• Marcin Kydryński

Anna Maria Jopek - Znów wyjeżdżasz

Anna Maria Jopek
Fot. Marcin Kydryński

– Marcin Kydryński: Będziemy rozmawiać konwencjonalnie? O miłości i o tym, jak bardzo tęsknimy, bo ty w Japonii, a ja w Ugandzie?
Anna Maria Jopek:
Kto ma czas na takie nasze jedzenie sobie z dzióbków? To się czyta nużąco.

– A co się czyta z pasją? Musi być seks, przemoc, sensacja, pot, krew i łzy?
Anna Maria Jopek:
W każdym razie żadne tam sentymentalne ecie-pecie.

– Pewnie powinny paść trzy słowa o dzieciach.
Anna Maria Jopek:
Czemu one tak ludzi interesują, jakby nie mieli własnych, z definicji ciekawszych? Zgadzamy się na takie reguły medialnej gry?

– Po co my to robimy właściwie?
Anna Maria Jopek:
Z próżności?

– „Przez dziury w twoim płaszczu widzę twą próżność, Diogenesie”, mówił Aleksander do swego filozofa abnegata, który mieszkał w starej beczce. A co dopiero my.
Anna Maria Jopek:
Ja widzę twoją próżność przez twe dziury w dżinsach na naszej okładce.

– Tylko z próżności?
Anna Maria Jopek:
Z tego samego powodu, co wszyscy. Chcemy na moment złapać uwagę pasażera tramwaju lub pani u kosmetyczki, by dowiedzieli się, że zrobiliśmy trzy naprawdę ciekawe płyty. Bo zrobiliśmy je dla nich. Po to inni tańczą, nawet na lodzie!

– O, na lodzie to ja nie zatańczę. W ogóle tańczę jak chochoł z „Wesela”.
Anna Maria Jopek:
W naszej kulturze za mało tańczymy. Miesiąc temu byłam w Rio. Nocą wszyscy tańczą tam sambę, tak organicznie. Zgoda z własnym ciałem oznacza zgodę ze światem.

– Ty mi tu tańczącym Polakiem nie pomiataj! Robimy postępy! Tańczymy z gwiazdami!
Anna Maria Jopek:
Po co sarkazm? Wywyższasz się, a ja mówię serio. Potrzebny jest ten „TzG”. Przejeżdżałam ostatnio przez małe miasteczko, gdzie po jednej stronie ulicy było więzienie, a po drugiej szkoła tańca. Wierzę, że to pierwsze niebawem przestanie być potrzebne. Że taniec, muzyka uczynią ludzi lepszymi. Cokolwiek nas przekona do ruchu, rozsupła, uwolni wewnętrzną energię, pomaga. Tylko żal esemesowych wyroków przy tym. Tych parkietowych ostracyzmów. Szkoda, że wciąż jesteśmy tak złaknieni okrutnych igrzysk. 

– Dobrze, że nie tańczymy, by zwrócić uwagę na płyty. Nie da się po prostu porozmawiać o muzyce, na przykład?
Anna Maria Jopek:
Rzadko. Niewielu dziś mówią te nazwiska: Metheny, McFerrin, Marsalis? Szymanowski, Wacław z Szamotuł,  Sara Tavares?

– Bałem się już, że będzie tylko na „M”, ale widzę, że jest też na S. A to zawsze atrakcyjniej.
Anna Maria Jopek:
Zmanipulujmy odrobinę. Bo to już nie do zniesienia, że jesteśmy tacy zwyczajni. Nie niszczymy przedmiotów kultu, nago w teledyskach nie występujemy, na imprezy nie chodzimy żadne, więc koleżanki nie mogą potem napisać, że jesteśmy najgorzej ubrani, albo protekcjonalnie pochwalić.

– Zachowując wszelkie proporcje, mój ukochany Nabokov też sam ze sobą pisał wywiady, bo nikt mu nie zadawał wystarczająco ciekawych pytań. I wydał je potem pod tytułem „Strong Opinions” – Mocne, zdecydowane poglądy. Inne nie mają sensu.
Anna Maria Jopek:
Dobrze, próbujmy.

