi.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Nie biorę udziału w poniżaniu ludzi. Zareagowałam jak każdy normalny człowiek...

– Powiedziałaś „stop”?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Raczej: „Sorry, będę inna”. Jest podział jury na kobiety, na Magdę Mielcarz i mnie, i na fotografów: Tyszkę i Wolańskiego, bo oni są „fashion”. My patrzymy na nie i mówimy: „Jesteś super, my cię chcemy, bo jesteś fajną osobowością”. A oni patrzą na coś zupełnie innego...

– Na kobiety jako dobrze oświecone przedmioty.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Tak, tylko co innego jest wiedzieć, że ktoś tak myśli, a co innego słyszeć i widzieć to na żywo.

– A kto jest Hitlerem w tym świecie segregacji, głównym ideologiem?
Karolina Korwin-Piotrowska:
W Polsce szefowe działów mody w magazynach. Niektórzy ich nienawidzą, ale wiedzą, że muszą im lizać tyłki, bo jak nie, to nie zrobią sesji. Na świecie główny Hitler to Anna Wintour i Karl Lagerfeld, który dla tych ludzi jest bogiem, bo wymyślił, że kobieta musi mieć rozmiar zero. I sekundują mu tacy ludzie, jak szefowa amerykańskiego „Vogue’a”, Wintour. A on ma gdzieś modelki, które mają trochę więcej. Jego nie interesuje, czy ona sobie weźmie tonę środków przeczyszczających i będzie jadła tylko sałatę i umrze – on ma mieć swój kanon piękna.

– To dlaczego nie ma za nim listu gończego?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Też się nad tym zastanawiam.

– W wywiadach chętnie używasz określenia „niunie”. Dziewczyny, o których opowiadasz, to niunie?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Nie, jeszcze nie.

– A niunia to jest kto?
Karolina Korwin-Piotrowska: To taka dziewczynka, która była już na paru bankietach i nawet zobaczyła swoje zdjęcie w kronice towarzyskiej, z kimś się napiła, był jakiś epizodzik, w jakimś programie coś zrobiła i ktoś jej powiedział: „Jak znasz tę inną niunię, to zrób z nią wywiad”. I niunia w tym momencie z drugą niunią próbuje udowodnić, że potrafi zrobić wywiad do gazety, co słabo wychodzi...

– A gazety to i tak drukują.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Oczywiście, bo mają niejedną niunię. Albo niunię i niunia, i oni sobie siedzą, i coś tam sobie plotą, czasem zrobią jakąś sesję i jest słodko. Jest sporo takich niuń na polskim rynku. Tylko niech niunia, która jest zawodowo nieprzygotowana, nie mówi, że jest wyznacznikiem czegokolwiek!

– Herbuś jest niunią?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Teraz aspiruje wyżej.

– Przez fakt bycia partnerką reżysera Trelińskiego?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Mamy związek, przez niektórych nazywany mezaliansem, przeze mnie nie. Ona chyba jako jedna z niewielu dziewczyn z „Tańca z gwiazdami”, które stały się z dnia na dzień totalnymi celebrytkami, zaczęła rozumieć, że to jest na chwilę i że jeżeli sobie czegoś nie wymyśli, to zaginie. Jej wypady w kierunku aktorstwa są dowodem, że próbowała. Na razie rzeczywiście pracuje i to jest godne szacunku, a z drugiej strony ma związek z kimś, kto do tej pory kojarzył się z kulturą wysoką. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

– Może dziecko, które będzie połączeniem tych dwóch cudownie odległych światów?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Byleby nie było potem sesji w gazecie: „My i nasze cudowne baby”.

– Dlaczego?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Sprzedawanie dzieci jest karygodne.

– Dlaczego? To dzieciom nic nie robi.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Mam zawsze dziwne uczucie, kiedy widzę sesję znanych ludzi, którzy pokazują swoje świeżo narodzone dzieci. Myślę sobie, że to dziecko jest protezą rodziców, ich powodem do zaistnienia w mediach. I snują opowieść o tym, czy było poczęte w Lourdes, czy jedli ostrygi, a może marchewkę, i opowieści o tym...

– To są zwykłe baśnie z tysiąca i jednej faktury VAT, w takich żyjemy czasach.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Tak, tylko intymność tego dziecka trzeba zachować.

– Więc dzieci nie... A chora matka?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Miałam chorą matkę i wiem, że żadna normalna chora osoba – a mówię ci to jako ktoś, kto przez 21 lat opiekował się kimś bardzo chorym – nie za bardzo lubi być na widelcu. Proponowano mi sesję z moją mamą.

