Beata Kozidrak Beata Kozidrak kupi córce butik? Dom Beaty Kozidrak na sprzedaż Dom Beaty Kozidrak na sprzedaż Beata Kozidrak
Beata Kozidrak
Warto!
1/6
Beata Kozidrak

 

Prywatny odrzutowiec, specjalna dieta, masażysta? Tylko nam Beata Koizdrak opowiedziała, jak szykuje się do jubileuszowej trasy z okazji 40-lecia Bajmu i dlaczego wciąż lubi pracować z byłym mężem. Zobaczcie cały wywiad z magazynu „Party”!

Na początku mówię: „Zacznijmy od ploteczek!” i pytam, czy to prawda, że lekarz zabronił jej chodzić w szpilkach. – O, proszę zobaczyć, jaka to prawda! – śmieje się Beata Kozidrak (58) i podnosi nogę, pokazując, że przyszła w kozakach na cieniutkiej szpilce. Taka właśnie jest Beata: bezpośrednia i wesoła. I nie boi się żadnych pytań... 

 

Zobacz też: Beata Kozidrak NAGO w "Playboyu"? "Propozycje się pojawiały" Będzie sesja?

 

Podobno kupuje pani dla córki butik w Warszawie, aby mogła rozwinąć skrzydła jako projektantka.

– Sama bym się chciała dowiedzieć, gdzie kupuję ten butik dla Agaty. Bo nie mam bladego pojęcia!

 

Dlaczego pani zaprzecza? Przecież to nic złego – pomóc dziecku na starcie.

– Tyle że to nieprawda! Co chwilę czytam o sobie nieprawdopodobne bzdury. Wczoraj pewien dziennikarz zapytał mnie, czy mam w planach rozebrać się dla „Playboya”. Oczywiście zdementowałam!

 

To teraz przejdźmy do tego, co na pewno jest prawdą. Bajm kończy 40 lat i...

– ...od kwietnia ruszamy w trasę koncertową z tej okazji. Początkowo myślałam o 40 koncertach na okrągłą rocznicę. Ale jak zaczęliśmy wszystko podliczać, to okazało się, że nie chcemy pominąć tych mniejszych miasteczek, do których Bajm jeszcze nigdy nie dotarł albo grał tam wiele lat temu. Dlatego ostatecznie zagramy ponad 50 koncertów. Kumulacja wydarzeń szykuje się w listopadzie, kiedy będziemy grać w największych halach w Polsce. To będzie wydarzenie pełne przepychu: zaprosiłam i wielką orkiestrę, i DJ-a. Planuję wizualizacje, które przeniosą nas w minione cztery dekady. Pojawią się duety, ale nazwisk nie chcę zdradzać, bo to będą niespodzianki.

 

To wszystko wydaje się wyczerpującym zadaniem. Da pani radę?

– Proszę pamiętać, że mam w tym wprawę. W latach 80. Bajm dawał po trzy koncerty dziennie. Takie to były czasy i taka popularność, że zapełnialiśmy dwie gigantyczne hale dziennie albo trzy mniejsze w jednym mieście. 

2/6
Beata Kozidrak kupi córce butik?

 

A jak przygotowuje się pani kondycyjnie do tego przedsięwzięcia?

– Ćwiczyłam regularnie z trenerem na siłowni. Wyrzeźbiła mi się sylwetka, mięśnie nabrały kształtów w takich miejscach, w których powinny (śmiech). Zaczynałam ćwiczenia skoro świt i to było fantastyczne, bo endorfiny poprawiają humor na cały dzień. Byłam też na diecie, ale nie takiej, że nic nie jadłam. Po prostu jadłam więcej warzyw, piłam soki i dzięki temu mam teraz sporo energii i więcej optymizmu.

 

Pani chyba czerpie optymizm ze słońca.

– I z miłości!

 

Podczas ostatnich wakacji w słonecznym Rzymie była pani z koleżankami?

– Mmm… Koleżanki też tam były, a reszta jest już moją tajemnicą.

 

Pani ma chyba wiele bardzo bliskich kobiet wokół siebie?

– Uwielbiam ich energię, z przyjaciółkami czuję się swobodnie, zupełnie jak nastolatka. One znają mnie od lat i wiedzą, czego się po mnie spodziewać. Wiedzą, że jak jest zabawa, to…

 

…tańczy pani na stole albo potrafi przejąć z córkami konsoletę, kiedy nudzi was muzyka.

– To prawda, wszystkie mamy silne charaktery.

 

Córki zamierzają pomagać pani w trasie?

– Kasia zaśpiewa w chórkach, a Agata będzie w gronie doradców zajmujących się kreacjami.

 

Pewnie będzie musiała pani latać na koncerty prywatnym odrzutowcem?

– Na szczęście nie muszę zajmować się logistyką. Ale mogę powiedzieć, że na pewno będzie się mną opiekował masażysta i że ktoś przygotuje dla mnie specjalną dietę.

 

Ma pani jakieś rytuały przed wejściem na scenę?

– Potrzebuję wyciszyć się przed koncertem.

 

Wielu artystów musi napić się wódki.

– Można wypić lampkę koniaku, który rozszerza struny głosowe. To przecież nie jest grzech. Ale ja tego nie robię. Uwielbiam poczuć tę prawdziwą adrenalinę w kontakcie z fanami. Używki zabierają tę możliwość. 

3/6
Dom Beaty Kozidrak na sprzedaż
East News

 

Po koncercie łatwo pani zasypia?