– Ja zacznę. Jesteś, Jopciu, zdolnym gburem. Tak wykazują badania.
Anna Maria Jopek:
Umiarkowanie zdolnym, ale to i lepiej. Nadmiar talentu rozleniwia. Pijesz do tej zabawnej ankiety, gdzie nie znaleźliśmy się nawet w zestawieniu sympatycznych par, ale za to okazaliśmy się, nie wiedzieć czemu, najzdolniejsi?

– Od razu: „pijesz”.
Anna Maria Jopek:
Tak, pijesz i bijesz, nie ankiety już, ale ludzie to mówią.

– Mówili też swego czasu, że jestem królem społeczności gejowskiej. To było nawet sympatyczne, choć, niestety, w 10-stopniowej skali Kinseya mój współczynnik homoseksualny to tylko 0,001. Jednak jakiś, bo kocham Woody’ego Allena. Ale potem mi jeszcze wymyślali prawdziwe bezeceństwa. Gdzie ja bym, zabiegany, zdążył z takim bezmiarem wyuzdania?
Anna Maria Jopek:
Irytujące, że ciebie te pomówienia zazwyczaj bawią!

– To mi wręcz schlebia, że nie kiwnąwszy palcem i, niestety, także nie nacieszywszy się przypisywanymi mi perwersjami, staję się nagle tematem! Jak jakiś Elton John!
Anna Maria Jopek:
Zdumiewa mnie twoja dezynwoltura. Przecież to powód do procesów!

– Jasne, wytoczyłem je, trwają, teraz może nawet żałuję. Po co tracić życie na pięściarstwo z tumanami?
Anna Maria Jopek:
To już nie ty mówisz. Masz kilka trudnych cech, ale jedną dość niezwykłą: nie chowasz urazy. Więcej: jest w tobie, jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi, ściśle chrześcijańskie umiłowanie twoich wrogów.

– Tak, ale to „pięściarstwo z tumanami” tak dobrze wygląda w druku. Fakt, jest we mnie tyle empatii i współczucia, że starałbym się zrozumieć chyba nawet Osamę. Zrozumieć nie znaczy pochwalać. Mój typ to jednak Gandhi. Wyrzeczenie się jakiejkolwiek przemocy.
Anna Maria Jopek:
Do przemocy dojdziemy. Mnie zastanawia, że ludzi oburza to, co  w nas elementarne: seksualność i jej meandry. Wymyślają o sąsiadach niestworzone historie. Są gotowi do świętej wojny w kwestiach doprawdy błahych, jak tajemnice alkowy. Szkoda swoją drogą, że to coraz rzadziej tajemnice.

– Czytałem ostatnio świetną książkę Pacewicza i Konarzewskiej – „Zakazane miłości”. Bogactwo różnorodności sfery erotycznej w człowieku jest olśniewające. Nic, co ludzkie, a służące dobru, nie powinno być nam obce. Czemu budzi u niektórych taki gniew?
Anna Maria Jopek:
Może dlatego, że sami cierpią, nie mogąc się ujawnić, urzeczywistnić swoich pragnień, jak ten żołnierz z „American Beauty”?

– Właśnie. Boją się własnej seksualności. Boją się jej w sztuce, w filmie. A ja z kolei nie mogę przystać na okrucieństwo. Ocieka nim prawie każdy film czy gra.  To nie jest prawda o świecie. To margines, zło. Dlaczego bez chwili refleksji godzimy się na takie zakłamanie? Odrzucenie miłości a przyzwolenie na przemoc? To jak przyklejanie listków figowych antycznym rzeźbom w czasach wojen – czytaj: masakr religijnych! Nie ma we mnie na to zgody.
Anna Maria Jopek:
Jesteś optymistą? Tak wygląda twój świat? Świat miłości?

– Nie, jestem statystykiem. Ludzie się kochają ze sobą. O co tyle hałasu? Kochajmy. Byle nie sprawić drugiej osobie cierpienia.
Anna Maria Jopek:
Choć są tacy, którzy cierpienie lubią. Jak kto woli. „Whatever works” – jak mówi nasz Woody!

– Kochają się wszyscy, bo inaczej ludzkość wyginie. I w tym bezmiarze miłości na szczęście tylko jeden z nas na milion okazuje się niewysłowionym okrutnikiem. A właśnie do oglądania jego historii zwykle zachęca się dzieciarnię. I nikogo to nie bulwersuje. Wszyscy jesteśmy hipokrytami.
Anna Maria Jopek:
Poczekaj, już chyba jesteśmy za daleko. Ale uznajmy, że seks odrobiliśmy. Teraz przemoc. Domowa najchętniej. Jak to więc jest z tym piciem i biciem?