– No i?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Absolutnie nie.

– Może byś jej pomogła w ten sposób, tchnęłabyś trochę życia?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Ona powiedziała, że nie chce, i to było jej prawo jako kobiety, która była kiedyś piękna, a potem na skutek choroby już nie była piękna i czuła się źle. Ale nie zapomnę, jak mama płakała, kiedy zobaczyła w telewizji łysego Durczoka i jak mi opowiadała, co się działo w hospicjum, gdzie on stał się wtedy bogiem. Zadzwoniła, płacząc, że jest szczęśliwa i teraz sobie pomyślała, że ona może jednak nie umrze w tym roku...

– Jednak udało Ci się powstrzymać łzy. Zagadujesz łzy?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Sześć lat temu jeszcze bym nie powstrzymała, teraz jest lepiej.

– Zagadujesz?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Tak, przez szacunek dla mojej intymności i moich rodziców.

– Jesteś człowiekiem, dla którego świat jest wtedy, kiedy się mówi?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Nie, bardzo lubię ciszę. Potrafię przez dwa dni nic nie powiedzieć, milczeć i słyszę moje myśli.

– A do swoich zwierząt mówisz?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Oczywiście.

– Po co?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Bo to są członkowie mojej rodziny.

– Ale nie rozumieją.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Wierzę, że rozumieją. Jak zeżarły mi kolejną kanapę, to musiała być perora: „Co prawda kanapa kosztowała tylko 290, ale ileż można!”.

– Czyli bywasz też groteskowa.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Tak i bardzo lubię swoją groteskowość. Jestem komiczną postacią. Każdy z nas ma w sobie duży element komizmu, a ja na przykład jako dziecko strasznie konfabulowałam. Jak mi matka czasami opowiadała historie z dzieciństwa... Boże, że ona mnie nie zabiła wtedy, to cud! Ale jako dziecku, które może umrzeć za chwilę, na więcej mi pozwalano.

– Na co byłaś chora?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Kiedy miałam trzy miesiące, moi rodzice się dowiedzieli, że mam inną budowę serca niż inni ludzie, a to były takie lata, że usłyszeli hasło: „Niech się państwo nie przyzwyczajają”. No, ale potem profesor Religa mi powiedział: „Cuda się zdarzają”.

– Czyli jesteś wynikiem cudu. Czy Ci to nie przewraca w głowie?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Nie... nabrałam pokory. Dzieci, które spędzają dużo czasu w szpitalu, trochę inaczej dojrzewają, bardzo wcześnie włączają się emocje zarezerwowane dla świata dorosłych. A kiedy leżysz na takich oddziałach, jak ja leżałam, gdzie dzieci głównie umierały, to trudno, żeby się potem w głowie przewróciło.

– Co się dzieje z człowiekiem, który jako dziecko przestaje wierzyć w nieśmiertelność?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Włącza luz.

– Czyli jesteś po prostu taka panna z opóźnionym zapłonem?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Parę lat temu w sylwestra miałam olśnienie. Pomyślałam: Kurcze, mogłam skończyć gdzie indziej, mogłam być w rynsztoku, mogłam się załamać pięćset tysięcy razy, a mi się udało, więc jestem super.

– A miałaś ciężkie przejścia z miłością?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Miałam.

– Wyszłaś obronną ręką?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Z tego się nigdy nie wychodzi obronną ręką, ja się rozpadłam na atomy i musiałam się poskładać.

– Czym się zlepiałaś?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Hardością.

– Trochę alkoholu?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Nie.

– Słodyczy?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Nie, weszłam w pracę, wymagałam od siebie pięćset tysięcy razy więcej, żeby zagłuszyć. Poczytałam trochę książek, pogadałam z koleżankami i udało się. Do dziś się widujemy i podajemy sobie rękę.

– Przestraszyłaś się, że tak można się rozpaść?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Jak byłam mała, czytałam dużo książek, gdzie wszyscy umierali z miłości albo mieli jakieś krytyczne sytuacje miłosne – „Za rzekę w cień drzew” Hemingwaya. Wtedy to czytałam, a teraz przeżyłam.