– Jest we mnie za dużo emocji, więc idę na drinka z zespołem. Ale nie po to, by odreagować, ale raczej aby porozmawiać. To jest właśnie cudowne, że w Bajmie panuje taka atmosfera, że nadal nam się tego chce.

 

Jakim cudem po rozwodzie może pani dalej pracować i przyjaźnić się ze swoim byłym mężem?

– To przecież wszystko zależy od ludzi.

 

Większość ludzi po rozwodzie nie chce się już więcej widzieć.

– Powiem pani tak: chcę być szczęśliwa, a kłótnie niczemu nie służą. Trzeba pielęgnować optymizm w sobie i nie przeszkadzać nikomu w życiu. Każdy z nas poszedł już swoją drogą i dziś nasza współpraca zawodowa jest po prostu fantastyczna. Rozumiemy się i pomagamy sobie wzajemnie. Bajm jest czymś dobrym i nie zamierzamy tego niszczyć.

 

Czy możemy się cofnąć do 1978 roku, kiedy narodził się Bajm?

– Jestem kobietą urodzoną w maju i chyba dlatego nie lubię zimy. Pewnie 40 lat temu tęskniłam za słońcem i tak w mojej głowie narodził się tekst „Piechotą do lata”. Tą piosenką zajęliśmy drugie miejsce w koncercie debiutów na festiwalu w Opolu w 1978 roku.

 

Tekst spotkał się jednak z krytyką...

– Tak, moja polonistka powiedziała, że jest banalny. Może miała do mnie żal, że się z nią nie konsultowałam? A ja nikomu nie mówiłam, że piszę. Robiłam to regularnie do szuflady od 15. roku życia, kiedy to podkochiwałam się w moich kolegach.

 

Niektórzy do dziś zarzucają pani tekstom kiczowatość. Ale pani chyba nigdy zbytnio nie przejmowała się tą krytyką?

– Bo zdaję sobie sprawę, że nie piszę wielkiej poezji. Dostaję najpierw muzykę i jak mi się spodoba, w głowie pojawiają się słowa. Moje teksty zawsze były bardzo emocjonalne, pisane z serca, i odzwierciedlały to, co mam w duszy.

 

A dlaczego od lat nie śpiewa pani na koncertach najbardziej nostalgicznych piosenek: „Męski świat”, „Prorocy świata”, „Miłość nie umiera”?

– To są utwory, które średnio sprawdzają się na dużych koncertach. Ale proszę się nie martwić, w przyszłym roku planujemy akustyczne przedsięwzięcie i wtedy z wielką przyjemnością wrócę do tych piosenek.

4/6
Dom Beaty Kozidrak na sprzedaż
East News

 

Kiedy powstał Bajm, była pani w trzeciej klasie liceum. Sukces nie przyszedł za wcześnie?

– Kiedy ma się naście lat, żadne przyspieszenie nie jest za szybkie (śmiech). Człowiek chce się uczyć, poznawać, szukać. Byłam głodna wszystkiego. Ale wracając do 1978 roku, to tuż po festiwalu w Opolu my mieliśmy trzy utwory, więc nie posiadaliśmy repertuaru. Musieliśmy szybko brać się do roboty.

 

Jak to wyglądało?

– Siedzieliśmy w pokoju w trójkę, z Andrzejem i Jarkiem, moim bratem. On brał gitarę, rzucał jakiś akord, kilka nut, a ja śpiewałam. I tak powstawały kolejne piosenki: „Józek” czy „Nie ma wody na pustyni”.

 

Tęskni pani za tymi czasami?

– Przeciwnie. Wolę patrzeć w przyszłość. 

 

Pierwsza córka urodziła się, kiedy miała pani 21 lat. Była pani pierwszą artystką w polskim show-biznesie, która w trasy zabierała dziecko.

– Teraz jest to powszechne, ale wtedy ludzie uważali, że małe dziecko nie powinno być ciągle w podróży, mieszkać w różnych hotelach. Pytano mnie, czy nie boję się, że brak stabilizacji jej nie zaszkodzi. Ale my z Andrzejem powtarzaliśmy, że najważniejsze, że Kasia jest z nami.

 

Pamięta pani pierwsze kroki Kasi?

– Szczerze mówiąc, przegapiłam ten moment. Pewnie Kasia była akurat pod opieką swoich dziadków. Dlatego kiedy 12 lat później pojawiła się na świecie Agata, zorganizowaliśmy wszystko tak, by mieć więcej czasu dla dziecka. Zmieniła się Polska, nie musieliśmy grać tylu koncertów.

 

Dlaczego Bajmowi nie udała się kariera za granicą?

– Pamiętam taki moment, że do Chicago przyjechali menedżerowie Stinga, bo on bardzo chciał zrobić koncert z artystami zza żelaznej kurtyny. Miałam wtedy chyba 27 lat. Uwielbiałam The Police, marzyłam o tym...

 

To co się wydarzyło?

– Pewnie poszło o pieniądze... Dla mnie jednak to najmniej się liczyło. Mogłabym z nim zagrać choćby za pół darmo. 

5/6
Beata Kozidrak

 

Żałuje pani czegoś z dzisiejszej perspektywy?

– Niczego! Uwielbiam patrzeć w przyszłość, zawsze od siebie dużo wymagałam, nie potrafię siedzieć w jednym miejscu i przez cały czas szukam nowych wyzwań. To mnie kręci! Dziś zapraszam na koncerty Bajmu. I do zobaczenia!

 

Rozmawiała IWONA ZGLICZYŃSKA, magazyn „Party”

6/6
Beata Kozidrak
Więcej na temat Party Beata Kozidrak wywiad Bajm