– Mam do dziś tę kartkę na lodówce, którą sam napisałem, i gdy spostrzegła ją zaprzyjaźniona dziennikarka, zaczęła wokół rozpytywać z troską, czy dzieci rozpaczliwie tęsknią, gdy wyjeżdżamy. I czy aby dobrze je traktuję.
Anna Maria Jopek:
Bo przecież było tam napisane: „Tatusiu, nie jedź! A najlepiej też i nie bij!”.

– Ale skąd, było: „Tatusiu, nie jedz! A najlepiej też i nie pij!”. Tylko ta pani nie doczytała. I pisałem tę kartkę w geście samokrytyki, bo jestem uzależniony od jedzenia, jak późny Elvis.
Anna Maria Jopek:
I pijasz.

– Trochę wina. Ale jak inaczej rozpuścić we krwi słońce Toskanii pod naszym mrocznym listopadowym niebem?
Anna Maria Jopek:
Próbowałeś mleka z miodem? Nie narzekaj, znów uciekasz!

– Pracuję! Prowadzę warsztaty fotograficzne.
Anna Maria Jopek:
Musisz tak daleko? Albo zdjęcia, które umieszczasz teraz w VIVIE!, z końca świata, że niby my tak żyjemy jak sułtan Brunei i koncertujemy jak U2. Gdybyś chciał być konsekwentny, dałbyś moje zdjęcia z warszawskiego tramwaju. To byłaby sztuka. Poezja, metafizyka codzienności. Byłbyś Stasiukiem fotografii. „Opowieści żoliborskie”!

– Byłbym, ale ty nie jeździsz tramwajem!
Anna Maria Jopek:
Masz rację, jeżdżę zazwyczaj metrem, bo mieszkamy przy stacji. Ale ty nie jesteś wolny od pokusy lansu. Hollywood Bowl, Blue Note Tokyo, Royal Festival Hall, Tsavo. Co chcesz udowodnić? Że nam się udało? I tak ci zawsze powiedzą, że miałeś ustawionych rodziców.

– Ale ja z rodzicami stałem nocami w kolejce po wannę! I mieliśmy kartki na cukier. I na dżem z dyni o smaku pomarańczowym! I tata jeździł maluchem w kolorze bahama yellow, jak stare majty. I grzał zapasowy akumulator na kaloryferze.
Anna Maria Jopek:
Nikt ci nie uwierzy.

– Bo społeczeństwo ma krótką pamięć.
Anna Maria Jopek:
I my zapomnijmy już o tym. Przemoc i ciut sensacji mamy odrobione. Dokąd więc jedziesz?

– Będę w Namibii. Pustynia. Brad Pitt, Angelina Jolie i cud jej połogu…
Anna Maria Jopek:
Już widzę, że zaczynasz rozumieć zasady pism kolorowych. Ale cały miesiąc?

– A ty? Żeby pamiętać, jak wyglądasz, muszę cię fotografować. Ostatnio jesteś w wiecznej drodze wokół globu. I w Koninie.
Anna Maria Jopek:
Myślisz, że po 15 latach jesteśmy już takim małżeństwem jak Woody Allen i Mia Farrow? Którzy mieszkali oddzielnie i tylko machali sobie z okien po przeciwnych stronach Central Parku?

– Nie, jesteśmy znacznie lepszym, choć nie tak zdolnym. Ona była chyba dość podła. Czytałem jej niemiłą książkę. Ty jesteś cudem.
Anna Maria Jopek:
Ona była odrobinę poirytowana, bo on się ożenił z ich córką.

– Z adoptowaną, więc się nie liczy.  Poza tym: „whatever works”!
Anna Maria Jopek:
Ja mówię o tym, że żyjemy właściwie nie ze sobą, a trochę obok siebie, tak często każde z nas wędruje przez świat samotnie. Było tak od początku. Ty wciąż na Borneo, w Rwandzie, Sudanie – ja w trasach. Czemu nam to nie przeszkadza?