– Rozpadłaś się na kawałki... To jak po takim doświadczeniu mogłaś flekować Wiśniewskiego, kiedy on się rozpadał na kawałki z Mandaryną?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Bo sam się prosił. Opowiadał o swoim życiu w sposób ekshibicjonistyczny. Michała Wiśniewskiego trzeba rozpatrywać jako osobne zjawisko i w dyskusji powinni wziąć udział psychologowie, superniania... Mam do niego słabość, bo uważam, że wniósł oddech czegoś, czego myśmy do tej pory nie mieli. I przykro mi jest teraz patrzeć, jak mu się kolejne małżeństwo rozpada. To jest gdzieś w środku nieszczęśliwy chłopak, którego nikt nie kochał, który nie umie okazywać uczuć, nie wie, jak je wziąć od innych. Jego tak skrzywdzono w dzieciństwie, że nigdy nie będzie gotów na normalne przeżywanie miłości, seksu, oddania. Kibicuję mu, bo kiedyś puścił mi w domu swoje nagrania poezji śpiewanej i wbił mnie tym w fotel. Mówię: „Michał, dlaczego ty tego nie puścisz, to jest świetne!”. A on: „Nie, to jest tylko dla mnie, bo ludzie chcą ode mnie czego innego”. Żal tego człowieka, podobnie jak paru innych osób.

– Kogo jeszcze?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Weroniki Rosati jest mi bardzo żal. Czytałam tę książkę („Nocnik” Andrzeja Żuławskiego – przyp. red.) i jako kobieta czułam się, jakby ktoś na mnie zwymiotował. Zastanawiam się, co w tej dziewczynie jest takiego, że ona teraz idzie do sądu i będzie musiała przed sądem udowodnić, że nie jest tą „Esterką”, w którą się „spuszczają hollywoodzkie chuje”?! Dlaczego ona nie pozwoliła umrzeć tej historii w sposób naturalny?! On jest znany z tego, że swoje byłe kobiety opisywał w obrzydliwy sposób. Ona nie jest gotowa na bycie w tym świecie. I żal mi tego starca, który zamiast robić filmy, obsmarowuje ludzi w swoich książkach. Musi nienawidzić życia i siebie samego.

– Komu jeszcze współczujesz?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Edycie Górniak. Była i jest jedyną z krwi i kości diwą w tym kraju. Żal mi jej, że tak bardzo dawała powody ludziom do tego, żeby się z niej śmiali. To też jest człowiek strasznie połamany w dzieciństwie.

– Komu jeszcze?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Tomkowi Karolakowi, że musiał się sprzedać ze swoją byłą kobietą i dzieckiem na okładce VIVY!, żeby zrobić promocję swojego teatru.

– A może postanowili w ten sposób społecznie oswoić sytuację, w której małżonkowie się rozstają, wspólnie wychowują dziecko?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Opowiadają o tym, ale mi było smutno, jak czytałam ten tekst.

– Potrafisz się w czymś, oprócz pracy, zatracić?
Karolina Korwin-Piotrowska:
W sprawianiu sobie przyjemności.

– A jaka przyjemność najbardziej pozbawia Cię przytomności?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Bardzo intymne pytanie. Zafundowanie sobie spokoju. Żyjemy w zabieganym, głośnym świecie, więc spokój bywa towarem deficytowym, funduję go sobie coraz częściej.

– Wchodzisz do kościoła?
Karolina Korwin-Piotrowska:
Wchodzę.

– Tam jest spokój.
Karolina Korwin-Piotrowska:
Tak. I chłód, i cisza, szczególnie przed południem. Nie mam problemu z Bogiem, mam problem z Kościołem. Do Boga nic nie mam, lubię sobie z nim pogadać. Po śmierci rodziców robiłam to dość często.

– Ale Bogiem jest ten mężczyzna ukrzyżowany w każdym kościele...
Karolina Korwin-Piotrowska:
Zaczynam mieć z tym coraz większy problem, może ze względu na to, jak się zachowuje Kościół, ale wierzę, że Bóg jest. Próbowałam się wyzwolić od Niego, ale na końcu okazało się, że mam potrzebę Jego istnienia.

– Myślisz, że jeśli jest, to zaśmiewa się nad tabloidami?
Karolina Korwin-Piotrowska:
On ma na to zlewkę, bo to jest część jego świata, który stworzył, i przykłada do tego znacznie mniejszą wagę, niż my przykładamy.

– Może więc robi sobie z nich czapkę chroniącą przed słońcem...
Karolina Korwin-Piotrowska:
Może popala w kominku, może jego kot sika w kuwecie na nie... Trzeba przykładać odpowiednią miarę do tej prasy, nie przydawać jej znaczenia. To jest zabawa.

Rozmawiał Piotr Najsztub / Viva!

Polub nas na FB
Może Cię również zainteresować:

Korwin Piotrowska o karierze Rosati w USA: "Amerykańscy dziennikarze docenili jej biust"

Najczęściej czytane

Polecamy

Top Video

Top Galerie

Najczęściej czytane porady