– Nie zgadzam się. Spójrz na półki. Ile płyt zrobiliśmy razem. Ile godzin, lat w studiach nagraniowych. Ile sesji fotograficznych.
Anna Maria Jopek:
A tam, takie sesje. Wiesz, jak one wyglądają: „Chodź, zrobimy sesję” – i jedziemy na dwa tygodnie, w sumie na wakacje.

– Mógłbym tak całe życie. Tylko że ty nienawidzisz wakacji. A ja kocham. Jestem wirtuozem wakacji. Światowego formatu.
Anna Maria Jopek:
Jak tam czas się rozpuszcza, jak nic z niego nie powstaje. Jakie to smutne.

– Smutne jest to, że gdy jedziemy do Lizbony po skończeniu trzech gigantycznych płytowych projektów, to zamiast jeść kraby, ty umawiasz nagrania z kolegami. Nie umiesz po prostu jeść krabów? Teraz i tu, jak śpiewałaś?
Anna Maria Jopek:
Czy to ma być zarzut? Kiedy mam jeść kraby, to jem. Kiedy spać, to śpię. Och, spać uwielbiam ponad wszystko. Kiedy być z dziećmi – jestem z nimi. Kiedy zanurzyć się w muzyce, zanurzam się.

– To brzmi jak wykład zen.
Anna Maria Jopek:
Mam mało czasu. Staram się koncentrować na każdej chwili.

– To ci się nie zawsze udaje.
Anna Maria Jopek:
Nie. Wchodziłam kiedyś na ważną scenę, gdzieś na świecie. Na sekundę przed rozpoczęciem koncertu taka Madonna, jak widzimy na filmach, medytuje, trzyma za ręce i modli się z zespołem. Mój zespół mówi o restauracji, do której pójdą po graniu, a ja dostaję telefon od naszej opiekunki. Że Franio zamknął się w toalecie, bo ucieka przed nauczycielem wiolonczeli. Jestem w tym Pernambuco, publiczność już czeka, a ja muszę telefonicznie pertraktować z Franiem, przez drzwi, żeby wyszedł z łazienki i wrócił na lekcję.

– O widzisz, już mamy coś o dzieciach. Dorzućmy teraz słowo o pieniądzach, bo przecież o nich zapomnieliśmy, a są ważne w życiu celebrytów, którymi rzekomo jesteśmy! Może: „Wiem już, dlaczego twoje rachunki telefoniczne opiewają na kwoty wyższe niż dług krajów rozwijających się”.
Anna Maria Jopek:
Staram się być zawsze w kontakcie z domem, z mamą. Martwię się i tęsknię. Ty nie cierpisz telefonu, z łaski czasem zaesemesujesz z końca świata.

– Od razu „z łaski”. Mam całą naszą korespondencję esemesową z paru lat, wzruszającą i mocną poprzez tę lapidarność. Czytało się to jak przyzwoitą jednoaktówkę na dwoje aktorów. A Franio już na szczęście zostawił tę muzykę, więc na telefonach do łazienki zaoszczędzimy.
Anna Maria Jopek:
Myślisz, że „na szczęście”? Nie ma większego szczęścia niż muzyka. Tylko czasem zbyt późno sobie to uświadamiamy. To była rzeź te fortepianowe lata, ale jestem wdzięczna rodzicom, że nie odpuścili. Potem były studia pianistyczne. Ich nie jestem już tak pewna. Może powinnam była inaczej: improwizacja, kompozycja. Ale też kto wie, może „właśnie tak miało i tylko tak mogło być”. Muzyka pozostaje esencją mojego życia.

– Czego w niej teraz pragniesz najbardziej?
Anna Maria Jopek:
Marzy mi się trik, jak w „Harrym Potterze”. By na jeden dzień zamienić się na uszy z różnymi ludźmi. Z Krzysztofem Pendereckim, z kibolem piłkarskim, z Franiem, który kocha Rammstein, z Patem Methenym, z dziennikarzem muzycznym, który po jednym wysłuchaniu w kwadrans recenzuje muzykę, nad którą ktoś taki jak Pat pracował rok. Ciekawi mnie, jak ludzie słyszą. Ale wciąż najbardziej po prostu kocham grać.

– Wiem, Sting mówi, że szczęściem jest móc grać, choćby tylko dla własnego kota. Że dar muzyki jest już w życiu nagrodą. Jak to jest z tobą?
Anna Maria Jopek:
Energia, jaką dostaję od muzyków na całym świecie, od skupionej publiczności, to jedno. Ładuje i uzależnia. A drugie – to dar doświadczania samej istoty dźwięku i to miał na myśli Sting. Olśnienie. Medytacja. Nirwana. Wyzwolenie od wszystkiego, poza tym układem drgnień powietrza, które słyszymy, splecionych w akordy. Dla Frania czy Stasia teraz szczęście jest gdzie indziej. Z kolegami. Na rowerze. Tak ma być.

– Może jest w naszej przy nich obecności? Jakimi jesteśmy rodzicami? Korespondencyjnymi? Ja nawet i to nie. Jestem na marną trójkę. Z trudem promującą.
Anna Maria Jopek:
Nie sądzę. Myślę, że jesteś w porządku, ale ich spytaj. Ja czuję z chłopcami bliskość, nawet gdy jestem daleko. To tak cudowni ludzie. Moi rodzice też byli wiecznie w drodze. Odurzeni muzyką, uzależnieni od scenicznej adrenaliny. Nie pamiętam innego życia poza oczekiwaniem. Ale nigdy nie było w tym dramatu. Może poza powrotem taty, kiedy zanim rozpakował walizki, już chciał słyszeć, co wyćwiczyłam na fortepianie.

– Tak, „Ania: do grania!”, pamiętam.
Anna Maria Jopek:
Lubiłam te paromiesięczne trasy rodziców, bo mogłam wreszcie pobumelować. Ale ich nieobecność nie była problemem głównie dlatego, że Dedi wydawał się wieczny.

– „Nagle ktoś ci bliski znika, zanim powiesz mu, że dla ciebie był jedyny”.
Anna Maria Jopek:
To doświadczenie uczy, by nie odkładać słów miłości na później. Choć przecież byliśmy zawsze tak silnie związani, zdążyłam wszystko mu powiedzieć. Jest sztuką życie tak, jakby każdy dzień miał być ostatnim. Jakby każde spotkanie z bliskimi było momentem pożegnania na zawsze. A twój tata?

– Myślę o nim codziennie. Co powiedziałby na każdą z moich decyzji, na każdą z piosenek. Na tę naszą dzisiejszą dość kuriozalną rozmowę. Czy by nas zrozumiał? On odrzucał nowe reguły medialnej gry. Był dyskretny. Wycofał się. Wzrusza mnie, kiedy widzę, że mam jego dłonie. Ten sam kształt, tę suchą, prawie papierową skórę. Czasem dostrzegam identyczność naszych małych gestów, podobieństwo barwy głosu. Jakkolwiek to zabrzmi, często mam wrażenie, że on trwa dalej, we mnie. Brak mi go. Rozmawiam z nim na łąkach naszej farmy. Bo on jest tam. O tym jest piosenka na „Polannie” i kilka na „Niebie”, na „ID”.
Anna Maria Jopek:
Czemu teraz zdecydowaliśmy się na moment odsłonić, porozmawiać naprawdę poważnie?

– Bo cenimy czas, swój i innych?
Anna Maria Jopek:
Może dlatego, że nie warto poruszać tematów nieistotnych, kiedy co sekunda drukuje się na całym świecie miliardy zbędnych słów. To dotyczy także rozmów czytanych w tramwaju. Więc pójdźmy jeszcze dalej. Myślisz, że w sejmie powinien wisieć krzyż?

– Wiesz, że jestem wierzący. Choć często bliżej mi do buddyzmu, do pięknej tradycji islamu, gdzie modlitwa bywa samotnym spotkaniem z Bogiem na pustyni. Lubię stary kościół w Lizbonie. Zwłaszcza że nic nie rozumiem z kazania. Na Żoliborzu słyszałem ostatnio z ambony, że joga i medytacja to ruja i porubstwo. Modlę się chętniej na łące farmy nad Liwcem, na Saharze, na spacerze w Łazienkach. Podoba mi się pochwała Boga przez miłość do ukochanej kobiety, do zwierzęcia, do źdźbła trawy. Jak było u Hrabala? „Pełne kobiece kolano to drugie imię Ducha Świętego”?
Anna Maria Jopek:
Więc ma wisieć twoim zdaniem czy nie? Bo to jest dziś ważniejszy temat niż dług publiczny, kurs euro i autostrady. Każdy człowiek w kraju musi mieć zdanie na ten temat.

– Skoro stawiasz mnie pod ścianą, to moim zdaniem powinien być zdjęty. Dla mnie wiara jest sprawą intymną. A szacunek dla ludzi, których uznaję za partnerów, a którzy myślą inaczej – kwestią najważniejszą. A tak powinno być w sejmie.
Anna Maria Jopek:
A sam mówiłeś, że u progu lat 80. wieszałeś krzyż w szkolnej sali. Demonstrowałeś.

– Wieszałem. Demonstrowałem, po tyłku pałą od Milicji Obywatelskiej dostawałem. Szkolna martyrologia. Dziś znam inne, dobre miejsce dla krzyża, dla Gwiazdy Dawida i Półksiężyca. Jest na łańcuszku na szyi. Sam noszę często każdy z tych trzech symboli. Kiedyś leciałem do Sudanu z krzyżem Falaszy, Żydów z Etiopii na piersi i mama błagała mnie, żebym zdjął. A to miał być mój gest ekumenizmu.
Anna Maria Jopek:
A więc emanowałeś. Prowokowałeś. I w dodatku, co groteskowe, nie swoją religią. A mama zwyczajnie bała się o twoje życie.

– Moja religia jest splotem wielu systemów. Nie ma w niej miejsca na dogmę. Z jednej strony zazdroszczę, z drugiej współczuję ludziom, którzy w życiu są pewni wszystkiego. Ja składam się z samych wątpliwości. Jednego jestem pewien: jak powinna wyglądać modlitwa.
Anna Maria Jopek:
Jak?

– Moja jest zawsze ta sama. Jest słowami wdzięczności za każdą sekundę życia. Nawet za te chwile trudne, bolesne. I bez próśb, rozmemłania. „Żadnej z twoich skarg nie usłyszy nikt…”.
Anna Maria Jopek:
„Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale poświęcę życie, byś miał prawo je swobodnie głosić”.

– Nie zgadzasz się?
Anna Maria Jopek:
Bo liczę, że Ktoś słyszy. Kiedy człowiek prosi, modląc się za innych. Ale staram się żyć według tego zdania Voltaire’a, chyba jednak niepopularnego ostatnio w naszym kraju.

– Masz ochotę wyjechać? Nie jesteś dumna, że jesteś Polką? Skąd zatem album „Polanna”?
Anna Maria Jopek:
Z zachwytu dla tradycji, którą dziedziczę. Ze szczęścia czytania Szymborskiej, ze spacerów pod wierzbami. Z mazurków pod palcami Rubinsteina. Dumna mogę być, kiedy Staś dostanie szóstkę z klarnetu, bo siedzieliśmy nad tym wspólnie. Jak przebiegnę półmaraton. Jak zaśpiewam Chopina z McFerrinem. Dumnym można być z czegoś, w co sam włożyłeś pracę.

– Ale jest ci miło, że Miłosz? I Małysz?
Anna Maria Jopek:
Miło. Tylko mój wkład w ich wielkość jest żaden. Może warto znaleźć złoty środek? Bez szabelki fanatyzmu, ale ze zwykłą czułością i uwagą posłuchać naszej ludowej muzyki. Nie wstydzić się śpiewać po polsku. I – nie śmiecić w lesie. To dla mnie pierwsze przykazanie patriotyzmu. Przed znajomością słów hymnu.

– Wiesz, wracając, myślę, że Miłosz wielkim poetą był. Dla mnie, być może, najważniejszym. Nie mogę się otrząsnąć z tej miłości, uwolnić od jego frazy, mocy myśli, bogactwa polszczyzny. Gdybym miał na tę wyspę bezludną, wiesz… to wziąłbym jego „Wiersze wszystkie”. Lub choćby jeden wiersz: „Spotkanie”, parę linijek. Jakby pozwolili, to jeszcze „Dolinę Issy”. Dla mnie to najpiękniejsza książka w życiu.
Anna Maria Jopek:
O, chciałbyś uciec na taką wyspę, nie wątpię. Już kiedyś wmawiałeś mi, że mamy mieć dom na Lamu. Zrezygnowaliśmy w ostatniej chwili.

– Wiem. Tę starszą, niepełnosprawną panią z Francji, która częstowała nas wtedy herbatą, porwali Somalijczycy. Ta historia nie skończyła się happy endem. I był jednak przerażający nasz dom, ze szkołą obok, gdzie od świtu kazali skandować dzieciakom wściekłe hasła, bezmyślnie, mantrycznie, godzinami, przez megafony. Afryka, którą tak wielbię – to nie było miejsce dla nas na życie. Pozostaniemy tam obcy.
Anna Maria Jopek:
Uważaj, porwania bywają wszędzie, radykalne islamskie szkoły mogą być i u nas za rogiem, zaraz ci zarzucą polityczną niepoprawność!

– Polityczna poprawność jest dla mnie protekcjonalna. Jest formą wywyższenia.
Anna Maria Jopek:
Zanim zaczniesz „wygłaszać”, za czym nie przepadam, myślisz, że ten wątek jest odpowiedni dla naszej rozmowy?

– Dobrze, zostawmy to. Chciałbym, by czasem i w piśmie rozrywkowym znalazło się miejsce dla tematów zasadniczych. By nie musieli ich podejmować wyłącznie intelektualiści, ale też zwykli ludzie, jak my, w piśmie dla zwykłych ludzi.
Anna Maria Jopek:
Nie ma zwykłych ludzi.

– Upraszczam. Wiesz, co mam na myśli. Chcę, by nie pisano tam wyłącznie o tym, co miała na sobie która panienka na otwarciu jakiego salonu kosmetycznego i ile kosztowały jej buty. Wolę, żeby ktoś zapytał, dlaczego te pieniądze nie poszły, na przykład, dla Polskiej Akcji Humanitarnej?
Anna Maria Jopek:
A co ty zrobiłeś dla Polskiej Akcji Humanitarnej?

– Nic. I czuję się z tym jak śmieć. I to także jest temat. Nasza obojętność, egoizm. Nie nasza, moja. Ty wzięłaś udział w takiej ilości akcji charytatywnych jak mało kto.
Anna Maria Jopek:
Wciąż za mało. A co nie jest tematem? O czym, twoim zdaniem, nie powinniśmy rozmawiać?

– O naszej miłości. O tym, jak żyjemy.  W szczegółach o naszej rodzinie. To kwestia dyskrecji, ważna dla mnie, jak była dla taty. Nikomu nic do tego.
Anna Maria Jopek:
Au! A więc jednak jesteś gburem, jak mówią badania.

– Wyobrażasz sobie swoją drogą, że ktoś poświęcił na nie czas, może nawet pieniądze?
Anna Maria Jopek:
A nie było ci przyjemnie?

– Było.
Anna Maria Jopek:
Bo?

– Bo potrzebuję akceptacji.
Anna Maria Jopek:
Jak każdy, na scenie i na poczcie.

– Jak myślisz, pasażerowie tramwaju chcą nas, lepszych od nas i nam podobnych widzieć jak superbohaterów, wyobrażać sobie, że wysyłamy kamerdynerów limuzyną po ziemniaki do spożywczaka na rogu? Czy wolą zobaczyć, że jesteśmy tacy sami jak oni?
Anna Maria Jopek:
A jesteśmy? Czy może każdy z nas i z nich jest cudownie pojedynczy?

– Ja jestem jak wszyscy. Ty jesteś zupełnie niezwykła.
Anna Maria Jopek:
Hej, tego miało nie być. To jest „jedzenie z dzióbków” i „ecie-pecie”.

– Masz rację. Przepraszam. Ale to prawda.
Anna Maria Jopek:
Może prawda nikogo już nie interesuje? Tylko wartość medialna, mierzona stężeniem skandalu. Jak mówi Woody: „Jeśli wyjdziesz na scenę w Carnegie Hall i zwymiotujesz, zawsze znajdzie się ktoś, kto nazwie to sztuką”.

– Cóż, wówczas zapewne nie zgodzimy się z nim, ale poświęcimy życie, by miał prawo do głoszenia swojej opinii!

Rozmawiał i fotografował Marcin Kydryński

Polub nas na FB
Może Cię również zainteresować:

Marcin Kydryński opowiedział o swojej fascynacji Afryką. Zobaczcie film z sesji do nowej VIVY! MODY!

Najczęściej czytane

Polecamy

Top Video

Top Galerie

Najczęściej czytane porady